Rozsypaniec – Festiwal wcale nie rozsypany

VII Rozsypaniec – czyli Bieszczadzkie spotkanie ze sztuką – jest już historią.

Atmosfera Festiwalu była serdeczna, impreza bardzo dobrze zorganizowana. Zachwycały stoiska z rękodziełem – tym prawdziwym, indywidualnym. Na scenie mieliśmy możliwość zobaczyć m.in. Angelę Gaber + Trio i zespół “U studni”.

Impreza charyzmatyczna, pełna dobrego klimatu. A o samym Rozsypańcu, ciekawa rozmowa z prezesem Stowarzyszenia Miłośników Bieszczad “Moje Bieszczady” – Martą Gryczon.

Opowiedz mi organizacji Festiwalu.

Co roku ustalamy motyw przewodni Festiwalu. W tym roku jest to pokazanie tradycji i kultury Bojków. Stąd też wystawa fotografii i spotkanie z autorem książki „ Świat Bojków” – Andrzejem Karczmarzewskim. Zaprosiliśmy również na scenę artystów mocno związanych z Bieszczadami – m.in. Angela, Żmije.

Dlaczego akurat Bojkowie?

Od dwóch lat idziemy w kierunku „małych lekcji historii”. Ukłon składamy w tym roku historii Bieszczad. Przypominamy to, o czym udaje się ludziom zapomnieć, albo udaje się nie pamiętać. Nie chcemy naruszać prywatności i czasem niewygodnej historii. Chcemy pokazać jednak, że tutaj była ta kultura, były tradycje i ludzie. Zanim powstało to wszystko „nowe”.

Macie piękne stoiska z rękodziełem.

Część wystawców jest u nas, co roku. Są stali, zgłaszają się również nowi. Otwarci jesteśmy dla wszystkich.  Pilnujemy jedynie, by było to faktycznie rękodzieło.

Pozytywy płynące z Rozsypańca?

Największym pozytywem jest publiczność. Wierna i stała plus każda nowa. Wspaniali spontaniczni wolontariusze, zaangażowani do bólu w prace tutaj. Kiermasz, rękodzielnicy, ich empatia, którą czuje się przechodząc obok stoisk. Wspaniała atmosfera.

Co was boli?

Festiwalowe finanse. Festiwal praktycznie finansuje się z własnych oszczędności. Boryka się z problemami finansowymi, ciężko pozyskiwać sponsorów. Od dwóch lat wprowadziłam na plakacie, że dużym i strategicznym sponsorem jest publiczność, bo gdyby nie publiczność, pewnie byłoby jeszcze bardziej ciężko.  Dzięki właśnie publiczności – możemy myśleć o czymś dalej. Są sponsorzy, ale finanse to główny problem, pierwszy próg by przejść i cos dalej robić.

Jak uważasz, czy zbyt wielka ilość festiwali w okolicy nie przeszkadza?

Nie konkurujemy w żaden sposób ze sobą. Każdy festiwal to inna grupa odbiorców, a czasem tych samych odbiorców. Staramy się terminowo nie pokrywać ze sobą, a publiczność ma prawo wyboru. Każdy zaproszony zespół, pokazuje cos innego, nie powiela się. Ponadto ludzie w Bieszczady przyjeżdżają i odjeżdżają, każdy ma możliwość uczestniczenia w innego rodzaju festiwalu. Jest różnorodność.

Plany związane z kolejnym festiwalem?

12-15 sierpnia 2017 – 8 Rozsypaniec. Tutaj ,też w tym miejscu. Staramy się i będziemy się starać, by każdy dzień był wypełniony inną muzyką, różnorodną, by trafiała ona do szerokiego kręgu odbiorców. Nie monotematyczność. Możliwość poznania różnorodności stylu.

Kiedy spotykacie się, jako organizatorzy, by pomyśleć o kolejnej edycji?

Właściwie, kończymy jeden i już myślimy o kolejnym. Praca trwa cały rok, konsultujemy i rozmawiamy właściwie od jednej edycji do drugiej. Praca całoroczna. Układamy w głowie, obserwujemy reakcje publiczności, szukamy nowych rozwiązań.

Co spotkamy na 8 Rozsypańcu?

Będzie na pewno więcej folku. Jest to dobrze odbierana muzyka. Nosimy się z zamiarem pokazania artystów nie tylko z Polski, ale związanych z Bieszczadami.

Ty, jako prezes, skąd czerpiesz pomysły, co cie inspiruje?

My wszyscy tutaj się wzajemnie wspieramy i inspirujemy. Ja osobiście wiele czerpię z muzyki, różnorodnej. Muzyka otwiera mi możliwość obserwacji artystów z czego właśnie oni czerpią inspiracje, jest to niesamowite doznanie i doświadczenie duchowe, które potem udaje mi się przenieść na sprawy organizacyjne.

A dlaczego nazwa Rozsypaniec?

Rozsypaniec to nie tylko nazwa szczytu w Bieszczadach… Bardziej rozsypaniec, jest symboliką naszego stanu poza festiwalem. Jesteśmy wszyscy rozsypani po Polsce, po świecie. My wszyscy – organizatorzy, artyści, publiczność – na ten czas, spotykamy się właśnie tutaj na festiwalu. Zsypujemy się w całość, tworzymy rodzinną atmosferę, czerpiemy siłę i energię, by potem ponownie się rozsypać. Cieszy nas ogromnie, że jest wiele ludzi, którzy na stałe wpisują sobie w kalendarz właśnie nasz festiwal i corocznie z nami są. To dla nas wiele znaczy.

Dziekuję bardzo za rozmowę i do zobaczenia.

Na pewno na 8 edycji, na którą serdecznie zapraszam.

Lidia Tul-Chmielewska

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.