Derkacz – mieszkaniec bieszczadzkich łąk

Z bohaterem naszego artykułu miał kontakt na pewno każdy mieszkaniec Bieszczadów, a także wielu turystów. W zdecydowanej większości był to kontakt jedynie słuchowy, ponieważ zobaczyć tego ptaka jest niezmiernie trudno. Mowa o derkaczu, średniej wielkości ptaku należącym do rodziny chruścieli, której to przedstawiciele związani są ze środowiskiem wodnym. Jednak derkacz jest tu wyjątkiem, gdyż miejsca jego występowania to pola i łąki, tyle, że wybiera tereny bardziej wilgotne niż suche i nasłonecznione.

Nazwa „derkacz” nawiązuje do charakterystycznego głosu wydawanego przez samce tego gatunku, który to przypomina skrzeczące i monotonne „der der der der”.  Zresztą znajomość głosu jest kluczowa dla wykrycia tego gatunku, gdyż nawet wprawni ornitolodzy nie są w stanie go wypatrzeć przez lornetkę.

O derkaczu jeszcze dziesięć lat temu mało kto słyszał, jednak ptak ten stał się w ostatnim czasie sławny – przynajmniej na terenach wiejskich i rolniczych – a to za sprawą unijnych dopłat dla rolników w ramach programów rolno-środowiskowych. Stwierdzenie obecności derkaczy na użytkowanym obszarze nieleśnym może przyczynić się do otrzymania dotacji unijnej do każdego hektara powierzchni gruntu, na którym występuje ten ptak.

Obecność tego gatunku jest jednym z dowodów na dobrze zachowane i różnorodne przyrodniczo środowisko łąkowe. Jest jednak jeden szkopuł, otóż derkacze zakładają swoje gniazda wprost na ziemi i wykoszenie łąki w okresie od końca maja do połowy lipca spowodowałoby nieodwracalne zniszczenie jego lęgu. Aby chronić stanowiska tych ptaków rolnicy otrzymują rekompensaty finansowe w zamian za zaniechanie koszenia w najlepszym z punktu widzenia pozyskania dobrego i wartościowego siana okresie.


Przeszło dziesięć lat temu w dolinie Górnego Sanu w tzw. worku bieszczadzkim organizowałem przez parę sezonów z rzędu akcje liczeń derkaczy z udziałem wolontariuszy z różnych krajów Europy Zachodniej, ale głównie byli to mieszkańcy Beneluksu i Wielkiej Brytanii. Do dziś pamiętam niewyobrażalny zachwyt, wręcz szok, jakiego doznała trójka Belgów. Gdy nocą przemierzaliśmy dolinę zewsząd rozlegały się głosy derkaczy, stojąc czasem w jednym miejscu słyszało się niemal quadrofoniczny koncert samców tego gatunku. Dla mnie było to coś oczywistego, od dawna przywykłem do tak dużej liczby derkaczy na naszych łąkach, lecz dla  moich gości było to niesamowite, ponieważ w tej jednej bieszczadzkiej dolinie naliczyliśmy więcej samców derkaczy niż w tym czasie występowało w całej Belgii!

Derkacze przylatują do nas najczęściej w drugiej połowie maja i po odbyciu dwóch lęgów – pierwszy na przełomie maja i czerwca oraz drugi na przełomie czerwca i lipca odlatują na zimowiska do Afryki południowej.

Grzegorz Sitko

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.