Nocne liczenie puszczyków uralskich

Bieszczady są miejscem regularnego występowania 8 (na 10) gnieżdżących się w Polsce gatunków sów, w tym największej sowy europejskiej – puchacza, a także włochatki, puszczyka zwyczajnego, sowy uszatej, pójdźki, płomykówki, puszczyka uralskiego i sóweczki. Czas godów u tych nocnych ptaków rozpoczyna się już w lutym i w zależności od surowości zimy i gatunku trwa do maja – i to jest właśnie idealna pora roku aby przystąpić do liczenia sów!

Sprawdzam raz jeszcze dokładnie prognozę pogody w serwisach internetowych, dla pewności na dwóch, trzech – to bardzo ważne, gdyż jedną z gwarancji sukcesu nocnych liczeń są wyżowe bezwietrzne noce, a najlepiej gdy pokrywają się z okresem pełni księżyca. Powinno być OK, więc pora spakować niezbędne akcesoria „sowiego detektywa”. Aby czegoś nie pominąć przeglądam stałą listę sprawdzającą na pierwszej stronie terenowego notatnika. Latarka jest, ale jedna może nie wystarczyć, więc pakuję drugą i na wszelki wypadek trzecią – rezerwową, taką na dynamo, napędzaną ręcznie, gdyby nie daj Boże przy minus 10 stopni zawiodła elektronika. To wprawdzie już astronomiczna wiosna, dnie są bardzo ciepłe i słoneczne, ale nocą temperatury w bieszczadzkich dolinach lubią mocno spadać, a ta noc zapowiada się naprawdę pięknie – brak chmur, a i wiatr zupełnie ucichł. Do tego koniecznie odbiornik GPS, przenośny miniaturowy głośnik zasilany bateriami, tradycyjna mapa, instrukcja liczenia (tak na wszelki wypadek, gdyby jednak pamięć ludzka zwiodła) oraz kwestionariusz terenowy, jeden, a może jednak dwa długopisy, ołówek, czapka, rękawice, termos … i to by chyba było na tyle.  A nie, przecież bez kompletu zapasowych baterii ani rusz, koniecznie muszą być, gdyby akumulatorki „siadły”.

Za 1,5 godziny zachód słońca, więc wyruszam samochodem w kierunku pierwszego „punktu nasłuchowego”-  tym razem gdzieś w okolicach Baligrodu. Chcę dotrzeć na właściwe miejsce jeszcze przed zachodem. Od punktu, na którym mogę bezpiecznie zostawić samochód czeka mnie jeszcze dobre 30 minut marszu leśnymi drogami. Na trasie zatrzymuje mnie na tzw. stopa starszy pan,  zabieram go. Na początku wspólnej rozmowy zdradzam że… że jadę liczyć sowy.


Pan pyta – mocno zdziwiony – jak to liczyć sowy, jak można w ogóle policzyć sowy? Śmieję się i włączam samochodowy odtwarzacz mp3, ano tak, odpowiadam i po kolei odtwarzam głosy godowe kilku gatunków sów. Ten pierwszy to sóweczka, taki gwizd – zupełnie nie przypomina sowy. To szczekanie to puszczyk uralski, a to rytmiczne i donośne „huuuhuuuhuuu” to puchacz. No widzi pan, każdy gatunek sowy wydaje inny dźwięk i po tym można je rozpoznać i policzyć – kończę. Ale to dziecinnie proste, wydawałoby się, niestety nic mylnego. Sowy jak i ludzie, mają swoje humory, dobre i złe godziny, nastroje i wcale nie chcą dać się łatwo „policzyć”.
Dziś spodziewam się wzmożonej aktywności głosowej puszczyków uralskich – to duże sowy, których długość ciała przekracza 0,5 metra, a rozpiętości skrzydeł sięga 1,5 metra. Ale jak wszystkie sowy, puszczyki uralskie latają bezszelestnie, więc ich wykrycie nie jest łatwe. Gatunek ten występuje nielicznie w polskich Karpatach, ale co ciekawe, w Bieszczadach osiąga niespotykane gdzie indziej zagęszczenia. Bywa, że jest tu najliczniej spotykanym gatunkiem sowy.

Swoje gniazda puszczyki uralskie zakładają najczęściej w wypróchniałych wierzchołkach złamanych drzew oraz w naturalnych półdziuplach. Do lęgów przystępują w marcu bądź kwietniu i po prawie miesiącu wysiadywania przez samicę wykluwają się pierwsze pisklęta, które opuszczają gniazdo po około 30 dniach. Jeszcze jednak długo potem są karmione przez rodziców. Pokarm puszczyków uralskich w 80-90% stanowią drobne gryzonie. Jedna para tych ptaków może zajmować rewir o powierzchni około 1-2 km2, więc na obszarze który mam do spenetrowania mogę się spodziewać potencjalnie 8 stanowisk. Jak jest naprawdę? Spróbuję to sprawdzić jeszcze tej nocy.
Dwadzieścia minut po zachodzie słońca. Cichną głosy ptaków … z prawej jeszcze słychać drozda śpiewka, z lewej zaniepokojony kos i nieco z przodu dwa dzięcioły duże –  pewnie samce walczą o rewir. Zaczynam wabienie: sóweczka (dwie minuty) i dwie minuty nasłuch – bez odpowiedzi, włochatka – też bez efektu, teraz głos terytorialny puszczyka uralskiego.

Jest… po pierwszej minucie wabienia odzywa się… samiec głosem terytorialnym, zatrzymuję mp3 i odchodzę… Jestem już jakieś 700 metrów od punktu nasłuchowego… słyszę samca, teraz odzywa się w innym tonie, bardziej natarczywie „huuhuuuhuuu” – to głos, który zdradza bliskość gniazda! Panuje jeszcze półmrok, wychodzę ze ściany lasu i nagle przygniata mnie mocne „łuuubuuduuu”, niedźwiedź myślę…

Nie, to żubry. Potrafią, kurczę, narobić Pietra!

Teraz „drugi punkt nasłuchowy”, odległość według GPSa to 7,5 km, ale plus czas dojścia, to w sumie, prawie dwie godziny. Zaczynam zgodnie z procedurą: sóweczka (dwie minuty) i dwie minuty nasłuch – bez odpowiedzi, włochatka – JEST! Z prawej głos terytorialny puszczyka uralskiego, podlatuje – teraz jest w odległości 20-15 metrów.

W kolejnych „punktach nasłuchowych” w sumie 5 odzywających się samców, nieźle!

Grzegorz Sitko

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.