Przemysław Chmielewski

Wywiad, rozmowa, którą nagrałam ze swoim mężem w dniu 8 stycznia 2017 roku w szpitalu, miał na celu zapowiedź publikacji, śpiewnika. Śpiewnika – obiektu marzeń Przemka.

Nie wiedziałam, nikt z nas nie wiedział i nie wierzył tak naprawdę do końca, że jest to ostatni wywiad, ostatnie nagranie, jakie pozostanie mi po Przemku. Długo nie byłam w stanie go odsłuchać i próbować przepisać.

W momencie, gdy Libra wydała Śpiewnik, musiałam „wziąć się w garść” i zrobić to, o co mnie Przemek prosił, na czym mu zależało.

Dzielę się z Wami ostatnim słowem Przemka – Chmiela dla Was.

Kim był Przemek w Bieszczadach na początku drogi?

Na początku byłem człowiekiem od takich imprez plenerowych. Grałem i piosenki Starego Dobrego Małżeństwa, byłem takim ogniskowym show-manem, opowiadaczem. Ale nagle próg naszej wynajmowanej chałupy w Górzance przekroczył poeta z Iwonicza Zdroju –Mirek Welz. Z jego poezją wybuchnęło coś w mojej głowie. Brałem nagle gitarę i nie wiadomo skąd pojawiały się nuty, w różnych okolicznościach, w różnych sytuacjach, przy piecu, na wędrówce z psem. Cały ten klimat pokoleniowej wspólnoty cerkiewnej, minionej, ale też tego, co widziałem teraz, i poezja Mirka wszystko to spowodowało, że w ciągu 7 lat wydałem 7 płyt. Ale nie był to taki okres, że co rok płyta. Nie. Tak naprawdę w ciągu 5 lat wydałem 7 płyt.


Poezja Mirka to dla Ciebie droga? Drogowskaz życiowy?

Mirek pisząc teksty w taki sposób, często pisząc wyłącznie pod moim kątem, pod moim adresem i z myślą o mnie, o sobie, o nas, o naszej przyjaźni, o naszych perturbacjach i perypetiach życiowych, szczęściach i marzeniach, pisze w taki sposób, że każdemu się wydaje, że pisze to o nas samych. My wraz z autorem przeżywamy wrażliwość i dźwigającą z kolan jego poezję. Naprawdę chciałem by moje nuty w każdym utworze Mirka były wypełnieniem tego, co ja dopowiadam w wierszu nutami, a co jeszcze rozwija dodatkowo w zespole Andrzej Szal, swoimi aranżacjami muzycznymi. Solówki, akordeonem, gitarą czy harmonijką ustną jeszcze bardziej wzbogacają całość, którą chcemy wszystkim przekazać. To wszystko pobudza wyobraźnię. I stało się to moją muzyczną drogą. Odnalazłem się w tym i dzieliłem się tym.


Kto to jest Chmielu?

Chmielu to jednak bardziej jest Muszkieterem Marzeń, który wędruje sobie na Połoninę Wetlińską, ze swoją kochaną córką, ze swoja żoną pomimo takiej ludzkiej zwyczajnej samotności, w którą człowiek popada, od której ucieka, ale której się nie da pozbyć. Idziemy na szlak, by trzymać się za ręce. Ale jest moment, gdy zapatrzymy się na starego buka i nam się przypomni, chcemy być wtedy ze swoimi dobrymi aniołami, ale chcemy też odpędzić nasze złe demony. I może nie chcemy by do końca, właśnie w tym momencie, smutnym dla nas, by ktoś właśnie wtedy patrzył na nas, na naszą smutną twarz człowieczą. To Chmielu, ale wewnątrz Przemek.  Dlatego czasem się od siebie oddalamy, ale dla mnie Bieszczady powodują to, że ludzie jednak zbliżają się do siebie, zapominają o płytkich rzeczach, rzeczy proste stają się rzeczami ważnymi i istotnymi w życiu. Przypominają się, że takie rzeczy nadają w życiu sens. Nie widok karty płatniczej czy zasobnego portfela, ale właśnie spocona koszulka na szlaku, dłoń w czyjejś dłoni, czy rzucone pogodne „cześć” spotkanemu przygodnie turyście , pozdrowienie „do rychłego niebawem” – staje się takim dobrym hasłem , które nie tylko na spotkanie wkrótce, ale na spotkanie z sobą samym jako innym człowiekiem.  Najważniejsze w życiu jest nie obecność człowieka, ale obecność drugiego człowieka.  Nie ma życia bez drugiego człowieka.


Spełnisz wkrótce swoje marzenie Przemku. Śpiewnik, o którym myślałeś już od jakiegoś czasu.

Już niedługo Mirek Welz i ja wydajemy „ Śpiewnik Chmiela. Pragnę by wśród tych wspaniałych publikacji literackich bieszczadzkich twórców Zdzisława Pękalskiego, Ryśka Szocińskiego, Andrzeja Potockiego, Wiesi Kwinto-Koczan, Mirka Welza, aby i mój śpiewnik znalazł swoje skromne miejsce.

Co chcesz przekazać tym Śpiewnikiem?

Wychowywałem się na piosenkach SDM, Tosi Krzysztoń, Mirka Czyżykiewicza, Wolnej Grupy Bukowina, tak teraz widzę i się cieszę, że swoją muzyka, interpretacją i utworami, które w całości stworzyłem osobiście – widzę, że dostarczam Wam radości i momentów odreagowania, oderwania od codzienności i pogoni i codziennego wyścigu szczurów. I chciałbym by ten Śpiewnik był uzupełnieniem dla tych, którzy nie mogą mieć mnie tutaj w Bieszczadach, na co dzień.


Zmagasz się z chorobą, ale jesteś pełen wiary…

Zmagam się teraz z chorobą, poważną, śmiertelną, nie wiem ile mi jeszcze czasu pozostało. W każdej chwili mogę odejść. Bardzo się boję, ale w tym moim strachu – Bieszczady i ludzie tutaj, obecność Matki Boskiej Łopieńskiej, całego klimatu i magii, religii – dają mi, w oczekiwaniu na to co ma nadejść, na to nieuchronne, staje się radością, że człowiek umie się odnaleźć, pogodzić i zrozumieć z Panem Bogiem. Ja pójdę, gdy zawezwie czas, ale teraz już jestem bardziej do tego przygotowany, ale walczę i mam nadzieję, że będę jeszcze mógł odśpiewać piosenki z moja córką, które chciałem poświęcić kultowi Maryi. Matce Bożej Pięknej Miłości, która łączy uczucia, wszystkich ludzi. Wszystkich na terenie Podkarpacia od wieków. Jesteśmy dziećmi jednego wielkiego naszego Reżysera, ubranego tylko w inne szaty wiary. I chciałbym na koniec właśnie oddać swe podziękowanie w pieśni, właśnie Matce Boskiej Łopieńskiej i Panu Bogu.

Przemek nie zdążył zaśpiewać z córką Pieśni, do której się z Julią przygotowywał – „Matka Boska Łopieńska” – Mirosława Welza.

Śpiewajmy ją my.

Lidia Tul-Chmielewska

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.