Kiedy jest pasja, wszystko się udaje – Bożena i Janusz Bałkota o początkach Młyna

Kiedy masz pasję, wszystko się udaje – Bożena i Janusz Bałkota opowiadają o początkach Młyna, o trudnościach zwalczonych przez pasję, i o tym, co sądzą o Bieszczadzkiej Liście Przebojów Turystycznych.

Pierwsze pytanie…

Bożena: Od razu Wam powiem, że choć Młyn dość często pojawia się w mediach, to ja rzadko udzielam wywiadów. Mnie prawie nigdy nie pokazują – nie wiem, czy zauważyliście, czy to w gazecie czy w telewizji jest zawsze Janusz. Mój mąż ma takie szczęście, że ja zawsze wyjeżdżam (śmiech). I kiedy tylko gdzieś wyjadę, wtedy właśnie dzwonią z pytaniem, czy my możemy zrobić wywiad. I oczywiście mój mąż wtedy bryluje, przedstawia wszystko co chce, według siebie (śmiech). A ja pewne kwestie widzę inaczej…

Nawet jeśli my prowadzimy to razem, to jednak mamy trochę inne spojrzenia na to wszystko. I później, po fakcie, nieraz się denerwuję, że nie powiedział tego czy tamtego, tym bardziej, że wcześniej mu mówię, żeby na coś zwrócił uwagę… Ale to oczywiście mówię żartem.

Zatem pierwsze pytanie – jako do dwukrotnych zwycięzców notowań – Podoba Wam się Bieszczadzka Lista Przebojów Turystycznych?

Bożena: Myślę, że jest to coś mocno pozytywnego, o czym powinno wiedzieć jak najwięcej osób. Dużą wartością dla mnie jest to, że ludzie dzięki Liście poznają atrakcje, których dotąd nie znali. Ja sama dowiaduję się wiele o miejscach, o których dotąd nie wiedziałam. Na przykład najgrubsza jodła w Polsce czy jeziorka – z dużą ciekawością przeczytałam na ich temat. No i zagłosuję co tydzień, niekoniecznie na młyn. Przede wszystkim na tych, którzy mają mało głosów.

Akurat jodła Lasumiła ma się na liście bardzo dobrze. A ilość osób już jest dla nas zaskakująca, tym bardziej, że zakładaliśmy, że pomysł rozwinie się dopiero w sezonie, a tu w drugim tygodniu już było ponad 1000 głosujących...

Bożena: Popieram. A co do atrakcji leśnych, to jestem pełna podziwu dla Zagrody żubrów.

My sami staramy się rozpropagować listę i namawiać znajomych i sympatyków do głosowania, np. na Facebooku. I dzięki nam ze 2500 osób się dowiedziało o liście.  Ale oni głosują tylko raz i teraz, kiedy trzeba głosować drugi czy trzeci raz, to już nie bardzo chcą …

A to przyznajemy, że właśnie na to liczymy, że nie będzie to akcja jednorazowa, która nie byłaby do końca wiarygodna. Aby wyłonić naprawdę dobre i doceniane szeroko atrakcje, musimy zachęcać szerokie grono sympatyków Bieszczadów a nie tylko znajomych tych, którzy zarządzają atrakcjami.

Bożena: Fakt, córki – Diana i Arleta – zachęcają teraz swoich znajomych do głosowania. A ja w sumie lubię rywalizować. I tak sobie myślę, że na pewno nie jesteśmy gorsi od wielu propozycji, które na początku były na liście wyżej od nas. W pierwszym tygodniu – jak zauważyliście – zapomniałam zachęcić znajomych i sympatyków, dopiero córki mi powiedziały. Oczywiście z wyrzutem: “Mamo, jak ty mogłaś zapomnieć!”

A ja nie siedzę przecież ciągle w Internecie czy na Facebooku, to raczej córki albo pracownicy się tym zajmują. Ale jeśli już się zaangażowałam, to jak zwykle ja – angażuję się bardzo mocno.

Wracając jednak do Młyna – początki są raczej znane, zobaczyliście budynek i trzeba było kupić…

Janusz: A skąd. Bożena nie widziała budynku… Miała najpierw myśl, a dopiero potem zobaczyła budynek…

Jak to możliwe?

Bożena: Generalnie nikt w to nie wierzy, kiedy to ludziom tak opowiadam – no widzisz, ja mało opowiadam, bo zawsze Janusz udziela wywiadów i przedstawia to trochę inaczej  (śmiech) – a on na to patrzy z innej strony.

Dlatego ten wywiad jest inny…

Bożena: I bardzo dobrze! To było coś takiego, jak gdyby coś Ci z nieba spadło, naprawdę. Był to taki moment w moim życiu, że nie widziałam, co mam robić.

Chcieliśmy rozbudować dom mieszkalny i stworzyć pensjonat na 40 osób, z kawiarnią. I nie dostaliśmy pozwolenia na budowę. Cofnęli nam przez sąsiadkę…

Pamiętam, że to było w grudniu, grudniowe popołudnie – siedziałam w Rynku, na stosiku z pamiątkami – wtedy jeszcze je prowadziliśmy. Zadzwonił Janusz i powiedział, że dalej nie mamy tego pozwolenia…

Załamałam się i powiedziałam do Janusza, że ja już tego domu nie buduję. Nie będę walczyć z wiatrakami. I odłożyłam słuchawkę. Siedzę i myślę, a łzy mi same popłynęły po twarzy… I pamiętam takie poczucie, jak bardzo mam dość…

I nagle taka myśl  – właśnie tak jak mówiłam, jakby coś z nieba mi spadło – kup sobie młyn!

Czyli on już wcześniej był wystawiony na sprzedaż?

Janusz: Tak. Znacznie wcześniej.

Bożena: Pamiętam, jak ze dwa lata wcześniej, jechałam z pewną kobietą do Warszawy, na sesję fotograficzną, i ona mi mówi: Pani jest z Ustrzyk, a tam jest taki interesujący młyn do sprzedaży, powiem Pani nawet, że gdyby ktoś kupił ten młyn i sprzedał tylko to co jest w środku na złom, to już nieźle by na tym wyszedł.  Ale to było ze dwa lata wcześniej, jakoś wtedy nie kojarzyłam siebie z tym młynem kompletnie…

I wtedy nagle, w to grudniowe popołudnie,  pojawiła się ta myśl: Kup sobie ten młyn, zrób muzeum, restaurację czy kawiarnię… I potem ten pomysł się rozwijał. Doszły pamiątki, pomysły na zwiedzanie…

I nie minęło pięć minut po telefonie Janusza z taką złą wiadomością, a ja już do niego dzwonię i mówię: “Kupmy ten młyn!”. No on oczywiście zareagował logicznie. Mówi do mnie: “Ty chyba zwariowałaś… Już Ci całkiem odbiło… Jeszcze z jednym nie zrobiliśmy porządku… A skąd Ty w ogóle wiesz, jak on wygląda ten młyn? Przecież w życiu tam nie byłaś.”

A ja na to: “Przecież na pewno musi być stary i na pewno tam się da zrobić muzeum!”

Ale Janusz powiedział o pomyśle córkom i one też były oczywiście przeciwne…

Ale nie poddałaś się?

Bożena: Nie, bo kiedy im wydawało się, że wybili mi ten pomysł z głowy, ja zaczęłam mocno interesować się tematem, śledzić, czy aby ktoś mi tego młyna nie podkupi… Całe noce nie spałam. Przecież ja to już wszystko wymyśliłam a teraz co, ktoś mi to kupi?! No i dumałam, skąd wziąć tyle pieniędzy, trzeba będzie duży kredyt brać, jak to potem spłacać… Tyle pracy i załatwiania…  Czy ktoś to w ogóle skredytuje…?

Bywa tak faktycznie – stoi sobie coś dwa lata i w ogóle Cię to nie interesuje, a kiedy stwierdzasz, że tak, kupuję, nagle masz wrażenie, że wszyscy chcą Ci to podkupić…

Janusz: Ale faktycznie, potem się okazało, że byli chętni na zakup… Tylko nie mieli pomysłu na to.

A Wy mieliście pomysł od początku?

Janusz: A gdzie tam.

Bożena: Jak to nie, od początku był pomysł! Ja od początku miałam pomysł, przecież Ci mówię. Muzeum i gastronomia. Żadnego innego pomysłu nie było.

Ale skoro rodzina była przeciwna, to powiedziałam tylko niektórym znajomym. I tak się zdarzyło, że przyjechali do nas znajomi, którzy wiedzieli i mówią, że ich syn w Internecie znalazł cały filmik…

Janusz: Biuro pośrednictwa sprzedaży zrobiło takie poklatkowe, wirtualne zwiedzanie młyna…

Bożena: I kiedy oni mi to pokazali, to mnie aż oczy wyszły z orbit! To jest właśnie to, czego ja chciałam! Wszędzie drewniane wyposażenie, stare, stylowe – i wtedy koniec. Od tego momentu totalnie nie śpimy!

I zaczęłam Janusza przekonywać, opowiadać mu o kołach, sprzęcie, który musi uratować…  I u niego też wyobraźnia zaczęła pracować …

I dał się przekonać?

Bożena: Oczywiście. W maju poszliśmy najpierw porozmawiać ze sprzedającą – różne opinie bowiem na jej temat krążyły, ludzie opowiadali na przykład, że ona nikomu z Ustrzyk tego nie sprzeda. Takie różne głupoty, jak się potem okazało. I w trakcie rozmowy powiedzieliśmy jej dlaczego chcemy to kupić i co tam chcemy zrobić.

I wtedy ona zaproponowała, żeby zrezygnować z pośrednictwa biura nieruchomości, bo wtedy będzie znacznie taniej. I powiedziała, jakiej oczekuje ceny. I wtedy my ze zdziwieniem spojrzeliśmy na siebie, i myślimy… nie, to niemożliwe… Więc jeszcze raz ją zapytałam – Wie pani, ale ile tak ostatecznie za ten młyn?

– Przecież powiedziałam!

A to było znacznie, znacznie mniej niż się spodziewaliśmy… W tydzień załatwiliśmy kredyt. To było wręcz niemożliwe, ale się udało. Wszystko w tydzień czasu!

Janusz: Ale trzeba przyznać, że to duża zasługa przedstawiciela banku, który chyba też poczuł magię tego pomysłu i szybko i sprawnie pomógł wszystko załatwić…

Bożena: Nawet w biznesplanie pomógł… Widać, jak przedstawił pomysł kierownictwu, to stwierdzili no tak, nie ma szans, żeby to na siebie nie zarobiło … Choć warunki kredytu mogłyby być jednak nieco lepsze. Wydawało im się bowiem, że całą inwestycję spłacimy w ciągu 15 lat, ale okazało się, że trzeba to renegocjować. Ale w sumie, to wszystko naprawdę niesamowicie się ułożyło. Tak po prostu miało być! Mieliśmy tego kolosa uratować.

A jak oceniacie tę decyzję z perspektywy czasu?

Bożena: Powiem szczerze, że ja myślałam, że to będzie taki biznes na pokolenia… A tu się okazuje, że dzieci – ani jedna ani druga córka nie są jakoś specjalnie nim zainteresowane… Wydawało się zwłaszcza, że młodsza – Diana – czuje ten temat, wybrała nawet studia turystyczne… Ale życie osobiste jej się odmieniło, poznała chłopaka z Wrocławia i wyjechała do tego Wrocławia…

I teraz tak sobie myślę nieraz, że powinnam tu siedzieć jeszcze 10 czy 15 lat, spłacać kredyty. I kiedy spłacę wszystko i już mnie nie będzie, moje dzieci powiedzą, że nie, jednak je to nie interesuje i wystawią na sprzedaż …

A to jeszcze może też być i tak, że poczują jednak wyjątkowość tego miejsca i podejmą decyzję o kontynuowaniu Waszego dzieła… A Wy podjęlibyście jeszcze raz decyzję o zakupie?

Bożena: Ja na pewno tak.

Janusz: A ja drugi raz w tą robotę nie dałbym się wpuścić…

Hmmm…

Bożena: Ale wiecie, Janusz nie mówi o samej decyzji… Tylko o ogromie pracy, którą tu włożył… Bo to było tytaniczne…

Jest super, kiedy człowiek ma jakąś wizję, pasję. Wchodzisz do pomieszczenia, w którym inni widzą ruinę, a Ty widzisz przyszłość. Powiem Wam, że kiedy pierwszy raz weszłam do młyna, to…

Janusz: Bożena była tak zafascynowana… Mówiła, popatrz, tu jeszcze nawet mąka jest… A ja tak za nią chodzę i mówię – No tak, ale tą mąkę to trzeba będzie usunąć, wysprzątać…

Ona: – Ale tu jeszcze wszystko białe – a ja: – No tak, ale to trzeba będzie wszystko wyczyścić…

Wszystko widziała w swojej wizji.

Bożena: Ale dzięki temu, że to wszystko widziałam, dało się zrobić to w ciągu dziewięciu miesięcy.

Imponujący wynik…

Bożena: Tak… Ludzie, którzy tutaj przychodzili, zamykali tylko oczy i nic się nie odzywali. Dopiero później nam powiedzieli, że oni sobie w ogóle nie wyobrażali rezultatów…

Gdybyście zobaczyli to, co tutaj było …

 

Rozmawiała: Monika Bulik

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.