Determinacji nam nie brakuje! – wywiad z Jackiem Łeszegą

Wywiad z Panem Jackiem Łeszegą, Dyrektorem Bieszczadzkiego Centrum Turystyki i Promocji a zarazem znanym i cenionym przewodnikiem i znawcą regionu. 


Spotykamy się, aby porozmawiać o powstaniu w Ustrzykach Dolnych Izby Regionalnej, której otwarcie planowane jest w lipcu tego roku. Sądziliśmy, że jest to jedna z inicjatyw podjętych po powstaniu Bieszczadzkiego Centrum Turystyki i Promocji, tymczasem po przejrzeniu Waszego statutu widać, że ta inicjatywa jest niejako wpisana w funkcjonowanie Centrum?

Trochę tak trochę nie…

Najłatwiej będzie mi to wyjaśnić, jeśli w dwóch zdaniach odwołamy się do historii „starego“ Centrum. Jego początki sięgają jeszcze 1999 r., w którym, uchwałą rady Miejskiej z 8 lipca zostało powołane Bieszczadzkie Centrum Informacji i Promocji. 20 września rozpoczęło ono pod moim kierownictwem swoją działalność. Lata aktywności w ramach tej jednostki doprowadziły do tego, że pojawiały się ciągle nowe pomysły i jakaś ich część była wdrażana, część z kolei czekała na lepsze czasy. Niektóre zresztą nie przystają do czasów dzisiejszych… Przecież tu działało nawet – wyobraźcie sobie – biuro paszportowe!


Tak, były to zupełnie inne czasy…

Dokładnie. Ale ja mogę je przywoływać posiadając materiały, bowiem – przyznam się tu – mam trochę manię dokumentowania przeszłości, tendencję do kronikarstwa. Zbieram stare kroniki obejmujące okres do roku 2007. Prowadzę też swoją stronę, która jest bardzo kronikarska. I wśród różnych materiałów mam też spisane swoje pomysły z różnych okresów…

Czyli Izba Regionalna jest realizacją inicjatywy z tego wcześniejszego okresu?

W sumie tak. Przyznaję, że odchodząc w 2007 r. zablokowałem wiele swoich autorskich pomysłów, wśród nich był i ten. Zablokowałem w tym sensie, że nikomu nie przekazywałem wiedzy i szczegółów tych inicjatyw. Były one już bowiem w części opracowane i rozpisane, teraz zatem pozostało wrócić do zapisków, zgromadzonych – jak wspomniałem – z kronikarską precyzją.

Wśród wielu koncepcji znajdowała się także myśl o muzeum, która chodziła mi po głowie od dawna. To nie jest nowy pomysł, który nagle przyszedł mi do głowy. I jakkolwiek różne pomysły szybko potrafią przychodzić mi do głowy – akurat ta idea ma swoją historię i jest raczej dojrzała.

U jej genezy legła wiedza o tym, że mieszkańcy regionu posiadają różne ciekawe kolekcje, zbiory, eksponaty, pamiątki. I mają ochotę, żeby te swoje skarby pokazać innym ludziom.

Niestety, jakoś dotąd nie było albo czasu albo możliwości, aby ten pomysł wdrażać.

I prawdę mówiąc, kiedy powstawało Bieszczadzkie Centrum Turystyki i Promocji, także wydawało mi się, że są inne, pilniejsze kwestie. Cała masa palących zadań, wobec których stworzenie placówki tego rodzaju może poczekać. Dlatego izby regionalnej nie było w owym pierwotnym statucie, choć chodziło mi po głowie, żeby od razu zacząć odpowiednie działania. Uznałem jednak, że tworzenie muzeum regionalnego nie jest jeszcze możliwe.

A jednak stało się inaczej…

Tak… I przyznam, że w szczególnych okolicznościach.

19 stycznia 2016 r. uczestniczyłem w konferencji w Zagórzu, w czasie której przemawiał Burmistrz Miasta i Gminy Zagórz, Pan Ernest Nowak. Wspomniał o tym, że w Zagórzu powstanie muzeum regionalne, bieszczadzkie, a mnie zaświeciła się w głowie lampka. Zdecydowanie nadszedł czas, aby temat ustrzyckiego muzeum ruszyć mocniej!

A nie była to bynajmniej pierwsza inicjatywa tworzenia bieszczadzkiego muzeum poza Ustrzykami. Kiedy jeszcze pracowałem w Lesku, także tam wypłynął temat muzeum regionalnego, jednak nie udało się tej kwestii doprowadzić dalej, poza fazę koncepcyjną i dyskusje, w dużej mierze jałowe. Osobiście się temu dziwię, ponieważ zbiory w Lesku są w sumie bogatsze niż te w Ustrzykach. Ale to tak na marginesie.

Po powrocie z Zagórza do Ustrzyk Dolnych, jeszcze tego samego dnia ruszyłem do Burmistrza i przekonałem go, że musimy niezwłocznie startować z tworzeniem izby regionalnej. Dla niego nie był to temat nowy, myśleliśmy bowiem wcześniej o izbie regionalnej kreśląc plany działań a nawet program wyborczy. Można nawet powiedzieć, że izba regionalna była naszą obietnica wyborczą. Mówiąc „naszą” mam na myśli komitet Aktywni dla Bieszczad.

Od tego spotkania wydarzenia biegły już szybko. 26 lutego 2016 r. na sesji Rady Miasta został zmieniony statut i znalazły się w nim zadania związane z powstaniem i prowadzeniem izby regionalnej. Są one zaprojektowane z rozmachem, już z myślą o przekształceniu izby w muzeum regionalne, dlatego przystają do znacznie większej skali działania muzeum. Dzięki temu szybciej i sprawniej przejdziemy procedury i spełnimy wymogi stawiane przed placówką muzealną.

To stało się w lutym, a dziś już trwają pracę w siedzibie izby, na ul. 1 Maja.


Z tego co wiemy, nie jest to ostateczna lokalizacja, po okrzepnięciu izby wchodzi w grę poszerzenie powierzchni lub jej zamiana na większą w innym miejscu?

Istotnie, miejsca w lokalu na ul. 1 Maja nie ma za dużo. Mówiąc o przyszłości, nie możemy zatem mówić o rozszerzeniu ale o przeniesieniu całości. Ono nastąpi, bowiem jestem stuprocentowo przekonany, że pomysł się przyjmie i będzie mocno i dynamicznie rozwijał.

A w tym momencie najważniejszym jest sam początek, wystartowanie tej inicjatywy…

Oczywiście, właśnie o to tu chodzi. Zresztą – poza tym, że miejsce nie do końca jest historyczne – jest to dobra lokalizacja. W sumie centrum miasta, łatwo dostępne z rynku, parkingów miejskich. Kwestia 2 minut spaceru z Rynku.

Najważniejsze jest, aby ta izba powstała, aby wystartować.

Oczywiście, o chętnych do zwiedzania nie ma powodu się martwić, zwłaszcza, że będzie to nowa atrakcja. Czego się po izbie spodziewać jaki będzie zakres tematyczny prezentowanych ekspozycji?

W pierwszej chwili ekspozycje mogą powodować wrażenie pewnej mieszanki. Mamy z jednej strony zabytkową broń, karabiny, szable, hełmy – militaria jednym słowem. Część od razu trafi na ekspozycję, część będzie zmagazynowana, bo nie da się całej broni od razu pokazać. Zresztą eksponowanie broni nie jest taką prostą sprawą o czym właśnie i my się przekonujemy.


Z tego co nam wiadomo, to z bronią, nawet zabytkową, wiążą się pewne kłopoty natury – ujmijmy to może tak  – formalno-prawnej…

Nie ma co ukrywać, że tak właśnie jest. W tej chwili jestem po rozmowie z Policją w Rzeszowie – przekazałem im wszystkie dokumenty i wystosowałem stosowne pismo. Jest to bowiem co prawda zabytkowa, ale jednak broń, pozostająca dotąd w prywatnych rękach a teraz trafiająca do miejsca publicznego. Obiecali, że będą poszukiwać rozwiązań tak, aby nam pomóc i aby w odpowiednim czasie także te zbiory trafiły na ekspozycję.

Zresztą i w tej sprawie i  w innych kłopotów będzie co niemiara, ale przyjmujemy te wyzwania. Nawet wydawałoby się prosta sprawa restauracji i konserwacji zbiorów wymaga fachowej konsultacji, której szukamy m.in. we współpracy ze specjalistami z MBL w Sanoku.

Pozyskanie niektórych eksponatów stanowi zresztą niemałe trudności – powiem tylko, że dostarczenie niektórych było wyzwaniem logistycznym. Musieliśmy na przykład rozebrać część domu, aby wyjąć jeden z większych eksponatów – olbrzymią skrzynię. Co zresztą udokumentowaliśmy fotograficznie.

Swoją drogą skrzynia ma podobno 300 lat. Ciekawostką jest także stara drewniana pułapka na gryzonie, takie jak gronostaje czy łasice.


A inne tematy ekspozycji? Historia miasta i regionu?

W pierwszej kolejności będą to ciekawe, historyczne zdjęcia, zachowane i w naszych zbiorach i w zbiorach prywatnych. Mamy już np. proporczyk wydany w czasach „Solidarności” upamiętniający słynne porozumienia ustrzycko-rzeszowskie.

Dużo sobie obiecuję po współpracy z lokalnymi historykami, Maciejem i Bogdanem Augustynami, Andrzejem Szczerbickim i innymi, mam ich zapewnienie o wspomaganiu placówki.

Jest atmosfera życzliwości ale też i wyczekiwania, co będzie, jak to się uda. O temacie takiej placówki mówiło się w wielu środowiskach, ale jak dotąd nie stała się ona faktem. I teraz jest czas aby pokazać swoje zaangażowanie.  Ja nikomu nie odpuszczę!

A turystyka? Wydaje się że brakuje trochę prezentacji w temacie historii turystyki…?

Istotnie, kolejny temat to historia bieszczadzkiej turystyki, prezentowana m.in. dzięki współpracy z PTTK. Początkowo będzie to kącik turystyczny, który będzie się rozrastał, eksponatów będzie coraz więcej i więcej.

I nie tylko z tej tematyki. Determinacji nam nie brakuje!,

I być może na początku ktoś powie, że to nic wielkiego, ale kiedy przybędzie za rok, może się zdziwić postępami. A wszystko to dzięki zaangażowaniu mieszkańców regionu.

Podam przykład – zadzwonił do mnie jeden Pan z Leska i powiedział, że ma do przekazania książeczkę, która została wydana w okresie, kiedy w Ustianowej działało lotnisko szybowcowe, dokumentującą różne wydarzenia związane z historią lotów, życiem lotniska.

Inny przykład – Boguś Augustyn obiecał, że coś dla placówki wyszpera na strychu, w swoich zbiorach. I jestem pewien, że niejeden coś wyszpera, tym bardziej, że rozpoczniemy potężną akcję promocyjną, kiedy tylko otworzymy izbę. I nieważne, że może na początku nie będzie za wiele tych eksponatów, ale już będzie zachęcać do współdziałania, współtworzenia tej placówki.


Co zgadza się z zapisami w statucie, mówiącymi o angażowaniu mieszkańców. Wydaje się to szczególnie cenne, że izba nie jest tylko ofertą dla turystów – skądinąd ciekawą propozycją kierowaną do ich wolnego czasu – ale mówimy tutaj o zwiększeniu zaangażowania mieszkańców, włączeniu ich w proces tworzenia izby regionalnej. To ma być ich, mieszkańców placówka. I ważne jest tu ich zaangażowanie, a ono przyjdzie wtedy, kiedy izba zbuduje sobie pozytywny wizerunek. Musicie zdobyć zaufanie. Pytanie tylko, czy ten wątek zresztą powinniśmy tu poruszać…

Jak najbardziej, możemy o tym spokojnie mówić, bowiem my – jako Bieszczadzkie Centrum Turystyki i Promocji – doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Powiem więcej – to jest nasz najważniejszy cel. I tak to zostało ujęte we wspominanym już planie wyborczym – skupianie aktywności mieszkańców i budowanie wspólnoty wokół idei powstania muzeum regionalnego.

Jeśli tej współpracy miałoby nie być, to ja sobie odpuszczam. Ale wiem, że ona będzie. Już teraz ta inicjatywa budzi ciekawość, sympatię, mamy sygnały poparcia, deklaracje pomocy. Tworzy się bardzo pozytywny klimat.

Dlatego podkreślam – bez współpracy, bez mieszkańców nie stworzymy tej placówki. Pomysł padnie. Nie będzie izby, a w dalszym etapie muzeum regionalnego. Jeżeli zatem ludzie chcą, aby było tu muzeum regionalne, aby dokumentować historię w tej ziemi, muszą się w tę wspólną inicjatywę włączyć. Od najmłodszych do najstarszych. I do tego gorąco wszystkich zachęcamy.

My ze swojej strony także.

Monika Bulik

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.