Leszek Możdżer – dotknięty przez palec Boży

Leszek Możdżer, absolwent gdańskiej Akademii Muzycznej, pianista, kompozytor, twórca muzyki filmowej i teatralnej, aranżer, producent, dyrektor artystyczny festiwalu Enter Music w Poznaniu. Wielokrotny zwycięzca ankiet magazynu Jazz Forum w kategoriach najlepszy Pianista i Muzyk Roku. Zdobywca niezliczonej ilości statuetek i nagród muzycznych (m.in. Fryderyki) i pozamuzycznych (m.in. Wiktory, Paszport Polityki). W 2013 odznaczony Krzyżem Kawalerskim Odrodzenia Polski. Jako pierwszy polski muzyk dostąpił zaszczytu bycia przewodniczącym jury międzynarodowego konkursu pianistycznego Montreaux Jazz Piano Competition (2012) pod patronatem samego Quincy Jonesa.

fot. Piela Mirosław

O Leszku Możdżerze można pisać długie teksty, pisać o jego nadprzyrodzonym talencie, niespotykanej wręcz umiejętności przekształcenia materii dźwięku w ponadmaterialne brzmienie…

22 lipca w Bieszczadach, mieliśmy szczęście usłyszeć tego znanego muzyka na koncercie charytatywnym. Spotkaliśmy się w Smolniku n/Osławą w znanej już nam wszystkim zagrodzie Chryszczata, gdzie za sprawą „zbiegu okoliczności łagodnych” – a jednocześnie dobroci i osobistemu zaangażowaniu Romana Koperskiego i jego żony Kasi – dokonał się wspaniały koncert. Koncert dla braci bieszczadzkiej, dotkniętej nieszczęściem i chorobą.

fot. Pila Mirosław

Nie można nazwać atmosfery, jaka zapanowała. Wirtuozeria Leszka jest wręcz niewiarygodna, muzyka jak perły, płynęła spod dłoni mistrza. Bo to naprawdę mistrz. To, co zapanowało pod tym niebem bieszczadzkim, usianym gwiazdami, gdy widziałam łzy w oczach słuchaczy, ta wręcz namacalna cisza skupienia i pozytywnej energii. Energia dobra, – której wręcz można było dotknąć. Nie był to zwyczajny koncert.

Leszek stał się jednością z instrumentem i brzmieniem muzyki. Niesamowite scalenie, które brzmiało wibracją dźwięków.

fot. Piela Mirosław

W rozmowach słyszałam, słowa zachwytu, słowa uznania – nawet od osób niezwiązanych w żaden sposób z muzyką. Był to koncert, który każdemu wlał do serc oprócz piękna – nadzieję, że nawet niemożliwe – jest możliwe.

Po koncercie miałam możliwość rozmowy z Leszkiem Możdżerem – człowiekiem, skromnym i pełnym empatii.


Jesteś pierwszy raz w Bieszczadach?

Tak naprawdę to nie wiem. Tysiąc koncertów w różnych miejscach. Wiem, że byłem w Sanoku, ale to chyba jeszcze nie Bieszczady. Ale w takiej formie jak dziś – tak, pierwszy raz.

Czym dla Ciebie jest muzyka?

Muzyka jest organizacją dźwięków i sztuką tworzenia harmonii. Jest matematyką ale i magią. Celebrowaniem ciszy. Muzyka to wprawianie powietrza w drżenie, organizacja wibracji i wyrażanie emocji. Muzyka to połączenie intelektu z intuicją odbywające się w czasie, a więc mierzone w sekundach. Pitagoras, który wybudował fundamenty pod nasz współczesny dwunastotonowy system tonalny twierdził, że muzyka służy oczyszczaniu duszy.

Muzyka to Ty?

Muzyka jako język abstrakcyjny pozwala mi wyrazić wszystko co we mnie jest. Gniew, żal, radość, lęk, entuzjazm, nadzieję i miłość. Wszystkie emocje. Muzyka pozwala mi za pomocą zorganizowanego, ale abstrakcyjnego języka wyrazić wszystko co czuję.  Muzyka jest walką ze słabościami, fizycznymi i duchowymi. Jest wreszcie aktem poddania ciała w służbie poszukiwania piękna.

Zagrałeś przepiękny koncert….

Rzeczywiście, cała ta atmosfera, miejsce, ludzie, niebo, gwiazdy sprawiły że wieczór był niezwykły. Jestem tu już od paru dni, bardzo dobrze się mną zaopiekowano, chciałem poprzez granie oddać to wszystko, co tutaj otrzymałem.

Podoba się Tobie tutaj?

Jest tu inaczej. Przyroda oszałamia naturalnym pięknem i soczystymi odcieniami zieleni. Odległości między sąsiadami mierzy się tutaj w dziesiątkach kilometrów a rytm życia wyznaczają pory roku. Trzeba tutaj pobyć parę dni, żeby złapać o co w tym wszystkim chodzi. Ludzie są wewnętrznie bogaci, odrzucają cywilizacyjny pęd. Przebywają tu ze świadomego wyboru.

Natchnieni Bieszczadem?

Nie wiem czym dokładnie są natchnieni, ale na pewno czymś są, prawdopodobnie życiem samym w sobie. Prezes (Ryszard Krzeszewski z Chmiela), który promieniuje metafizycznym spokojem, Kudłaty (Krzysiek Sygnecki) z Chryszczatej pragmatycznie patrzący na świat, czy Mirek (Piela) – przewodnik pełen delikatności, z którym mieliśmy możliwość trochę podróżować po Bieszczadach, Usha, która nieustannie tworzy wokół siebie poezję, charyzmatyczny Żmiju, Łysy, Stanley, Arni, każdy z nich inny, ale każdy totalnie prawdziwy. Od każdego czegoś się nauczyłem. Ale nie jestem pewien, czy mógłbym tu mieszkać, pije się tutaj sporo alkoholu, chyba nie dałbym rady – śmieje się Leszek.

Wrócisz tutaj jeszcze?

Po tym pobycie coś się we mnie zmieniło. Wewnętrznie zabieram ze sobą wszystko. Chciałbym tu jeszcze wrócić, zobaczymy.

Grałeś koncert na boso?

Tak, myślę, że ciało fizyczne jest mechanizmem bioelektrycznym, ostatnio zacząłem się uziemiać. Odkryłem, że potrzebuję dotykać ziemi bosymi stopami, zwłaszcza podczas grania, kiedy przechodzą przez moje ciało duże ładunki.

Jesteś tutaj dzięki Romkowi Koperskiemu?

Tak. Namówił mnie, zafascynowany Bieszczadami i Wami wszystkimi. Zresztą nie musiał mnie długo namawiać, bardzo szybko zapadła decyzja o wyjeździe i koncercie. To było dla mnie wspaniałe doświadczenie, jestem teraz bogatszy. Wiem, że miałem szczęście poznać autentycznych bieszczadników, wejść w ich świat, poznać prawdziwe Bieszczadzkie życie, a nie prześlizgnąć się po powierzchni szlaku dla turystów.

fot. Lidia Tul-Chmielewska

Nie znasz tych ludzi, ale dałeś koncert całkowicie charytatywny, dlaczego tak?

Czułem intuicyjnie, że dobrze byłoby tu przyjechać. W tym koncercie nie chodziło o zebranie pieniędzy, bardziej chodziło o zorganizowanie spotkania, o swego rodzaju święto i manifestację wzajemnego wsparcia i emisję abstrakcyjnego piękna. O to, żeby koncert fortepianowy zabrzmiał wśród bieszczadzkich drzew i trafił do serc ludzi, którzy przyszli posłuchać muzyki. Chodziło o celebrację faktu, że jesteśmy ludźmi, mamy swoją kulturę i jesteśmy razem.

Na podsumowanie – Twoje przemyślenia po koncercie i pobycie tutaj.

To był naprawdę szczególny koncert. Miałem garderobę koło toalety i w przerwie, przez drzwi, słyszałem komentarze ludzi stojących w kolejce. Zrozumiałem, że w drugiej części muszę dać z siebie o wiele więcej. Wyjść poza konwenanse zwykłego koncertu. W drugiej części grałem rozpaczliwie i żarliwie, chciałem dać świadectwo tego, że istnieje jakiś lepszy świat, którego ja sam nie rozumiem, ale wiem na pewno, że istnieje. Ten koncert mnie utwierdził w moich poszukiwaniach.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę i energię, jaką dajesz.

Dziękuję i wszystkich pozdrawiam.

***

Na koncercie było mnóstwo słuchaczy. Przybyli wszyscy ludzie z Bieszczadzkiej braci, mieszkańcy Bieszczad, turyści i osoby, które docelowo przyjechały tylko na ten koncert.

Atmosfera była pełna wzajemnej empatii, uniesienia i pozytywnej energii. Muzyka uzupełniła ten stan – w stan kompletnego uniesienia.

Było po prostu pięknie.

Lidia Tul-Chmielewska

Wywiad autoryzowany przez Leszka Możdżera

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.