“Bieszczady. Od Komańczy do Wołosatego” Stanisław Kryciński

Chociaż obszar Bieszczadów opisywany w tej książce jest raczej niewielki, to jednak ilość informacji, które autor zdobył na jego temat jest już całkiem spora. Od Komańczy, przez masyw Chryszczatej, Otryt – do Wołosatego. Wędrujemy poprzez lata XIX i XX wieku, poznając wydarzenia i ludzi, dzieje osadnictwa nad Osławą, losy Galicyjskiej Cesarsko-Królewskiej Kolei Żelaznej, którą to podróżował dzielny wojak Szwejk, a także działania wojenne w okolicach Przełęczy Łupkowskiej w 1939 r.

Zaczynamy jednak od legendy o Biesach i Czadach i jej genezy. To ważna kwestia zważając na to, że… niewiele ma wspólnego z legendą. Na szczęście w dalszej części książki skupiamy się już na faktach historycznych, przywracanemu po latach niełaski nazewnictwu i osobach, dzięki którym Bieszczady stały się sławne. A wszystko to okraszone jest ciekawymi fotografiami i mapami.

Autor opisuje części regionu, których nie opisywał wcześniej w książce “Bieszczady. Tam gdzie diabły, hucuły, ukraińce”. Jego wywód o dolinie Osławy, Wołosatym, Lutowiskach czy Otrycie na temat historii, geografii i kultury spodoba się miłośnikom Bieszczadów, choć czasami mogą oni czuć się przytłoczeni ilością faktów. Widać, że autor jest prawdziwym pasjonatem i stara się zawsze w pełni zaspokoić swoją i czytelników ciekawość.

Niestety, książka nie ustrzegła się wad takich jak braki w korekcie czy błędy merytoryczne, jednak te drugie najprawdopodobniej wynikały z przejęzyczenia. Dla niektórych minusem może być również zbyt duża ilość informacji, która osoby mniej zorientowane może męczyć. Na koniec, razić może podejście autora do tematu UPA, drażliwego, wciąż jeszcze świeżego, ponieważ żyją jeszcze osoby pamiętające te wydarzenia.

Zdecydowanie na plus są jednak fotografie i mapy. Rzadziej występujące niż we wcześniej wspomnianej książce ale lepszej jakości. Tak jak i okładka, warta wspomnienia – od razu przyciąga wzrok. W książkach takich jak ta, szata graficzna jest bardzo ważna, szczególnie wtedy, gdy krajobraz tak szybko się zmienia.

Podsumowując, „Od Komańczy do Wołosatego” to interesująca lektura, która niejednego może zaskoczyć. Zdecydowanie warta przeczytania dla osób żywo zainteresowanych Bieszczadami, lub jedynie skrawkiem „rodzinnym”. Przydałoby się jej drugie wydanie, poprawione i poszerzone o kolejne fotografie, ale i bez tego plasuje się wysoko wśród literatury tego regionu.

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.