Survival po bieszczadzku – wywiad z Urszulą Wałachowską

Urszula Wałchowska jest przewodnikiem beskidzkim, pilotem wycieczek, współorganizatorem imprez turystycznych i właścicielką Szkoły Przetrwania Bukowe Berdo. O tym jak wyglądają jej Bieszczady rozmawia z Grzegorzem Sitko.

 

fot. Urszula Wałachowska

– Jesteś stosunkowo młodą osobą, dlaczego postanowiłaś zostać i pracować w Bieszczadach?

– A gdzie znajdę takie drugie miejsce, nie dość że robię to co lubię, po prostu kocham góry i wędrowanie po nich, to jeszcze mi za to płacą … hahaha.

– Nie myślałaś o wyjeździe z Bieszczadów, tak jak to robi spora część młodych ludzi i znalezieniu łatwiejszej i lepiej płatnej pracy w większym ośrodku miejskim lub zagranicą?

– Nie, nigdy nie miałam takiego zamiaru. Po prostu tutaj się urodziłam i tutaj jest mój dom. Urodziłam się w Sanoku, jednak sporą część dzieciństwa spędziłam w Wetlinie, skąd pochodzi moja rodzina. Chciałam zatem związać swoje życie z tym regionem. Zresztą mój dziadek wraz z Lutkiem Pińczukiem (bieszczadzką legendą) budował dzisiejsze schronisko na Połoninie Wetlińskiej – słynną „Chatkę Puchatka”. Stąd też dorastałam wśród ludzi, którzy swoje życie na zawsze związali z tym pięknym zakątkiem Polski.

– Nie ciągnie Cię do miasta, nie odczuwasz potrzeby korzystania na co dzień z miejskich wygód ?

– Im dziczej tym lepiej – pada odpowiedź i głośny śmiech. Nie lubię plątać się po kilkupoziomowych galeriach i butikach z ciuchami i kosmetykami. Zresztą wszystkie niezbędne do normalnego funkcjonowania zdobycze współczesnej cywilizacji są tutaj na wyciągnięcie ręki – internet, zasięg telefonii komórkowej, telewizja cyfrowa. A jak mam już dosyć patrzenia w ekran laptopa to wystarczy, że założę kurtkę i wyjdę z domu by przejść zaledwie kilkaset metrów i natrafiam na świeże tropy żubrów, wilka, niedźwiedzia, czy nawet rzadkiego żbika! Wszystko to dosłownie za progiem domu!

Bieszczadzka przyroda
Ślady niedźwiedzi

– Wiele osób, które są po raz pierwszy w Bieszczadach zadaje takie pytanie – a co z dostępem do opieki medycznej, jak szybko dojedzie do was karetka w razie wypadku?

– (Głośny śmiech) … karetka dojedzie pewnie szybciej niż w centrum Warszawy, bo nie ma tutaj korków, a rolnicy i górnicy nie urządzają w Bieszczadach blokad dróg. Zresztą – jak by coś złego się wydarzyło – to w domu są dwaj ratownicy GOPR. A dostęp do lekarzy specjalistów? Nie muszę stać w długich kolejkach NFZ-tu – aptekę mam za oknem, to łąki i lasy pełne naturalnych medykamentów, rośnie tu mnóstwo ziół i roślin, które pomogą na rożne ludzkie dolegliwości. Poza tym zajmując się zawodowo przewodnictwem jestem ciągle w ruchu i nawet nie mam czasu na myślenie o potencjalnych chorobach cywilizacyjnych.

– Praca jako przewodnik i osoba prowadząca działalność turystyczną to zamierzony plan?

– Tak, zdecydowanie. Od zawsze chciałam profesjonalnie zajmować się turystyką w Bieszczadach. Zresztą bardzo lubię kontakt z ludźmi, z turystami, co na pewno w tej pracy jest bardzo ważne. Oczywiście bardzo jestem wdzięczna swoim dziadkom i rodzicom, za to że zaszczepili we mnie taką pasję do gór, do Bieszczadów, którą teraz rozwijam już samodzielnie.

– Z tego co wiem, to postanowiłaś nie szukać pracy na tzw. etacie lub też zarejestrować się jako osoba bezrobotna i założyłaś własną działalność gospodarczą.

– Tak, dokładnie – od półtora roku prowadzę własną firmę turystyczną pod nazwą „Bukowe Berdo”. Muszę przyznać, że w rozpoczęciu własnej działalności gospodarczej bardzo pomogła mi dotacja unijna udzielana młodym osobom na otwarcie pierwszej firmy. Dzięki wsparciu finansowemu mogłam zakupić niezbędny sprzęt turystyczny, m.in. liny, akcesoria fotograficzne, śpiwory. Zaś w sezonie turystycznym zatrudniam dodatkowo kilka osób do pomocy przy prowadzeniu zajęć i warsztatów dla turystów.

– Jak wygląda Twoja oferta turystyczna, w czym się specjalizujesz?

– Taki wyróżnik mojej działalności to survival, organizacja różnego typu obozów i szkół przetrwania. Jest to oferta praktycznie dla każdego, organizujemy zarówno zajęcia survivalowe dla osób mających już pewne doświadczenie w tym zakresie, poszukujących tzw. twardej męskiej przygody w bieszczadzkiej dziczy. Mamy w swojej ofercie tygodniowe pobyty w lesie. Ale mogą do nas także trafić osoby, które dopiero zaczynają swoją przygodę z Bieszczadami i chcą się wszystkiego nauczyć od zera. Obecnie pracuję nad zimową ofertą survivalu. Co bardzo ważne, co chcę bardzo mocno podkreślić to elementy edukacji leśnej i przyrodniczej, które są stałym elementem wszystkich oferowanych programów survivalowych. Chcę aby goście nie tylko doznali mocnej dawki wrażeń i adrenaliny, ale też wyjechali od nas z większą wiedzą na temat unikatowych walorów bieszczadzkiej przyrody.

Bieszczadzka przyroda

– Większość osób, które prowadzą biznesy w Bieszczadach narzeka na brak turystów zimą, a jak Ty to oceniasz?

– Faktycznie w okresie zimowym ruch turystyczny w Bieszczadach bardzo wyraźnie spada. Dla mnie to czas, który poświęcam na zaplanowanie nadchodzącego sezonu, w tym przygotowanie nowych programów, zaplanowanie działań promocyjnych i marketingowych.

– Czy wykorzystujesz transgraniczne położenie Bieszczadów i sąsiedztwo Słowacji oraz Ukrainy?

– Tak, we współpracy z biurami podróży proponuję gościom wyjazdy do tych krajów oraz na Węgry. Od lat bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się wyjazdy do Lwowa. Niestety trwający od przeszło roku konflikt zbrojny na Ukrainie odstrasza wiele osób do wyjazdu do tego miejsca, chociaż nikomu z Polaków nic tam nie grozi.

– Czytając informacje na Twojej stronie internetowej zauważyłem, że sporo podróżujesz poza Bieszczadami, a nawet poza granicami Polski.

– Rzeczywiście, od kilku lat staram się odwiedzać i poznawać różne zakątki Europy, Afryki i Azji. Byłam już w Skandynawii, na Bałkanach, w północnej Afryce, Armenii oraz Gruzji. Swoje podróże planuję w „martwym sezonie turystycznym” w Bieszczadach, stąd nie koliduje to z moją główną działalnością. Ale nie zapominam też o naszym kraju i w 2016 roku zamierzam podróżować głównie po Polsce. Natomiast w rok później chciałabym dla odmiany udać się na kontynent afrykański.

fot. Urszula Wałachowska

– Jak długo przebywasz poza domem, w podróży?

– Najczęściej jest to kilka tygodni, ale zdarzyło mi się kiedyś być rekordowo 6 miesięcy non-stop w drodze!

– Jakie miejsca odwiedzasz podczas swoich wyjazdów zagranicznych?

– Przede wszystkim interesują mnie zabytki, w tym te wpisane na światową listę dziedzictwa ludzkości UNESCO oraz oczywiście obszary cenne przyrodniczo, z parkami narodowymi na czele.

– A  w jaki sposób podróżujesz, gdzie nocujesz?

– Jeżdżę korzystając z różnych środków transportu, chociaż ostatnio jest to głównie własny samochód, dzięki temu szybciej i łatwiej mogę dotrzeć do interesujących mnie miejsc, leżących poza tymi najbardziej zatłoczonymi kurortami. A noclegi, na pewno nie są to sieciowe hotele, staram się nocować „ekonomicznie”.  Zdarza się że pod namiotem, bywało że spałam w samochodzie, ale jeżeli jest tylko taka możliwość to w prywatnych domach, u rodzin. Dzięki temu mogę poznać dosłownie od kuchni kulturę, religię i specyfikę odwiedzanych krajów i regionów.

Chatka Puchatka

– Czy miałaś podczas swoich wyjazdów jakieś sytuacje niebezpieczne, przykre zdarzenia?

Nie, odpukać jak do tej pory nie miałam takich zdarzeń. Podczas każdego z wyjazdów staram się gdzie jest to tylko możliwe nawiązać bezpośredni i szczery kontakt z mieszkańcami, dzięki temu na pewno czuję się bezpiecznie i pewnie. Także po powrocie do domu staram się utrzymać kontakt z poznanymi wcześniej osobami, głównie za pośrednictwem internetu.

– Jakie miejsce chciałabyś odwiedzić ponownie?

– Hmm… Lista jest długa, ale na pewno góry Kazbek w Gruzji i Republikę Górnego Karabachu leżącą pomiędzy Armenią i Azerbejdżanem. Z całą pewnością także Bałkany, byłam tam już dwukrotnie i myślę o trzecim wyjeździe do tego regionu. Jednak niezależnie od tego jak fajnie i ciekawie jest w odwiedzanych miejscach to zawsze myślę o tym kiedy znowu wrócę do domu i w swoje ukochane Bieszczady :–)

– No właśnie, a propos Bieszczadów, jak oceniasz perspektywy dla prowadzenia tutaj działalności gospodarczej w branży turystycznej?

– Na pewno nie jest łatwo, ale jestem optymistką i tak też patrzę w przyszłość. Urodziłam się i wychowałam tutaj więc znam dobrze specyfikę tego regionu, jego dobre i złe strony, stąd nie poddaję się łatwo i nie załamuję rąk z byle powodu. Co jeszcze jest bardzo ważne dla mnie, prowadzenie działalności na własny rachunek daje mi duże poczucie wolności i kreatywności, nie muszę pytać szefa o wolne i siedzieć przez 8 godzin przy biurku. Klienci są zadowoleni z moich usług, polecają ja innym znajomym, więc perspektywy dla mojej firmy są dobre. Staram się także nawiązywać bliskie relacje z gośćmi, ktoś kto przyjeżdża w Bieszczady oczekuje tego że nie będzie kimś anonimowym, a usługodawcy będą mieli czas aby z nim porozmawiać i choćby napić się przysłowiowej kawy lub herbaty.

– Czego najbardziej potrzeba Ci do dalszego rozwoju firmy?

– Zdecydowanie sprzętu turystycznego do jeszcze bardziej profesjonalnej obsługi turystów, stąd fajnie gdyby w nadchodzących latach były jakieś możliwości uzyskania grantów i dotacji na ich zakup.

 – Co Twoim zdaniem należy poprawić w Bieszczadach, co stanowi przeszkodę w rozwoju firm turystycznych?

– Zdecydowanie permanentny brak całościowej i zaplanowanej na wiele lat do przodu promocji tego regionu w skali ogólnopolskiej, tak jak to skutecznie czynią w mediach Tatry, czy też Mazury. Pomimo podejmowanych od wielu lat prób nadal brak realnej i stałej współpracy w tym zakresie pomiędzy różnymi instytucjami, samorządami i organizacjami pozarządowymi. Podam taki przykład, od kilku lat jeżdżę na różne krajowe targi turystyczne, w tym też te największe, przed wyjazdem proszę urzędy gmin i centra informacji turystycznej o przekazanie materiałów promocyjnych i najczęściej słyszę odpowiedź: „no niestety, ale nie mamy takiej ilości do bezpłatnego rozdania”. Więc trudno tu mówić o jakiejkolwiek skutecznej promocji skoro nie stać nas nawet na druk broszur i folderów.

– Ten problem dotyczy promocji na zewnątrz, a o co najczęściej pytają turyści którzy już są w Bieszczadach?

– Dużo pytań dotyczy tego co tu można robić, jak spędzić wolny czas, jakie mamy atrakcje godne polecenia. Od części osób słyszę także narzekania na zbyt wygórowane ceny noclegów i gastronomi. Staram się wtedy tłumaczyć, że wynika to ze zbyt krótkiego sezonu turystycznego, gdyż przez kilka miesięcy – a maksymalnie przez pół roku –  przedsiębiorcy muszą zarobić na utrzymanie się w pozostałym okresie. Zaś w okresie od listopada do maja w wielu miejscowościach w ogóle trudno cokolwiek zjeść, wiele innych atrakcji też jest nieczynnych, co także dodatkowo zraża turystów, którzy zdecydowali się odwiedzić ten region Polski. Moim zdaniem Bieszczady także zimą oferują podobne atrakcje jak inne polskie góry, ale nie potrafimy tego odpowiednio wypromować i udostępnić. Brak też jak wcześniej wspomniałam podstawowej informacji, zimą odbywa się u nas bardzo dużo imprez sportowych i kulturowych, ale turyści o nich nie wiedzą, a szkoda.

– Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w prowadzeniu bieszczadzkiego biznesu.

 

Z Urszulą Wałachowską rozmawiał Grzegorz Sitko

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.