MARIUSZ STRUSIEWICZ

Bieszczadzki fotograf „z krwi i kości”, który swoją przygodę odkrywania tajemnic bieszczadzkiej przyrody rozpoczął już w dzieciństwie, ćwicząc na radzieckim aparacie AGAT. Z wykształcenia leśnik, miłośnik bieszczadzkiej przyrody i pasjonat fotografii przyrodniczej, laureat ogólnopolskich konkursów oraz organizator „Piwniczkowych spotkań z przyrodą”, które od kilku lat odbywają się w Ustrzykach Dolnych. Laureat Wielkiego Konkursu Fotograficznego National Geographic.

Zainteresowania przyrodnicze i leśne to wielopokoleniowe tradycje rodzinne. Jego dziadek był zootechnikiem i myśliwym, ojciec jest nadal czynnym zawodowo leśnikiem, wychował się w leśniczówce niedaleko Ustrzyk Dolnych i dorastał w otoczeniu leśników, myśliwych, pasjonatów i znawców bieszczadzkiej przyrody.

Jak sam mówi, las był dla niego oczywistym wyborem zawodowym, więc po skończeniu szkoły podstawowej poszedł do Technikum Leśnego, i mimo iż nie pracuje w zawodzie, to zdobyta wiedza nie poszła w las, i przydaje się podczas wielogodzinnych sesji z tutejszymi zwierzętami leśnymi.

Na co dzień można go spotkać w Ustrzykach Dolnych, gdzie pracuje i realizuje fotograficzne projekty.

– Pamiętasz swój pierwszy aparat fotograficzny?

– Tak, doskonale go pamiętam. To był radziecki sprzęt i nazywał się AGAT. Był mniejszy od słynnej i bardzo wtedy popularnej SMIENY. Pierwsze moje zdjęcia były oczywiście czarno-białe. Ten aparat był bardzo specyficzny, ponieważ można nim było zrobić dwa razy więcej zdjęć niż takim standardowym sprzętem fotograficznym. Pamiętam, że z jednej kliszy z 36 klatkami można było uzyskać 72 zdjęcia!