Krzysztof Myszkowski spiritus movens SDM

Od dzisiaj rozpoczynamy nowy cykl poświęcony bieszczadzkim artystom, przybliżając sylwetki tych: co piszą, śpiewają, malują, rzeźbią kochając Bieszczady. Prowadzić go będzie osoba artystycznie powiązana z Bieszczadami na płaszczyźnie osobistej i zawodowej. Lidia to pasjonatka „gitary z piórem”, które są dla niej „powietrzem codzienności”. Zapraszamy do poznania naszej nowej twórczyni, która z wielką przyjemnością będzie dzielić się z nami  swoimi pięknymi i głębokimi bieszczadzkimi odczuciami. Dzisiaj zabierze Was w podróż podczas której poznacie Krzyśka Myszkowskiego założyciela Starego Dobrego Małżeństwa.

Ukochałam je. Tak po prostu, zwyczajnie i bezinteresownie – Bieszczady.

Stały się moją Mekką, ziemią obiecaną, moją dolą i niedolą.

Fascynację, zauroczenie i zapatrzenie Bieszczadem i tym co tutaj się pojawiło, urodziło pragnę Wam przedstawić swoimi słowami, moim odczuciem i wyłącznie,  własną  opinią.

Przybliżę sylwetki osób, które spotkałam na swej bieszczadzkiej drodze, które wywarły wpływ na moje życie i światopogląd. Znajdą się tutaj również miejsca, które dla mnie są jedyne i niepowtarzalne.

Tym wszystkim z Wami się podzielę 🙂

Najpierw był obraz. Potem pojawiło się słowo, które ubrane zostało w dźwięk.

Początkowo były tylko obrazy – krajobrazy, zielone wzgórza , Zalew Soliny. Och! Ach!

Następnie dane mi było poznać ludzi – STĄD i TUTAJ. Krok po kroku, rozmowa po rozmowie – przełamywały się bariery nieufności do „turystki”. Pokochałam tych ludzi – ich dobro i łagodność. Ich zwyczaje, szlachetność i zwykłą ludzką serdeczność. Poznałam prawdziwe znaczenie słowa „człowiek”.

Trafiłam na Festiwal Bieszczadzkie Anioły w 2005 roku, w Górnej Wetlince. Tam w strugach deszczu i butach w błocie – dotknęła mnie do korzeni mego ducha – MUZYKA.  Atmosfera wielu bijących serc, aura ludzi,  która mnie otoczyła – moc przekazu słów ubranych w dźwięk – zmieniło mą duszę i serce na zawsze. Na mój byt i niebyt.

Fascynacja, zapatrzenie , zachwycenie wzbogaciło się w zasłuchanie i uduchowienie.

Otwarły się uszy dla poezji i muzyki. Otwarły się oczy – niczym okna dla duszy.

I tak urodziła się moja miłość, do miejsca do ludzi do tego klimatu. Gdyby nie „ładowanie akumulatora” w Bieszczadach pewnie nie przetrwałabym potyczek ze swoim losem.

Od czasu, kiedy w Bieszczadach zostałam, życie nabrało dla mnie nowych barw i wartości, nowego smaku, jest przepełnione kakofonią dźwięku – natury i nut stworzonych przez człowieka. To tu nauczyłam się czytać poezję, czuć nuty i słyszeć muzykę. I nie ukrywam, że stało się to za sprawą „Bieszczadzkich Aniołów”- spotkania ze Starym Dobrym Małżeństwem – poznaniem ich prywatnie. To wtedy poznałam Krzyśka Myszkowskiego. Dzięki niemu poznałam swoje drugie „ja”.

W Bieszczadach i o Bieszczadach się  śpiewa. Począwszy od rajdów, obozów harcerskich, wędrownych, ognisk, wiat, barów, oberż, poprzez imprezy turystyczne i festiwalowe – Bieszczady wypełnione są muzyką i śpiewem.

I dlatego chcę z Wami się dzielić swoimi odczuciami, przybliżając sylwetki tych, co piszą, śpiewają, malują, rzeźbią i kochają Bieszczady. Zaczynam od „sprawcy” mojego  zakochania i duszy-uczłowieczenia – Krzysztofa Myszkowskiego ze Starego Dobrego Małżeństwa.

Bardzo skromny i wrażliwy. Człowiek – fabryka dźwięku. Prywatnie ciepły, skryty w pewnym sensie typ introwertyka. Niesamowicie uzdolniony muzycznie i wokalnie.

Założyciel zespołu Stare Dobre Małżeństwo. Teksty do piosenek Krzysiek czerpał z poezji Bolesława Leśmiana, Edwarda Stachury, Adama Ziemianina, ostatnio – Jana Rybowicza i Bogdana Loebla. Nierozłącznie Krzysztof zapisał się wraz z SDM w muzyczna historię Bieszczad. Bez śpiewanych przez niego „ Bieszczadzkich Aniołów” – do tekstu wiersza Adama Ziemianina nie byłoby Festiwalu, nie byłoby kultu „bieszczadzkiego anioła”.

Cytuję wywiad Karoliny z Fan Klubu SDM (2007r.)

Kim są Bieszczadzkie Anioły?

K.M.: Ja jestem Bieszczadzkim Aniołem.

Jakie są cechy charakterystyczne Bieszczadzkiego Anioła?

K.M.: Dla mnie są to ludzie, którzy chcą w Bieszczady przyjeżdżać i w pewien określony sposób spędzać czas. Nazywam to terminem „ku dobru.

Nie tylko ekstremalna turystyka, żeby chodzić po górach, z plecakiem typu komin i 400 kilo w tym plecaku itd..

Wszystko powinno być wyważone: trochę turystyki, trochę zabawy, trochę wódeczki, trochę muzyczki, żeby to było naprawdę cudowne. Trochę pogody i trochę błota. Ja tak spędzam czas w Bieszczadzie.

Bieszczadzki Anioł to także historie bardzo drastyczne, które często kończą się tragicznie. Historia chociażby Jasia Zubowa, rzeźbiarza, który był legendą krakowskiej ASP. Gość, który był ustawiony, bardzo przystojny, młody, przyjechał tam Fiatem 125p z żoną, taką pańcią w futerku, i pieskiem, i został tam. Żona wyjechała, a on łapał klimaty rowów. Jak nie miał za co pić to rzeźbił, jak trzeba było to się czasami ogolił.

A jak pytałem: Co Jasiu ty taki ogolony dzisiaj? To on na to: „Zaczęła mnie męczyć monotonia budzenia się po rowach.” Po prostu takie księżycowe dzieci, zupełnie bezradni.
To są Bieszczadzkie Anioły, „melepectwo” takie, ale wynikające nie ze złego, ale z nadwrażliwości, z tych wszystkich słabości, które oczywiście nakierowują prosto do grobu.

To na Bieszczadzkich Aniołach spotykało się tysiące ludzi – kochających Bieszczady i muzykę, krainę łagodności, gdzie kultura, sztuka, muzyka, śpiew, historia, przyjaźń i drugi człowiek – szły wspólnie w równym szeregu. Krzyśkowi było po drodze z tą wędrówką. Jego ideologia – to „ku dobru”.

O Krzyśku mówi się, że urodził się z gitarą i harmonijką. Wydawało się wszystkim,  że SDM to constans – monolit. Był i będzie. Jednak przewrotny los i tutaj wsadził swój „palec w drzwi.” Doszło do rozpadu grupy w 2012 roku. Dla mnie to bardzo prywatny i osobisty dramat, który zbiegł się z moim dramatem w życiu osobistym. Jakby coś musiało mnie dotknąć podwójnie. I jak to w życiu, padamy na kolana, by przemyśleć i  potem móc iść dalej… inną drogą. Każdy ma prawo realizować się w tym , w czym czuje się najlepiej w danej chwili. I tak Krzysiek ewoluował poprzez wszystkie płyty (wydał ich 29), dojrzewał, dorastał, postrzegał inaczej świat, otwierał inne sfery uczuciowości – słychać to w jego utworach. Początkowo poezja śpiewana, turystyczna, poprzez zielone bieszczadzkie „cudne manowce” aż do głębokiej, przemyślanej pełnej zadumy nad życiem – poezji Rybowicza i Loebla.

Swoja drogę twórczą podsumowuje w słowach na okładce płyty „Oswojony” :

„Album powstał w metafizycznej komitywie twórczej z Jankiem Rybowiczem – mym Bratem Bliźniakiem w sztuce. Poetą, z którym szczęśliwie spokrewniło mnie przeznaczenie.”

By zrozumieć drogę twórczą Krzysztofa, trzeba oswoić się z tym co śpiewa: od lekkich i zielonych „Bieszczadzkich Aniołów” aż po „Oswojony przez śmierć” lub „Zgodliwość”.

SDM w nowym składzie koncertuje nadal w całej Polsce. Co roku spotyka się z Polonią w USA i Anglii. Krzyśka albo się akceptuje albo się go nie rozumie. Jeśli wsłuchamy się w to, co śpiewa, zrozumiemy co do nas mówi.

Odsyłam Was do oswajania się z twórczością Krzysztofa Myszkowskiego, do słuchania jego dojrzałej muzyki i interpretacji utworów Jana Rybowicza. Nie są to łatwe i lekkie słowa i muzyka, to „tabletki ze słów”. Życie to nie tylko „makatka” i „kompot z rabarbaru”. Krzysiek śpiewa o naszych ludzkich rozterkach i sposobie „wyjścia z obłędu”, a dar muzyczny jaki posiada – pozwala nam chłonąć każde słowo i zapamiętać. Nigdy nie zapomnę słów, którymi się żegnał z publicznością Bieszczadzkich Aniołów w 2008 roku:  „będę za wami tęsknił jak pies”.

Tak widzę Krzyśka Myszkowskiego – który dla mnie w wielu momentach życia jest „drogowskazem”:

„Jestem Drogowskazem,

Który nie może ruszyć w drogę,

Którą pokazuje

Jeżeli ruszę nią

Kto za mnie wskaże kierunek tym

Którzy nadchodzą

Młodzi, wciąż nowi?

Próbowano odwracać mnie wielokrotnie,

Abym wskazywał mylną drogę

Nadchodzącym.

Ale jestem jak słonecznik

Pokazuję wciąż ten sam kierunek:

Wciąż ku słońcu.”

To ja tęsknię za Bieszczadzkimi Aniołami, za SDM, za Krzyśkiem Myszkowskim – jak pies.

Lidia Tul-Chmielewska

 

1 Comment

Leave a Reply

Your email address will not be published.