LeAnn i Rafał Dudka – i ich pomysł na życie w Bieszczadach

LeAnn i Rafał Dudka są młodym małżeństwem, które postanowiło nie wyjeżdżać z Bieszczadów, lecz tutaj zamieszkać i wspólnie rozwijać swoje pasje zawodowe. Niedawno kupili stary drewniany dom w miejscowości Czarna Górna i postanowili – oprócz mieszkania dla siebie – urządzić tu muzeum historii regionalnej.

– Witajcie LeAnn i Rafale. Na początek pytanie do LeAnn. Wiem, że nie pochodzisz z Bieszczadów, jak to się stało, że tu się osiedliłaś?

– Tak, pochodzę z drugiego końca Podkarpacia – ze Stalowej Woli. W Bieszczady przyjechałam za mężem. Na dzień dzisiejszy jestem szczęśliwa, że tu mieszkamy, mimo że czasami życie tutaj bywa trudne.

– Mieszkaliście przez jakiś czas prawie na końcu świata, w niewielkiej Zatwarnicy, czemu zdecydowaliście się stamtąd przenieść, czy było tam dla Was zbyt dziko i odludnie ?

– Fakt, Zatwarnica to bardzo urokliwe miejsce. Nieopodal dzika dolina Sanu pod Otrytem i rzeczywiście mieszkając tam, czuje się, że Bieszczady to nadal dzikie góry. Ale pojawił się Michał i to właśnie względy praktyczne sprawiły, ze postanowiliśmy szukać miejsca do zamieszkania bliżej cywilizacji, służby zdrowia, szkoły, pracy. Przez jakiś czas mieszkaliśmy nieco dalej, wynajmując mieszkanie w Żłobku, ale 2,5 roku temu pojawiła się okazja kupna własnego domu w Czarnej. Postanowiliśmy wziąć kredyt i zacząć „żyć na swoim”. Stąd znaleźliśmy się w miejscu, w którym teraz jesteśmy. W porównaniu z Zatwarnicą, jest tu więcej przestrzeni wokół, myślę tu o krajobrazie. Zatwarnica to taka klimatyczna, dzika, ale zarazem zamknięta wśród otaczających ją lasów wieś.

– A ten dom, przed którym teraz siedzimy, ma pewnie dobrych kilkadziesiąt lat?

– To dom z 1935 roku, blacha na dachu zresztą jest oryginalna. Budynek bardzo nam się spodobał i to miejsce, w którym go wybudowano także. Tyle, że został on mocno zaniedbany i wymaga sporo remontów. A to że dom jest stary to jest dla nas dodatkowy atut, ma w sobie więcej historii i duszy.

– Czy udało Ci się zaaklimatyzować w Bieszczadach, nie tęsknisz czasem za swoimi rodzinnymi stronami (pytanie do LeAnn) ?

– Czasami są takie momenty że tęsknię za bliskimi którzy tam zostali. Są to rzadkie chwile, ponieważ mamy tu przyjaciół, dzięki którym czujemy się tu jak w domu. Dlatego też w Bieszczadach jest wszystko co nam potrzeba: bliskość przyrody, spokój, wspaniale widoki, życzliwi ludzie.

– Ale z tego co wiem to dojeżdżasz do pracy aż do Sanoka, 50 km w jedną stronę, nie jest to uciążliwe?

– Oczywiście, że chciałabym pracować bliżej i jeżeli tylko pojawi się taka możliwość, to zmienię miejsce pracy. Na razie udało mi się znaleźć taką pracę która mi odpowiada, tyle że w większym mieście, pracuję w Centrum Integracji Społecznej. Za to mój mąż Rafał, na miejscu, z dużym zaangażowaniem tworzy muzeum.

– Co to za muzeum?

– Muzeum Historii Bieszczad w Czarnej Górnej, jak sama nazwa wskazuje jest muzeum regionalnym, powstałym na wskutek wieloletniej pasji zbierania okolicznych pamiątek historii. Na dzień dzisiejszy muzeum posiada około 2 tyś. eksponatów, których liczba ciągle rośnie. Dotyczą one etnografii, historii, działań wojennych oraz okresu powojennych Bieszczad, zwłaszcza leśnictwa.

 – W jaki sposób zdobywasz eksponaty?

– Bardzo różnie. Czasem zaglądam na złomowiska, poprzez wymianę z innymi kolekcjonerami i oczywiście kupno. Również moi znajomi wiedzą o mojej pasji, zaglądają na strychy swoich domów i przynoszą mi różne przedmioty, za co im chciałbym tu bardzo serdecznie im podziękować.

– Jakie widzicie perspektywy na realizację swoich planów?

– Na razie jest bardzo ciężko, wszystko zaczynamy praktycznie od zera. Mimo tego nie zrażamy się, jesteśmy młodzi i jesteśmy optymistami. Chcemy zostać i pracować tu, w Bieszczadach, a dokładnie w Czarnej Górnej. Wiemy, że trzeba być cierpliwym i nie zrażać się pierwszymi porażkami. Doceniamy to co do tej pory udało nam się osiągnąć i wierzymy że powoli osiągniemy swój cel.

– Jakie są Wasze oczekiwania odnośnie lokalnych i regionalnych władz?

– Aby Bieszczady jako region prężnie się rozwijały potrzeba przede wszystkim postawić na rozwój małej przedsiębiorczości, a często są to dosłownie jedno-osobowe firmy i je powinno się wspierać. Jednocześnie jest dla nas oczywiste, że Bieszczady to nie Podhale i jeżeli ktoś przyjeżdża tutaj licząc na szybkie zyski, to może być bardzo zawiedziony po kilku latach pobytu. Tu trzeba być przede wszystkim dla specyficznego klimatu jaki mają w sobie te góry, a zarabiać pieniądze niejako przy okazji.

– A co jeszcze należałoby poprawić, Waszym zdaniem, aby łatwiej było tu żyć i pracować?

– Koniecznie trzeba zintensyfikować współpracę pomiędzy przedsiębiorcami. Dużo już się zmieniło w tym względzie na plus, ale nadal jest tak, że każdy sobie rzepkę skrobie. Turyści skarżą się także na słabe oznakowanie wielu szlaków. Wiele samorządów w ostatnich latach dofinansowało utworzenie znakowany tras, ale problemem jest ich późniejsza konserwacja, a właściwie jej brak.

Dziękuję za rozmowę.  

Rozmawiał: Grzegorz Sitko

1 Comment

    Leave a Reply

    Your email address will not be published.