“Bieszczady w PRL-u” Krzysztof Potaczała

Zbiór reportaży o Bieszczadach w czasach PRL-u. Prawdziwe, w większości mało znane historie i anegdoty oparte na dokumentach i wywiadach ze świadkami tamtych czasów. Dygnitarze partyjni i łowcy węży, zmiany nazw wsi i zima stulecia, wiece przyjaźni i strajki, tajemnicze mogiły i ośrodki rządowe, pomnik Stalina w Ustrzykach i wysiedlenia mieszkańców Soliny. Polowania, górale i bieszczadzki „pan na włościach” w randze pułkownika. 21 barwnych opowieści splecionych losami nietuzinkowych postaci.

Tak brzmi opis na stronie wydawcy i wyjątkowo, jest jak najbardziej trafny. „Bieszczady w PRL-u” to kolejna książka podejmująca temat bieszczadzkich pionierów, którzy z ruiny stworzyli miejsce, w którym naprawdę da się mieszkać. I jak Kazimierz Wielki, zastali Bieszczady drewniane i zostawili murowane. Mniej więcej.

Narratorami opowieści są jej bohaterowie. Mieszkający, pracujący, polujący czy odpoczywający w Bieszczadach. Ludzie stąd i przyjezdni. Autor starał się zachować ich sposób mówienia, jednak na potrzeby książki nie są to typowe dialogi a monologi, bardzo wprawnie napisane przez autora. Dlatego „Bieszczady” oprócz tego, że zachowują od zapomnienia wiele wydarzeń, są też świetnie napisanym zbiorem reportaży.

Tematy są różne, ważne mniej lub bardziej, ale każdy na swój sposób ciekawy. O niektórych wydarzeniach wiedziałam wiele, jak choćby o budowie zapory solińskiej i związanymi z nią przesiedleniami, jednak o strajku rolników wcale. Dzięki tej książce miałam okazję solidnie się dokształcić. Zdecydowanie na plus oceniam też relacje bezpośrednich świadków. Autor dotarł do sedna sprawy i wyciągnął od rozmówców wszystkie informacje, dzięki czemu otrzymujemy bogatą w fakty i świetnie napisaną książkę, którą czyta się z przyjemnością.

Bywało poważnie – szczególnie w kontekście konfliktu polsko-ukraińskiego – ale czasem też zabawnie – wszak czasy PRL-u obfitowały w absurdalne wręcz sytuacje. Jak w życiu, ścierają się ze sobą różne charaktery, w Bieszczady zjeżdżają ludzie z całej Polski; władza dostarcza utrapień i rozrywki jednocześnie, gospodarka raczkuje po wojnie. Wszystkiego brakuje i trzeba tworzyć cuda z niczego.

Ale dla mnie cud to zebranie opowieści tych wszystkich ludzi i napisanie na ich podstawie bardzo dobrego a jednocześnie przystępnego zbioru reportaży, okraszonego wieloma archiwalnymi fotografiami. Dla wielu „Bieszczady w PRL-u” będą świetną pamiątką, dla innych przestrogą jak nie robić niektórych rzeczy a dla jeszcze innych kompendium wiedzy o ludziach stąd. Dla mnie to jedna z lepszych książek o Bieszczadach, której zakupu na pewno nie żałuję i bez wyrzutów sumienia mogę polecić ją innym.

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.