Bieszczadzkie Drezyny Rowerowe – wywiad z inicjatorem pomysłu

Po wywiadzie z twórcami Bieszczadzkiej Wytwórni Piwa Ursa Maior – jednego z ciekawszych pomysłów na Bieszczady na przestrzeni ostatnich lat, mamy dla Was materiał jeszcze bardziej interesujący. Naszym rozmówcą jest bowiem Janusz Demkowicz, gospodarz w Zagrodzie Magija, muzyk zespołu Tołhaje i inicjator pomysłu na Bieszczadzkie Drezyny Rowerowe.

Rozmawia Grzegorz Kubal.

MojeBieszczady: Pierwsze pytanie jest oczywiste – skąd przyszedł Ci do głowy ten wspaniały pomysł?

Janusz Demkowicz: Jak doskonale wiesz, od ponad 10 lat prowadzę zagrodę z przenoszonych chałup, zwaną Zagrodą Magija. Pomysł na nią to oferowanie gościom ciekawego spędzenia wolnego czasu poprzez aktywność twórczą (np. warsztaty) czy ekoturystykę (np. obserwacje ptaków). Nasi klienci to osoby zainteresowane czymś więcej, niż samym pobytem, otwarci na bieszczadzkie propozycje artystyczne czy na atrakcje z zakresu turystyki aktywnej.

W Zagrodzie znajdą  wiele różnych atrakcji ale nigdzie nie ma telewizora…

Dokładnie. Stale szukam nowych pomysłów, nieustannie śledzę tendencje w branży, przeglądam m.in. to, co dzieje się na Zachodzie, zwłaszcza w obszarze turystyki rowerowej, która cieszy się u nas dużą popularnością. Tymczasem w naszych warunkach jazda rowerem nie jest do końca bezpieczna, przynajmniej jazda wytyczonymi trasami rowerowymi, bowiem poprowadzono je przede wszystkim drogami głównymi, gdzie jest duży ruch samochodowy.

Dlatego bardzo inspirujące było dla mnie znalezienie informacji o przystawkach do rowerów umożliwiających poruszanie się torami kolejowymi, a następnie – po pogłębieniu tematu – odkrycie, że w Europie Zachodniej z ogromnym powodzeniem funkcjonują różnego rodzaju urządzenia, które można nazwać drezynami rowerowymi. W samej Francji jeżdżą one po torach o długości ponad 1000 km!

Drezyny rowerowe są zatem fenomenalnym sposobem na spędzenie czasu, aktywne a zarazem rodzinne, co dzisiaj jest bardzo cenne.

Czyli mamy przed sobą zadanie zaadaptowania tej idei w warunkach bieszczadzkich? Czy szerzej – polskich, bowiem drezyny rowerowe w Polsce to pomysł wciąż pionierski, zwłaszcza pod względem formalno-prawnym…

Nie powiem, że przystępujemy bez zwłoki do realizacji pomysłu, bowiem wpuszczenie drezyn rowerowych na tory wymaga określonych procedur formalno-prawnych, które właśnie przechodzimy czy też do których się przygotowujemy. Muszę tu jednak powiedzieć, że wbrew obawom wielu środowisk zajmujących się …nazwijmy to alternatywnym podróżowaniem po torach – spotykamy się z ogromną przychylnością zarówno Polskich Linii Kolejowych jak i Urzędu Transportu Kolejowego. Szczególnym optymizmem napawa także wsparcie pomysłu przez władze samorządowe oraz przedstawicieli regionu w Sejmie a nawet Parlamencie Europejskim. Jest jeszcze za wcześnie, aby dziękować konkretnym osobom, ale jak wspomniałem, jest to bardzo budujące. Tym bardziej, że dzieje się tak niezależnie od przynależności politycznej. Idea ponad podziałami – nie w teorii ale w praktyce.

W sumie trudno się dziwić, bowiem realizacja tej idei będzie mieć ogromne znaczenie dla rozwoju całego regionu…

Oczywiście. Dlatego temat jest rozwijany nie tylko przeze mnie, ale i grupę znajomych, związanych z regionem, którym pomysł się spodobał i dostrzegają jego potencjał. Są świadomi tego, że idea ma ogromny potencjał. Mamy szereg przykładów miejscowości we Francji czy Niemczech, które były niedawno pięknie położonymi, ale zapomnianymi przez Boga i ludzi osadami wiejskimi, cechującymi się tylko jedną dynamiką – emigracji. Po uruchomieniu ruchu drezyn rowerowych zyskały zupełnie nowy charakter. W sezonie przybywa do nich po 1000 czy nawet 1500 osób dziennie, tylko po to, aby się przejechać taką drezyną rowerową. Mieszkańcy nie tylko przestali wyjeżdżać, ale pojawili się nowi.

Dlatego jestem głęboko przekonany, że realizacja pomysłu przyczyni się mocno do rozwoju miejscowości, które leżą wzdłuż linii kolejowej Zagórz – Krościenko. Tym bardziej, że nie znajdują się one przecież w ścisłej czołówce najczęściej odwiedzanych bieszczadzkich atrakcji.

Zarazem Bieszczady zyskają kolejny pomysł na czas wolny, doskonałą propozycję dla tych, którym nocleg i wyżywienie nie wystarczą…

Dokładnie. Ludzie jadą w dany teren po to, żeby go zasmakować. Nazywam to turystyką doznaniową. Trzeba dbać o to, aby turyści nie napotykali ofert, które tak naprawdę znajdą w wielu innych miejscach. Czym bowiem różni się stragan w Zakopanem czy Sudetach od straganu nad Soliną?

Chodzi właśnie przeżycie, doznanie czegoś ciekawego, unikatowego – a właśnie to możemy zapewnić, zapoznając z miejscową kuchnią czy wsadzając gościa do drezyny rowerowej i pokazując region z perspektywy torów kolejowych. Gwarantuję wszystkim, że Bieszczady, miejscowości i krajobrazy położone wzdłuż wzdłuż linii 108 kompletnie inaczej wyglądają z poziomu torów. I to jest właśnie bardzo piękne i unikatowe.

A jakie drezyny są planowane do zastosowania w Bieszczadach?

Po analizie rynku stwierdziliśmy, że najlepszą opcją jest wybór drezyn typu ryksza, z typowym napędem rowerowym, a konkretnie dwoma miejscami napędowymi (jak w zwykłym rowerze) oraz dwoma miejscami na ławce pasażerskiej. Ponadto drezyna będzie wyposażona w kosze bagażowe i miejsca na bidony z napojami. Drezyny będzie można spinać z każdej strony, konfigurując je w „pociąg”.

Jak to będzie wyglądało w praktyce? Wycieczki będą organizowane z bazy w Uhercach Mineralnych w obie strony?

Tak, będą to właśnie wycieczki, skonfigurowane we wspomniany „pociąg” Nie przewidujemy – przynajmniej na początkowym etapie pomysłu – samodzielnego podróżowania turystów na obu trasach, ale zorganizowanie tego ruchu w formie grup prowadzonych przez przewodnika. Dzięki temu możliwa będzie pełna korelacja z potencjalnymi potrzebami kolei (np. incydentalny transport cargo), najwyższy poziom bezpieczeństwa oraz osiągnięcie bardziej wymiernych ekonomicznie efektów dla całego regionu. Planujemy np. na trasie w kierunku Zagórza włączenie w program wycieczki zwiedzania zamku Sobień, można także włączyć w program obiad w Zagórzu czy dodawać różne atrakcje o różnych porach.

Ruiny zamku Sobień

A czy jest to w pełni bezpieczna forma turystyki? Mamy np. przejazdy drogowe…

Zdecydowanie jest to jedna z najbardziej bezpiecznych form spędzania czasu. Jak wspomniałem, podróż po regionie tego typu pojazdem jest bezpieczniejsza niż podróż tradycyjnym rowerem. Nie ma praktycznie ryzyka upadku jeśli ruch odbywa się po oczyszczonym i odpowiednio przygotowanym torowisku.

Jeśli chodzi o przejazdy drogowe (kolejowe dla dróg) to oczywiście jesteśmy na to przygotowani, w całej Europie są stosowane rozwiązania zapewniające pełne bezpieczeństwo i na pewno nie będziemy wyważać otwartych drzwi. Stąd właśnie koncepcja tworzenia grup zorganizowanych.

Dlatego podkreślam, że jednym z głównych założeń koncepcji jest to, że korzystanie z Bieszczadzkich Drezyn Rowerowych będzie wzorcowo bezpieczne.

Tak na marginesie myślę, że dodatkowy atut pomysłu związany jest z tym, że wiele osób zainteresuje się drezynami rowerowymi przez stary sentyment do kolei. Ludzie lubią jeździć koleją a w naszym regionie mają coraz rzadziej na to szansę. Mam nadzieję, ze to się zmieni nie tylko dzięki drezynom.

No w tym miejscu warto zauważyć, że procedury, które trzeba spełnić, aby pomysł doczekał się realizacji, niejako wymuszą nowe miejsca pracy dla wykwalifikowanych kolejarzy, dla których tej pracy brakuje…

Oczywiście, że tak. Przy okazji realizacji tej idei ludzie, którzy są związani z koleją, którzy pracowali na kolei, którzy wręcz kolej kochają, będą mogli znaleźć pracę. Będziemy potrzebowali osób z odpowiednimi uprawnieniami. Nie można zapominać, że podmiot, który będzie organizował ruch drezyn rowerowych, musi posiadać licencję przewoźnika kolejowego, a ta wiąże się z określonymi wymogami kadrowymi.

Część osób pracujących przy projekcie musi mieć odpowiednie uprawnieni zawodowe, typowe dla kolei, pomimo, iż są to drezyny rowerowe?

No tak. Ale drezyny rowerowe będą jeździć po torach kolejowych.

Zdecydowanie warto – jeśli już o tym mówimy – mocno podkreślić, że wykorzystanie tej linii, która nie działa praktycznie od kilku lat, będzie zarazem doskonałym sposobem na jej zachowanie. Zwróćmy koniecznie uwagę, na fakt, że pozostawienie jej samej sobie, zwłaszcza w sytuacji, kiedy jesteśmy niemal pewni, że pociągi nie będą już tędy jeździć, sprawi, że ona zwyczajnie będzie powoli …znikać. Czy mówiąc wprost – będzie rozkradana. Przykłady z innych regionów a nawet państw wskazują, że jeśli linia jest w jakikolwiek sposób wykorzystywana, używana, jeśli żyje, to jest znacznie mniejsze prawdopodobieństwo, że do tego dojdzie.

Kolejarze zwracają uwagę na fakt, że nawet twardzi „szabrownicy” wzdrygną się przed rozkręceniem torów i „sprywatyzowaniem” odcinka linii, jeśli ma to godzić w bezpieczeństwo ruchu na torach. Co innego, jeśli linia stoi pusta, a złom się marnuje…

Nie przeraża Cię perspektywa spełnienia licznych wymogów w branży, w której dotąd nie byłeś aktywny?

Przyznaję, że procedury kolejowe są dość skomplikowane, i teraz je rozgryzamy. Nie zamierzamy iść na skróty i chcemy spełnić wszystkie wymogi formalno-prawne, mimo, że nie jest to proste. Ale jak wspomniałem, z pomocą przychylnych nam ludzi uda nam się to wszystko dopiąć. Głęboko w to wierzę…

Podsumowując – tory będą nowym instrumentem znanego bieszczadzkiego muzyka?

Jeśli się uda, to będzie to coś szczególnego, wyjątkowego, na co Bieszczady czekały od wielu lat.

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.