Bieszczady Odnalezione – wywiad ze Zbigniewem Majem

Zbigniew Maj – redaktor naczelny czasopisma „Bieszczady Odnalezione” członek Stowarzyszenia Rozwoju Wetliny i Okolic, przewodnik.

„Bieszczady Odnalezione” to czasopismo Stowarzyszenia Rozwoju Wetliny i Okolic, utworzone z myślą o popularyzowaniu wiedzy o Bieszczadach, i stanowi pouczającą lekturę dla wszystkich miłośników tych gór.

Stowarzyszenie Rozwoju Wetliny i Okolic jest organizacją powołaną w 2003 r. przez mieszkańców i miłośników Bieszczadów. Głównym celem Stowarzyszenia jest ochrona dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego Bieszczadów, w tym tradycyjnego rzemiosła, tradycji kulinarnych i kultury duchowej.

By ocalić od zapomnienia dzieje byłych mieszkańców Bieszczadów, ich życie, kulturę, tradycje, Stowarzyszenie zrealizowało projekt ścieżki turystycznej „Bieszczady Odnalezione”.

Ścieżka przywraca pamięci świat, którego już nie ma: wsie, które przestały istnieć, domy, z których pozostały tylko piwnice, studnie bez żurawi, ale przede wszystkim ludzi, którzy kiedyś tu żyli i mieszkali. Prowadzi przez nieistniejące już wsie Zawój, Łuh i Jaworzec (okolice Kalnicy). Wzdłuż trasy spacerowej ustawiono tablice informacyjne opisujące wsie, wskazujące miejsca po dawnych cerkwiach i cmentarzach. Na tablicach znajdują się także fragmenty wspomnień osób przymusowo wysiedlonych z tych wsi podczas akcji „Wisła” w 1947 r.

 

Działasz w Stowarzyszeniu Wetliny i Okolic.  Wiemy, jakie są zadania, jakie cele. Ale czy wszyscy są w to tak zaangażowani?

Stopień zaangażowania poszczególnych członków Stowarzyszenia jest zróżnicowany. Zależy on od możliwości poszczególnych osób. Mieszkamy w regionie turystycznym, toteż większość z nas zaangażowana jest w świadczenie usług w tej branży. W sezonie turystycznym możliwości zaangażowania w działalność Stowarzyszenia u wielu z nas są mocno ograniczone. Oczywiście jest grono osób szczególnie zaangażowanych, niemniej pozostali udzielają nam wsparcia w różnej postaci. Z pewnością życzylibyśmy sobie większego zaangażowania członków Stowarzyszenia np. w promocję naszego czasopisma, uświadomienia sobie, że jest to zarazem promocja regionu.  To leży w naszym interesie, te spotkania mają na celu promocję naszego regionu. Wszystkie osoby zaangażowane w tworzenie czasopisma działają całkowicie społecznie, cały zysk ze sprzedaży czasopisma przeznaczony jest na cele statutowe SRWiO.  Uważam, że tym, którzy zechcą wesprzeć nasze działania, lepiej zaoferować wartościowe czasopismo, niż zbierać datki do puszek. Istotne jest by dotarło do świadomości społeczności lokalnej, że naprawdę jest to korzystne dla regionu.

Czy to znaczy, że z wiedzą historyczną i zainteresowaniem tego typu publikacjami w społeczności lokalnej nie jest najlepiej?

Nie jest bardzo źle, ale mogłoby być lepiej. Różne publikacje czy Internet dają ogólną wiedzę o regionie. Zainteresowanie organizowanymi przez SRWiO spotkaniami promocyjnymi czasopisma i prelekcjami historycznymi jest o wiele większe wśród turystów, niż ludności miejscowej. Natomiast duże zainteresowanie wzbudzają one w Przemyślu i Sanoku, gdzie też organizujemy takie spotkania. Jest to o tyle dziwne, że publikowane przez nas materiały historyczne dotyczą miejsca, gdzie mieszkamy i wzbudzają zaciekawienie przebywających tutaj turystów. Niektórzy z wyrazem współczucia spoglądają na mnie, gdy widzą mnie podążającego w góry, po raz kolejny danego tygodnia. Niektórzy dyskretnie pukają się w czoło.

No, ale wielu młodych, z lat studenckich zakochanych w Bieszczadach zostało w nich jednak. Jak to jest?

Tak, wielu z tych, którzy jeszcze w latach studenckich wędrowali przez Bieszczady z plecakami, zdecydowało się zostać tutaj.  Niemniej potem wtopili się w miejscową społeczność, uwikłali w życiowe codzienności, stracili tą wielką miłość do gór, zapomnieli, dlaczego tutaj przyjechali. Tak się stało w wielu przypadkach. Stracili zapał, stracili dawne zauroczenie. Codzienne życie w Bieszczadach do lekkich nie należy. Zwłaszcza dla tych, którzy wcześniej przez kilkadziesiąt lat mieszkali w mieście. Można śmiało powiedzieć, że dzisiaj mieszka tu zaledwie garstka prawdziwych pasjonatów.  Niektórzy wychodzi nawet z założenia, że Bieszczady widziały niejedno, toteż nie są wrażliwi na pewne działania, niekorzystne dla przyrody i urody tych gór.

Rozumiem, że nie wszedłeś w tę rutynę bieszczadzką? Nie zobojętniałeś na piękno i historię tego miejsca?

Oczywiście, że nie. Staram się ciągle pogłębiać swą wiedzę i dzielić się nią. Razem z grupą podobnych mi pasjonatów, staramy się docierać do wszelkich dostępnych nam materiałów źródłowych, związanych z przeszłością tych ziem. Moje zainteresowania historią regionu wywodzą się jeszcze z dzieciństwa. Później zainteresowania te rozszerzyłem także o prehistorię. Obecnie zaangażowany jestem w badanie pradziejów tych okolic.

Skąd czerpiesz swoje źródłowe informacje?

Materiały pozyskujemy przeprowadzając kwerendy w archiwach państwowych: polskich, ukraińskich, austryjackich. Korzystamy również z opracowań uznanych historyków. Wykorzystujemy też materiały, będące efektem najnowszych badań archeologicznych. Jeśli chodzi natomiast o historię najnowszą, opracowujemy i zamieszczamy w naszym czasopiśmie wspomnienia mieszkańców przedwojennych Bieszczadów oraz pierwszych osadników z lat 50, 60 i 70. XX w.

Jaki masz cel, żeby aż tak daleko i głęboko sięgać w historię tego miejsca, skoro wielu jest obojętnych nawet na tę najbliższą?

Muszę sprawiedliwie przyznać, że zainteresowanie prawdziwą historią tych gór wzrasta. Dotyczy to także ludzi tu mieszkających. Natomiast nie chciałbym, aby turyści kojarzyli Bieszczady wyłącznie ze spopularyzowanymi ostatnio przez niektórych publicystów tzw. zakapiorami. Pojawili się tutaj także ludzie udający północnoamerykańskich traperów, a nawet Indian. Często można tutaj ujrzeć ludzi poprzebieranych jak na balu maskowym. Moim pragnieniem jest, aby jak najwięcej ludzi poznało pasjonującą historię tych gór, a nawet prahistorię. Dzięki temu będą mogli zrozumieć, dlaczego Bieszczady wyglądają tak, jak je dzisiaj możemy oglądać. Zrozumieją także m.in., skąd wzięły się te piękne trawiaste połoniny.

Czy planujecie iść jeszcze dalej ze ścieżkami historycznymi, takimi jak „Bieszczady Odnalezione”?

Tak, naszym planem, oprócz działań na już istniejącym odcinku tej ścieżki, jest przedłużenie jej z Jaworca, przez dawny jego przysiółek Bełej, do Zawoja. Ostatnio podjęliśmy też starania o utworzenie nowej ścieżki spacerowej, przyrodniczo-archeologicznej w Wetlinie. W tej kwestii bardzo liczymy na współdziałanie z Nadleśnictwem Cisna, czyli gospodarzem terenu, na którym planujemy jej utworzenie.

Czy macie, jako Stowarzyszenie, pomysł, jak dotrzeć do szerszego kręgu odbiorców?

Organizujemy spotkania promocyjne w wielu instytucjach, np. bibliotekach miejskich i uniwersyteckich, muzeach, oddziałach PTTK itp. Bierzemy udział w panelach historycznych oraz imprezach kulturalnych, na których prezentujemy swoje czasopismo. Można je kupić w księgarniach regionalnych w Lesku i Ustrzykach Dolnych, a także oddziałach PTTK w Rzeszowie i Sanoku. Na co dzień są do nabycia w wielu punktach handlowych na terenie Gminy Cisna.

Dlaczego, twoim zdaniem, nie dociera się tutaj do takich ludzi, jak Ci co faktycznie stworzyli np. Biesy i Czady, np. jak Marian Hess ?

To prawda, że wiele osób, które zaangażowane były w tworzenie współczesnego wizerunku Bieszczadów, pozostaje dzisiaj w cieniu. O wielu już się nie pamięta. Ich miejsce zajęli dziwacznie, jak na te strony, ubrani ludzie, którzy w młodości zapewne naoglądali się filmów o Dzikim Zachodzie. Coraz mniej osób wie, kim był wspomniany przez Ciebie Marian Hess, czy Zofia Roś, zwana „Babcią Rosiową”. Nie pamięta się też o ludziach, którzy przybyli tutaj w latach 50-60. XX w. To dzięki nim te góry stały się dostępne dla szerokich rzesz turystów, również zmotoryzowanych. Niektórzy z nich zostali i mieszkają tutaj od kilkudziesięciu lat. Są skarbnicą wiedzy o Bieszczadach, zarówno o przyrodzie, jak i ich najnowszej historii. Ich miejsce zajęli tzw. zakapiorzy, ludzie, spośród których większość nie ma nawet cząstki tej wiedzy i doświadczenia. Przyczyniły się do tego publikacje pojawiające się od ponad dwudziestu lat, promujące Bieszczady w stylu zakapiorskim.

Czy jest szansa, że dzięki waszej działalności, waszym publikacjom ludzie dowiedzą się więcej o historii, że zmieni się nastawienie wielu „nieprzychylnych”?

Taki cel przyświecał nam, gdy tworzyliśmy czasopismo „Bieszczady Odnalezione” Zainteresowanie czasopismem jest nadspodziewanie duże. Mamy stałych czytelników, a sprzedaż jest na poziomie zadowalającym. Zaistniała potrzeba dodrukowania numeru pierwszego, a zapasy drugiego też są już na wyczerpaniu. To dowodzi, że grono miłośników prawdziwej historii Bieszczadów, a także ich prahistorii, jest coraz większe. Staramy się, aby tematyka naszego czasopisma była zróżnicowana, aby każdy miłośnik historii tego pięknego zakątka naszego kraju znalazł w nim to, co go naprawdę interesuje. Zauważyliśmy, że nawet ci, którzy na początku podchodzili do niego ze sporą rezerwą, obecnie chętnie po nie sięgają.

Życzę powodzenia i sukcesu dla Stowarzyszenia.

Rozmawiała : Lidia Tul-Chmielewska

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.