Bieszczady są moim radosnym domem – Barbara Geraut

Na końcu bieszczadzkiego świata, czyli w Zatwarnicy w Kinie Końkret spotkali się ludzie, by w ciepłej i serdecznej atmosferze, klimacie, jakiego nie poczujecie w żadnej wielkomiejskiej galerii uczestniczyć wspólnie w wernisażu galerii Barbary Geraut- Trzaska.

Basię w Bieszczadach znamy, jako bardzo ciepłą i serdeczna osobę. Jest pełna wewnętrznego ciepła i emanuje spokojem. Widać to w jej obrazach, które przepełnione są ciepłą tonacją barw i harmonią. Przeważają kwiaty. Różne. Od stokrotek, poprzez maki i róże. Ale mamy też portrety.

Nasza Basia maluje od 2000 roku, urodziła się i wychowała do 19 roku życia w Tarnowie. Tu przez 7 lat uczestniczyła w zajęciach kółka plastycznego w Młodzieżowym Domu Kultury. Jednak na nic zdały się marzenia o plastyce i malarstwie. Pokierowana przez rodziców skończyła we Wrocławiu WSE, otrzymując tytuł magistra ekonomii. Było to dla niej jedno wielkie życiowe nieporozumienie. Cały czas w głowie kiełkowała jej myśl, że jednak może kiedyś ……

I tak się stało. Pierwsze sięgnęła po farby olejne 16 lat temu. W 2003 roku miała pierwszą wystawę malarską. Po 13 latach – obecnie- to druga jej wystawa.

A malarstwo to nie wszystko. Od 5 lat „nasza Basia” pisze również wiersze. W ubiegłym roku otrzymała nagrodę w „Konkursie Jednego Wiersza”. Ma na koncie również kilka wyróżnień i haseł promujących Bieszczady.

Nie jest jej trudno malować Bieszczady, Połoniny, pisać o ich pięknie. Jak mówi o sobie; „najpierw trzeba się wewnętrznie poukładać, a potem to już być szczęśliwą”.  Gdy zapytano czy jest szczęśliwa – odpowiedziała: „ Tak jestem szczęśliwa, bo Bieszczady są moim radosnym domem”.

Obecnie mieszka w Lutowiskach w prowadzonym od 11 lat „Łemkowie”. Zapytana, co woli bardziej, malarstwo czy poezję Basia opowiada: Poezja jest tym, co w mojej duszy gra. Gdy mam poukładane uczucia i myśli chcę to wyrazić w wierszach. Czasami chcę zaprotestować, wyrazić zachwyt albo ból. To przestrzeń nieograniczona, nieodkryta. Zaglądnięcie w głąb siebie. Poezja jest jak muzyka. Natomiast malarstwo to potrzeba utrwalenia własnego spojrzenia na otaczający świat. Widać idą te dwie sztuki w parze! – śmieje się artystka, – ale ja mam jeszcze jedną sztukę, ku której coraz bardziej się przychylam – to proza. Jestem właśnie w trakcie pisania.

Ciepłą atmosferę wzbogacił muzycznie nasz bieszczadzki artysta o niespotykanej wręcz skali głosu – Michał Wójciak. Za oknem deszcz, jesienna słota, a w tym zakątku na końcu świata – ogień w kominku i słuchanie poezji, muzyki, rozmowy przy aromatycznej herbacie – każdy chciał zatrzymać ten czas jak najdłużej – chwilo trwaj – zdałoby się powiedzieć.

Takie są te Bieszczady, tacy ludzie tutaj tworzą atmosferę, tworzą sztukę, a Barbara jest żywym dowodem na to, że nawet po ścisłym kierunku, jakim jest ekonomia, można znaleźć siebie od nowa. Tutaj w tej magicznej krainie.

Lidia Tul-Chmielewska

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.