Mówią o niej – archiwum IPNu z Polany

Mowa tutaj o niezwykłej osobie, pełnej skromności, ciepła, ale też ogromnej wiedzy z życia Polany (gm. Czarna) – pani Marii Faran.

Urodzona w Polanie, wraz z rodziną zmuszona została w 1945 roku do ucieczki na Dolny Śląsk. Wróciła do rodzinnej miejscowości mając 17 lat. W latach 1965-1998 pracowała w bibliotece i świetlicy wiejskiej w Polanie. Po przejściu na emeryturę, aktywnie wspomaga inicjatywy środowiskowe, będąc często ich pomysłodawcą. To dzięki jej determinacji i zaangażowaniu od 1969 roku – powstały zbiory i zachowana została dokumentacja, fotografie – obecnie znajdujące się w Izbie Pamięci, którą pani Maria prowadzi.

Spotkanie z panią Marią Faran pozostawia niesamowite wrażenie.  Znajomi mówią o niej “archiwum” – i tak jest. Niesamowita pamięć i dar przekazania informacji, sprawiają, że można godzinami słuchać bez końca jej wspomnień i opowieści.

Zapraszam do przeczytania rozmowy z panią Marią.

Proszę opowiedzieć o swoich losach, tutaj w Polanie.

W 1945 roku wraz z moimi rodzicami musieliśmy opuścić Polanę, wyjeżdżając na Dolny Śląsk. Nie była to absolutnie Akcja Wisła. Wiele polskich rodzin wtedy musiało wyjechać, pod presją Ukraińców. Zostaliśmy wygnani. Pod groźbą utraty życia uciekaliśmy – w nocy na domach, gdzie mieszkali Polacy, zostały naklejane kartki, gdzie po ukraińsku napisano, że jeśli nie opuścimy wsi, to nasze gospodarstwa zostaną spalone, a my wymordowani. Nie mieliśmy wyjścia. W lipcu 1944 roku była pierwsza taka akcja. Część ludzi wtedy uciekła do pobliskiej Wołkowyi, część w okolice Sanoka. W Polanie istniała organizacja strzelecka, więc Ukraińcy troszkę odpuścili prześladowanie Polaków. Prowodyrem był pop z Polany – Wołodymyr Wesełyj, który w trakcie nabożeństw wielokrotnie nawoływał do nienawiści wobec Polaków. Represje wobec Polaków rozpoczęły się w 1941 roku, kiedy to wojska niemieckie powtórnie wkroczyły do Polany, powołując policję ukraińską. Lata 1942-43 to masowa wywózka Żydów. W 1944 roku, w nocy z 29 na 30 marca, banderowcy dokonali pierwszego zbiorowego mordu na Polakach. Zginęło wtedy 8 mieszkańców w Serednim Małym (gmina Polana). Nękano nas rewizjami, nocnymi najściami, rabunkami, fałszywymi donosami do gestapo. Młodzież przymusowo była wysyłana na roboty do Niemiec. Większość rodzin polskich – moja rodzina również – nie nocowało w domu. Wtedy w Polanie utworzyła się polska samoobrona złożona z organizacji „Strzelców” i ludności cywilnej, która to się połączyła z jednostką partyzancką w Otrycie – grupą Mikołaja Kunickiego. W 1944 roku po raz pierwszy wezwano Polaków do opuszczenia domów. Część mieszkańców Polany opuszcza swoje gospodarstwa. 23 września 1944 roku Polana znajduje się w granicach ZSRR. W opuszczonych domach zakwaterowano NKWD i IV Front Ukraiński. 29 czerwca, w uroczystość św. Piotra i Pawła, odbyła się w kościele ostatnia msza odprawiana przez ks. Franciszka Glazera. Wtedy Polacy wraz z księdzem postanawiają opuścić swoją ojcowiznę, jadąc w nieznane. Umęczeni falą mordów, okrucieństwem i prześladowaniami wyjeżdżają, czując się jak wygnańcy. Nawet nie wyobraża sobie pani, jaki był płacz, rozpacz i ból (pani Maria wyciera łzy). Widziałam to wiele lat później jeszcze w oczach matki i ojca. Wyjeżdżaliśmy w trzech transportach, pierwszy był największy, bo liczył ok. 1500 osób. Byliśmy konwojowani przez wojsko w obawie przed napaścią przez UPA. Nasza tułaczka trwała przez miesiąc, zanim osiedliliśmy się na Dolnym Śląsku.

Czy pani wie, co wówczas się działo w Polanie?

W latach 1945-51, po wyjeździe Polaków, nowa władza Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej założyła w Polanie 3 kołchozy w Górnej, Środkowej i Dolnej Polanie. Zdewastowano kościół. W 1949 roku zbudowano świetlicę, którą przykryto blachą z kościoła. Plebanię przy kościele zajął urząd kołchozowy, na plebani przy cerkwi (popówce) urzędowała gmina. W szkole dzieci uczyły się w języku rosyjskim i ukraińskim.  Po roku 1951, kiedy nastąpiły zmiany granic, obecni mieszkańcy Polany – jako obywatele ZSRR – wyjeżdżają z Polany w okolice Odessy (niektórzy pod przymusem). Zaczynają wracać Polacy do swoich domów. W 1952 roku wraca wraz z grupą mężczyzn mój ojciec. W 1958 roku do Polany powraca 13 rodzin z Dolnego Śląska oraz 11 rodzin z okolic Odessy. We wsi ocalało 46 domów, które po remontach zajmują rodziny. Przybycie do Polany dawnych mieszkańców wprowadziło ducha i klimat okresu przedwojennego. Czuło się radość z powrotów, wiarę i patriotyzm. Niezmiernie trudne warunki, brak dróg, światła, nie spowodowały poddania się mieszkańców. Życie zaczęło się rozwijać. Ludzie nawzajem pomagali sobie w pracy, organizowali wspólne zabawy. Dodam, że w zimnych pomieszczeniach i przy lampie naftowej, do udziału w różnego rodzaju imprezach garnęli się wszyscy – dzieci, młodzież, osoby starsze. 14 października 1968 roku w Polanie pierwszy raz rozbłysnęło światło elektryczne. Ukończono również wtenczas budowę drogi (mała pętla). Ja wówczas prowadziłam Zespół Teatralny, graliśmy sztuki, robiliśmy przedstawienia. Życie kulturalne Polany, mimo biedy – naprawdę kwitło.

Pani wtedy podjęła się prowadzenia świetlicy w Polanie?

Pracę w świetlicy i bibliotece podjęłam z potrzeby ducha (pracowałam społecznie). Były ze wszystkim kłopoty i trudności, brak pieniędzy na jakikolwiek remont pomieszczeń, nie było nawet na podstawowe potrzeby, nie było zrozumienia ze strony władz – bo ja ciągle czegoś potrzebowałam. Czasem żebrałam wręcz u władz, ale nie brakowało mi sił i determinacji. Problemy zewsząd nie podcinały mi skrzydeł. Urodził mi się wówczas pomysł stworzenia zespołu muzycznego. Bez profesjonalnego sprzętu, na własnoręcznie wykonanych gitarach (z desek z elektryczną przystawką), z prowizorką nagłaśniającą powstał zespół „Czarne stopy”. Wtedy łaskawie władza dostrzegła naszą determinację, samozaparcie i talent – fundując nam nowy sprzęt muzyczny.

W Polanie coś drgnęło, tak?

Tak. Z własnym programem artystycznym wyjeżdżaliśmy poza granice Polany. Świetlica została otoczona większą opieką, działał nawet Wydział Kultury i Powiatowa Poradnia Kulturalno-Oświatowa. Mogłam korzystać z pomocy instruktorów, co działało bardzo mobilizująco. Czułam, że to co robię – że mój czas, który bez reszty poświęcam swojej działalności – jest doceniane i potrzebne. Taka świadomość jest niezbędna na co dzień, przy takiej pracy, kiedy trzeba tworzyć kulturę, bez środków, pomocy, być jednocześnie reżyserem, scenarzystą, aktorem, zaopatrzeniowcem, tragarzem, palaczką i sprzątaczką. Praca absorbująca, ale dająca satysfakcję.

Zdecydowała się pani wszystko zapisywać, utrwalać?

W 1969 roku założyłam kronikę, gromadziłam świadectwa i dokumenty obrazujące działalność „Polany przedwojennej”. Dokumentów, zdjęć nie było za wiele, gdyż ludność, prześladowana przez okupantów, niszczyła wszystko, by niczym się nie narazić. Jednak gromadziłam cały czas materiały, szukając i poszukując. Teraz dysponuję wieloma już zdjęciami i dokumentami, na podstawie których chcę ukazać bogatą historię i kulturę Polany do roku 1945. Tym samym chcę uzupełnić kronikę sprzed tego właśnie okresu.

Pani cały czas aktywnie działa w Polanie.

No jestem człowiekiem czynu. Mam mnóstwo pomysłów i jeszcze energii do działania. Organizuję pikniki rodzinne, majówki, jasełka, Misterium Męki Pańskiej, występy lokalnego kabaretu. W 2007 roku opracowałam tablicę informacyjną o historii nieistniejącego kościoła rzymskokatolickiego. W 2008 roku udało mi się doprowadzić do zawiązania Koła Emerytów i Rencistów w Polanie. W tym też roku współorganizowałam obchody 50-tej rocznicy powrotu do Polany wysiedlonych mieszkańców.

 

Do rozmowy dołącza się pani Hanna Myślińska.

W 2009 roku zawiązuje się Grupa Inicjatywna wsi Polana. Od tej pory realizowane są liczne projekty przy wsparciu Fundacji Bieszczadzkiej – mówi pani Hanna. – Wokół pani Marii tworzy się grupa lokalnych działaczy (nauczyciele i uczniowie szkoły, rodzice, starsi mieszkańcy). To pani Maria, miłośniczka historii naszego regionu, propagatorka śladów polskości na tym terenie, dzięki swojej ogromnej wiedzy i pasji, zafascynowała nas wszystkich dziedzictwem naszej wioski. Pociągnęła nas wszystkich do pracy wolontariackiej.

Pani Mario – spełniło się pani marzenie – otwarto Izbę Historyczną „Polańskie Zbiory Historyczne”.

Ma pani rację, to było największe moje marzenie. 11 listopada 2013 roku odbyła się uroczystość Święta Niepodległości i otwarto właśnie tę Izbę z udziałem mieszkańców i ówczesnego wójta gminy Marcina Rogackiego. Izba powstała w ramach III projektu „Polańskie Zbiory Historyczne” (wcześniejsze projekty to: „Ocalić od zapomnienia – dziedzictwo Polany” – 2009 rok, i „Pozostawić po sobie ślad” – 2012 rok). Wreszcie mogłam wyeksponować latami gromadzone w domu dokumenty, stare fotografie, dawne sprzęty gospodarskie. Izba została umieszczona w budynku świetlicy wiejskiej w Polanie. Na zewnątrz zawieszona zostaje mapa przedwojennej Polany, z zaznaczonymi domostwami, a w legendzie podane są nazwiska dawnych właścicieli. Współtworzyłam tę mapę, której kopie rozsyłam do wielu ludzi, którzy do mnie piszą, z rodzin wysiedlonych dawnych mieszkańców.

Powstał również IV projekt „Ocalić od zapomnienia – zachować historię tej Ziemi”, w ramach którego wytyczona została ścieżka dydaktyczno-historyczna do Polany Ostre, miejsca dawnej kopalni ropy naftowej – mówi pani Hanna Myślińska. – Zamontowano kierunkowskazy, zamontowano tablice informacyjne z pełnym rysem historycznym o kopalni, której treść opracowała pani Maria. Na tablicy o historii młyna w Polanie również wisi treść opracowana przez panią Marię. Obecnie z własnej inicjatywy pani Maria opracowała tablicę informacyjną o historii Polany, która zawiśnie na ścianie świetlicy, przy obecnej już mapie. Będzie to kompendium wiedzy o bogatej przeszłości naszej miejscowości.

Obecny przy wspólnej rozmowie pan Witold Smoleński podsumował osobę pani Marii stwierdzeniem: „To żywe archiwum IPNu”.

W okresie kilkudziesięciu lat mojej pracy społecznej – mówi pani Maria – były chwile radosne i przykre, czasem bardzo trudne, bolesne, ale z wielką przyjemnością wracam do momentów radosnych i tylko te staram się zapamiętać. Jedno wiem, że w kulturę warto inwestować – podsumowuje pani Maria na koniec.

W projektach wspierają panią Marię aktywnie liczni społecznicy i wolontariusze, m.in. Hanna Myślińska, Witold Smoleński, Agnieszka i Stanisław Oskorip, Anna Stępniewska, Lena Wiercińska, Andrzej Majewski, Tadeusz Kusy, Cecylia Kania, Karolina Smoleńska, Marek Faran, Adam Cichoń, Danuta Maj, dyrektor GDK w Czarnej – pani Urszula Pisarska–Plezia, ks. proboszcz Stanisław Gołyźniak.

Działanie pani Marii Faran ma ogromny wymiar edukacyjny, dzięki niej uczymy się o historii naszej Małej Ojczyzny, rozbudzamy zainteresowanie przeszłością, która dzięki inicjatywom pani Marii zostaje „ocalona od zapomnienia” – na koniec dodaje pani Hanna.

Z wielkim szacunkiem dla wiedzy, osoby i działalności dla Pani Marii.

Spisała: Lidia Tul-Chmielewska

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.