Kino na Końcu świata i świat oczami dziecka

Jest w Bieszczadach Zatwarnica. Powszechnie uważana za miejsce na końcu świata. To niewielka wieś położona w dolinie Sanu, nad potokiem Głęboki, pomiędzy Połoniną Wetlińską i Smerekiem oraz pasmem Otrytu. Droga do Zatwarnicy wiedzie odludnymi terenami, z nielicznymi domkami i gospodarstwami agroturystycznymi. Będąc tam mamy wrażenie, że tutaj wolniej idzie wskazówka zegara, że nawet pszczoły i mrówki wolniej się poruszają. Miejsce tak urokliwe, że nie chce się stąd wyjeżdżać.


Ale ten koniec świata – ma kino. Kino nietypowe, kino ambitne, kino wrażliwe. To KinoKońkret.

Kino powstało po dawnym parku konnym. Cóż to takiego ten park konny?

Konie były potrzebne kiedyś do tzw. zrywki, czyli wyciągania drewna z lasów rosnących na trudno dostępnych terenach górskich. W związku z dużymi odległościami w Bieszczadach , robotnicy byli zmuszenie do życia i nocowania w miejscach pracy. I właśnie w parkach konnych wozacy trzymali swoje konie pociągowe. Parków konnych w Bieszczadach było kilkanaście. W Zatwarnicy właśnie budynek po parku konnym jest ostatnim z 15 zbudowanych na przełomie lat 50-ych i 60-ych.

Próby odbudowania z ruin podjęła się Jolanta Jarecka i jej mąż Robert Jarecki. Początkowo były to projekty „nie z tej ziemi”, bo stan budynku był wręcz żałosny. Obecnie jest to miejsce nie do poznania, z serdeczna Jolą.

Rozmowa z nią, o pasji, o tworzeniu tego, co się kocha, o kreatywności i otwartości – była tak pasjonująca, że zdecydowanie zapomniałam o upływającym czasie.

Jola, skąd taki pomysł?

– Początkowo w ogóle nie myślałam, że tutaj w tym miejscu coś powstanie, a co dopiero mówić o kinie. Kino zrodziło się już w trakcie, kiedy popatrzyłam na te ruiny bardziej przychylnym okiem.

Dlaczego właśnie kino?

Bo tutaj czegoś takiego nie ma. Bo należy oglądać filmy, ale nie te komercyjne, które do głowy niczego nie wnoszą, oprócz złych emocji i wulgarności. Brak tutaj kina do przemyśleń, wzbudzenia głębszych uczuć i odczuć.

Czy ambitne kino, nie przeraża, nie budzi obaw?

Wystarczy raz przyjść. Uwielbiam jak przychodzą dzieci. Mieliśmy tutaj cykl kina otwartego dla młodzieży i dzieci „KINOLUB”. Przez 4 dni dzieciarnia, oglądała filmy, które wzbudzały emocje. Zwykłe ludzkie, dziecięce emocje – śmiech, płacz. Bo co innego można powiedzieć, gdy ogląda się na ekranach np. marzenie dziewczynki, żyjącej w wielkim świecie, co by ona chciała: wymienia wtedy dobra materialne. A potem widzimy małą murzynkę w Afryce, która na to samo pytanie odpowiada, że chciałaby by mieć wodę.


Co dzieci na to?

Nawet sobie nie wyobrażamy, jakim wrażliwym odbiorcą jest dziecko. Nie wolno młodych widzów traktować przedmiotowo. Film o dzieciach, o ich troskach i słabościach i radościach uświadamia młodym ludziom, rzeczy, które poniekąd są niezauważalne. Bo czym dla nas jest np. woda? Codziennością, wręcz, niczym istotnym. A czym jest woda dla tego małego dziecka z Afryki? Życiem. To właśnie pokazują filmy tutaj. Pobudzają do przemyślenia, że nic nie jest tak naprawdę oczywiste.

Były rozmowy z dziećmi po tych filmach?

Tak, oczywiście. Robiliśmy sobie po każdym seansie warsztaty pisania scenariusza, warsztaty teatralne – o umiejętności zagospodarowania sobie przestrzeni, uwolnienia się od lęku publicznego odbioru. Malowaliśmy kamienie, rozmawialiśmy o filmach. Było cudownie.


Kino również dla tych starszych, jest inne prawda?

Tak. To raczej niszowe produkcje, które wiążą się z jakimś przesłaniem. Nie ma tutaj „Gwiezdnych wojen” – śmieje się Jola- a kino pewnie pękałoby w szwach. Stawiam na kino polskie, w większości. Bo w tym miejscu, na terenie parku konnego w Zatwarnicy nakręcono filmy według scenariuszy Jerzego Janickiego: „Kino Objazdowe”, „Hasło”, „Wolna sobota”. I te filmy również tutaj puszczamy.

Czy jest duże zainteresowanie, masz widownię?

Jest różnie, nieraz mam na sali (na kanapach – bo tutaj wygodnie), dwie osoby, a bywa i tak, że muszę dostawiać krzesła. W sezonie turyści wchodzą z ciekawości i często zostają na filmie. Poza sezonem, nie ma szału. Jest różnie. Zaznaczam, że ludzie wolą wi-fi i mają, co chcą z Internetu. Ale tutaj jest klimat i możliwość obcowania z drugą osobą. To taka kulturalno-emocjonalna integracja.

Słyszałam o nowym projekcie kręcenia filmu z udziałem miejscowych dzieci?

Tak, tyle, że te dzieci nie będą aktorami, ale stać będą po drugiej stronie kamery. Panowie i panie reżyserzy, scenografowie. Inne spojrzenie przez oko kamery.

Co to za film ma powstać?

O tym już możesz porozmawiać z sołtysem Zatwarnicy – pomysłodawcą projektu. Ja jestem takim wykonawcą i wdrażam w życie to całe przedsięwzięcie, jako pomoc i fachowe wsparcie.


Zaciekawiona, więc, udałam się na rozmowę do sołtysa Zatwarnicy – Pana Roberta Pieli.

Skąd pomysł na realizacje projektu w ramach ”Akademia Aktywnych Obywateli – Podkarpackie Inicjatywy Lokalne”?

Pomysł rodził się przynajmniej od 5 lat. Zrodziła się możliwość realizacji, finansowanie przez Fundusz Inicjatyw Obywatelskich.

Co obejmuje ten projekt?

Projekt idzie dwutorowo: po pierwsze – rekonstrukcja dawnej cerkwi w Zatwarnicy – czyli budowa miniaturki, podobnej, jaką możemy oglądać w Lutowiskach. Miniatura ma stanąć w miejscu dawnej cerkwi – obecnie jest tam, cerkwisko. Druga cześć projektu to stworzenie cyklu reportaży, filmów dokumentalnych tworzonych przez dzieci.


Na czym ma polegać, czego dotyczyć?

Będą to warsztaty z dziećmi prowadzone przez Jolę Jarecką w Kinie Końkret. Opiera się to na tym, że grupa dzieci – ok. 10 osób, dostanie kamerę w rękę i będzie rozmawiać ze starszymi mieszkańcami, którzy pamiętają historię, kiedy Bieszczady się tutaj zaludniały, jak wyglądało tutejsze życie, jak wyglądały tereny. Ma w ten sposób powstać dokument, by utrwalić z pamięci ludzi – historię dla młodych.

Czyli dzieci udokumentują tę historię?

Tak, całość ma być realizowana przez dzieci. Montaż, pomoc fachowa – oczywiście będzie Joli Jareckiej. Historia ma być zapisana oczami dzieci, dla przyszłych pokoleń.

Dlaczego połączenie miniaturki cerkwi z reportażem?

Projekt ma coś wnieść. Wnieść jakąś wartość społeczną, ma być coś stworzone dla ludzi. Sama makieta cerkwi, nie znalazła uznania, więc połączyliśmy ją z zapisem historii Zatwarnicy w formie dokumentu. A by stało się to bardziej wartościowe, zależy nam na zaangażowaniu właśnie dzieci, które są poniekąd przyszłością tego miejsca. Historia przekazana właśnie w ten sposób, na pewno zostanie im w pamięci.

Jak to ma wyglądać od strony praktycznej?

Najpierw będzie spotkanie warsztatowo-robocze. Ustalenie pewnych istotnych zadań i celów. Następnie dzieciaki dostaną kamerę w rękę i pójdą do umówionych wcześniej osób, by samodzielnie zadawać pytania. Nie będzie to w żaden sposób reżyserowane.

Krzyż odnaleziony na cerkwisku w Zatwarnicy

Rozumiem, że celem filmu jest zapisanie w pamięci, historii ludzi miejsca?

Ten reportaż – dokument ma właśnie ukazać, jak wyglądała tutaj Zatwarnica, w jakim celu ludzie tu przyjechali. Głównym zadaniem jest utrwalenie tego, co było – pokazane oczami dziecka. Całym sukcesem projektu będzie, właśnie praca tych dzieci, one wniosą tutaj najwięcej i wiedzy i zaangażowania. To główny cel i sukces tego przedsięwzięcia. Całym zakończeniem i finałem projektu – będzie uroczysta projekcja dokumentu, prawdopodobnie w plenerze.

Czy film będzie gdzieś propagowany?

Tak, generalnie na portalach społecznościowych, ponadto w GOK, szkołach.

Kiedy się zamyka projekt?

30 września. Projekcją filmu.

Jest Pan pełny nadziei, że będzie to sukces?

Już sam pomysł, że dzieci wcielą w życie takie przedsięwzięcie, że otrą się o historię swojego regionu – jest sukcesem. A jak zostanie to zapisane na dokumencie, jaki same stworzą, jest sukcesem podwójnym.

Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę Wam wszystkim sukcesu.

Zapraszam na premierę.

Inicjatywa społeczna, warta naśladownictwa. Przeszłość odchodzi od nas, wraz z upływającym czasem, z ludźmi, którzy pamiętają historię. Ślady po tych, co tu mieszkali, pochłania przyroda, popadają w zapomnienie. Przedsięwzięcie, mające na celu zaangażowanie młodego pokolenia w utrwalenie historii, to bardzo mądre i społecznie wartościowe przedsięwzięcie.

Z Jolanta Jarecką i Robertem Pielą rozmawiała Lidia Tul-Chmielewska

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.