“Księga legend i opowieści bieszczadzkich” Andrzej Potocki

Każde miejsce ma swoją historię, ale również i jej alternatywną wersję zawartą w legendach i podaniach. Te natomiast charakteryzuje swoboda „podawania” i ilość powstałych przez to wersji. W Bieszczadach, krainie na styku kultur i religii, ilość legend i ich wersji wydaje się nie mieć końca.

W ósmym wydaniu „Księgi legend i opowieści bieszczadzkich” autor zebrał ich 177. Dotyczą one bieszczadzkich bóstw – czyli np. Stuposiana, tutejszego Dionizisa otoczonego boginkami – Siankami, duchów, zmór, ale też zbojów, ludzi i miejsc, jak np. kamień leski. Oprócz legend, wspomniane są też wizyty papieża Jana Pawła II w Bieszczadach, jego wrażenia i fragmenty wierszy, które później napisał. Na koniec zaś historie, które wydarzyły się naprawdę i te, które wymyślili ludzie. Nie mniej makabryczne czasami niż te z legend.

Pomimo iż autor posiada raczej lekkie pióro, legendy trzeba czytać w pewnych odstępach, a najlepiej – na wyrywki. Niektóre legendy, jak już wspomniałam, mają kilka wersji i można je albo od razu porównać, albo czytać jako osobne historie. Przykładowo, kamień leski jest w różnych historiach inaczej interpretowany. Nawet etymologii regionu nie ma jednej, spójnej i raz pojawia się Bies, a innym razem Biesy.

Co ciekawe, legendy nie są przedstawione i zinterpretowane w sposób współczesny. Zachowano słownictwo, wyrażenia i zwroty, a czasem cały sposób budowania zdań. Wymaga to więcej skupienia i chęci do zrozumienia opowieści, ale klimat książki staje się przez to wyjątkowy. Widać, że autor uważnie słuchał tutejszych mieszkańców, gdy zdradzali mu sobie tylko znane i – niestety – przekazywane jedynie ustnie legendy.

„Księgę legend i opowieści bieszczadzkich” oceniam pozytywnie, choć kilka rzeczy wymaga poprawki, jeżeli pojawiałyby się następne wydania. Drobna korekta – ponieważ czasami jakby brakowało słów, większa ilość zdjęć – szczególnie opisywanych miejsc, i może co nieco o ludziach, którzy legendy pisarzowi przekazali. Poza tym – świetna robota, i – jak już to gdzieś wcześniej napisano – must have na półce „każdego miłośnika bezkresnych bieszczadzkich połonin”.

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.