Z lornetką na podpatrywanie bieszczadzkich ptaków zimową porą

Obserwacje ptaków kojarzą się najbardziej z miesiącami wiosennymi: kwiecień, maj, czerwiec. Faktycznie wtedy jest ich w Bieszczadach najwięcej – wracają z zimowisk, przystępują do lęgów oraz intensywnie śpiewają. Jednak bez znajomości ich głosów trudno jest je odróżniać i spokojnie obserwować, ponieważ ukrywają się wśród ulistnionych koron drzew i krzewów. Dlatego osoby zainteresowane nauką rozpoznawania ptaków powinny przystąpić do ich obserwacji właśnie zimą.

Są wtedy mniej płochliwe, często też w wielogatunkowych stadach pojawiają się w sąsiedztwie siedzib ludzkich, w parkach, ogrodach, zadrzewieniach śródpolnych. Bardzo często w porze zimowej aktywne są przez cały dzień – niekoniecznie trzeba wstawać o świcie, aby je obserwować.

Doskonałym miejscem do obserwacji ptaków są też zadrzewienia i zakrzaczenia śródpolne. Rosną w nich różne gatunki krzewów, których owoce nie opadają nawet przez część zimy – jak głogi, jarzębiny, dzikie róże, kaliny. To bardzo ważne miejsce dla ptaków, bowiem latem służy jako miejsce lęgowe, a zimą żerowiskowe.

Tak jak wiosną ptaki zawzięcie bronią swoich terytoriów i walczą o względy partnera, partnerki, tak zimą łączą się w większe, często wielogatunkowe stada. Podczas ostatniej swojej wycieczki obserwowałem takie stadko złożone z kilku gatunków sikor, w tym tej największej i najbardziej znanej, czyli bogatki. Ale były tam także mniejsze i ubarwione bardziej szaro i bliźniaczo podobne do siebie (sikora uboga i sikora czarnogłówka).

Najpewniejszą cechą do ich odróżnienia jest znajomość ich głosów, przy pochmurnej pogodzie i słabej widoczności cechy zewnętrzne (podane w atlasach) mogą być trudne do wypatrzenia. Ale na pewno próba ich odróżnienia zimą, będzie zdecydowanie łatwiejsza niż w środku lata. Do tego kompletu doszła jeszcze sikora sosnówka, która zgodnie z nazwą związana jest z lasami szpilkowymi, w wypadku Bieszczadów są lasy złożone z jodły i świerka. Zresztą w tym środowisku jest najliczniejszym gatunkiem sikory.

Od czasu do czasu pojawiała się także bardzo zwinna sikora modra, której główka jest wyraźnie niebieska. Potrafi wykonywać finezyjne ruchy i nieraz zawisa głową w dół. Jakby tego było mało, dołączyły do tego towarzystwa raniuszki. To takie malutkie kulki z długim ogonem. Mogą być z zupełnie białą główką lub też z czarną brwią. Najchętniej poruszają się, przelatując całą grupką pomiędzy drzewami w szyku liniowym. Do tego wszystkiego po jakimś czasie dołączyło żółtawo ubarwione stadko kilkunastu trznadli, które usiadły w środku kępy krzewów.

Z kolei na dziczejącej łące obok na uschniętych łodygach ostrożni i ostów żerował bardzo barwny karawan dwóch gatunków. Były to szczygły, których głowy są niezwykle barwne, bo czerwono-biało-czarne. Tyle, że prawdziwą wyrazistość ich kolorów widać wiosną, teraz pióra się już wytarły i kolory są bardziej wyblakłe. Do tej palety barw dochodzi żółty i czarny kolor na skrzydłach.

Nieco dalej żerowało stado gili, samce mają podbrzusze intensywnie czerwone, zaś samice bardziej blade. Gile kojarzą się głównie z zimowymi przybyszami z północnej części Europy, jednak gnieżdżą się także w Polsce, w tym także w Bieszczadach. Tyle, że nie są tak liczne i nie pojawiają się w stadach na polach i łąkach, stąd bardzo trudno je wykryć.

Po wejściu do obrzeża lasu liściastego, złożonego z obumierających i zbutwiałych często pni buków, leszczyn i olsz, usłyszałem bardzo donośne i intensywne zawołania kowalika. Trudno ten głos pomylić z innym gatunkiem. To bardzo ciekawy ptak, ponieważ jako jedyny z rodzimych ptaków potrafi chodzić z głową zwróconą w dół. Zaś jego mocne stukanie silnym dziobem w pnie drzew przypomina te, które wydają dzięcioły.

Zresztą na dzięcioły też wkrótce udało mi się natrafić. Najpierw był ten najpospolitszy dzięcioł pstry duży, który przeleciał z niedalekiego zagajnika świerkowego z szyszką w dziobie. Następnie usiadł pionowo na jednym z buków, po czym włożył szyszkę w otwór w zbutwiałym pniu i zaczął intensywnie uderzać w nią dziobem.

Dzięcioły kojarzą się wszystkim z tym, że szukają różnych szkodliwych owadów w pniu drzew, jednak akurat ten gatunek, gdy tylko jest urodzaj na nasiona drzew iglastych, odżywia się nimi. Łatwo odszukać miejsce, gdzie to robi, ponieważ na ziemi, pod pniem drzew znajduje się sporo szyszek z uszkodzonymi łuskami. Takie miejsca nazywają się fachowo „kuźnią”.

Kilkaset metrów dalej napotkałem innego z dzięciołów; jest to bardzo rzadki i wymierający w skali Europy gatunek, który związany jest z lasami liściastymi, bogatymi w obumierające drewno. Był to dzięcioł białogrzbiety, który na szczęście w Bieszczadach gnieździ się jeszcze stosunkowo często. Jest jednak ptakiem dość skrytym i trudno wykrywalnym. Idąc dalej, w mieszanym lesie z udziałem graba, zobaczyłem w koronach drzew żerujące stado stosunkowo dużych ptaków. Były to grubodzioby, które zgodnie z nazwą mają faktycznie masywne i grube dzioby. Latem potrafią nimi rozłamać pestki czereśni, zaś teraz żerowały sobie na nasionach grabów. Także i one gnieżdżą u nas, lecz poza zimą są trudno wykrywalne.

Już na sam koniec mojej zimowej eskapady przechodząc przez rzekę usłyszałem głośny charakterystyczny głos zaniepokojonego strzyżyka, po czym zobaczyłem szarawego niedużego ptaszka, który przelatywał co jakiś czas w gęstej kępie ściętych gałęzi. Nazwa nawiązuje do jego zachowania, ponieważ faktycznie co pewien czas siada i mocno „strzyże” swoim niedużym ogonkiem w obie strony.

Nad głową w koronach olsz porastających brzeg rzeki zobaczyłem jeszcze spore stadko niedużych żółtawych ptaków, które zwinnie z głowami w dół żerowały sobie, wydłubując nasiona z ciemnych „szyszeczek”. Jedynie czym byłem tego dnia zawiedziony, to że nie udało mi się natrafić na częstych skrzydlatych gości z północy Europy, a mianowicie jemiołuszek.

Grzegorz Sitko

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.