O pierwszych Żydach w Lesku, ostatnim z rodu Kmitów i… sprawiedliwości

Pierwsze informacje źródłowe na temat społeczności żydowskiej w Lesku pochodzą z roku 1542, w którym to wśród leskich mieszczan wymieniany jest nieznany z imienia Żyd, określany po prostu jako Iudeus. W 1547 r. w spisie mieszczan występuje inny Iudeus – tym razem wspomniany z imienia – Mateusz, a przed 1548 r. powstaje słynny leski kirkut, jeden z najcenniejszych cmentarzy żydowskich w Polsce.

Według często przywoływanej tradycji ustnej, nigdzie nie potwierdzonej, Żydzi w Lesku osiedlili się pod koniec XV w., po wygnaniu ich z Hiszpanii. Dlaczego jednak spośród tylu pięknych miast Korony Polskiej mieliby hiszpańscy wygnańcy wybierać akurat peryferyjne Lesko, tradycja owa milczy. Podobnie na temat tego, w jaki sposób przez pół wieku osiedleni w Lesku mieszkańcy wyznania mojżeszowego omijali spisy podatków i danin, tudzież inne źródła historyczne, czekając z ujawnieniem się do lat 40. XVI w.

Jeśli jednak spróbujemy powiązać pierwszą informację o mieszczaninie określanym jako Iudeus i powstanie leskiego cmentarza z dziejami Leska – prywatnego miasta Kmitów, nie sposób nie zwrócić uwagi na osobę Piotra Kmity i jego stosunek do Żydów.

Potężny ów magnat, dworzanin i rycerz, marszałek wielki koronny i wojewoda krakowski, był jednym z najbogatszych ludzi w Królestwie. Olbrzymie dobra odziedziczone po stryju – wojewodzie krakowskim Piotrze (zm. 1505) i ojcu – wojewodzie ruskim Stanisławie (zm. 1511) podzielił z bratem – także Stanisławem, wojewodą bełskim, obejmując rodowe gniazdo z ośrodkiem w Wiśniczu a bratu pozostawiając m.in. Sobień i Lesko. Kiedy jednak Stanisław zmarł w 1538 r., Piotr skupił w swym ręku wszystkie dobra rodu, jeszcze w tym samym roku przystępując do budowy w Lesku odpowiedniej dla swej pozycji rezydencji.

A w 1540 r. stał się znany wszystkim Żydom, tak w Koronie, jak i na Litwie.

Otóż w czerwcu owego roku wybuchła afera inspirowana przez pochodzącego z Polski Żyda Jana Kantorowicza, który przebywając w Turcji przeszedł na islam. Nie uchroniło go to przed prześladowaniami, zbiegł zatem z powrotem do Polski, przynosząc wieści o tym, że litewscy i polscy Żydzi kupują i porywają chrześcijańskie dzieci, obrzezują je i wywożą do Turcji aby sprzedawać na targach niewolników. Pomimo absurdalności tych oskarżeń, zainteresowała się nimi królowa Bona, która była Żydom co najmniej „nieprzychylna”. Ośrodkiem owej „zorganizowanej” żydowskiej przestępczości miał być Kraków, dlatego ulegający żonie król Zygmunt I Stary zlecił śledztwo w tej sprawie Piotrowi Kmicie. Był on nie tylko wojewodą, ale i starostą krakowskim, zatem tego rodzaju dochodzenie leżało w jego zakresie obowiązków. Na wszelki wypadek król nakazał też zastosować areszt prewencyjny wobec starszych krakowskiej gminy żydowskiej.

Kmita musiał usłuchać, ale nim jeszcze przystąpił do wyjaśniania sprawy, skierował do króla list, w którym napisał, iż takie postępowanie jest sprzeczne z zasadą sprawiedliwości, która winna być stosowna wobec wszystkich, tak chrześcijan jak i Żydów. Co ciekawe, poparł go w tym stanowisku kasztelan krakowski i hetman wielki koronny Jan Tarnowski, z którym Kmita pozostawał w nieprzyjaźni niemal całe życie, choć łączyło ich bliskie pokrewieństwo. Sędziwy król w lipcu odpisał obu dostojnikom, że dziwi go bardzo oskarżanie o niesprawiedliwość i nadmierną srogość, ale śledztwo wykazało, że to Kmita miał rację.

Dochodzenie ujawniło, że zbiegły z Turcji Kantorowicz udał się do Krakowa i zażądał od starszych tutejszej gminy żydowskiej pieniędzy na dalszą podróż. Gdyby pozostał wierny wyznaniu mojżeszowemu pewnie takie wsparcie by otrzymał, ale jako odstępcy od wiary i muzułmaninowi, kategorycznie mu odmówiono. Oskarżenie okazało się więc nie tylko fałszywe ale i podyktowane niskimi pobudkami. Nie wiemy niestety, co się stało z Kantorowiczem, ale aresztowanych przywódców gminy zwolniono, o co usilnie zabiegali i Kmita i Tarnowski. Ten ostatni, znany z pragmatyzmu, zwracał zresztą uwagę nie tylko na kwestie sprawiedliwości ale i na fakt, iż Żydzi „przynoszą pożytek skarbowi”. W październiku 1540 r. sąd ostatecznie potwierdził oddalenie oskarżenia.

Sprawa rozeszła się szerokim echem w całym państwie, z całą pewnością od tego momentu Kmita wśród społeczności żydowskiej zyskał opinię jednoznacznie pozytywną. Tym bardziej, że inny wpływowy magnat – biskup krakowski Piotr Gamrat – rok wcześniej doprowadził do egzekucji w Krakowie zamożnej wdowy po rajcy krakowskim Katarzynie z Zalasowskich Weiglowej, która przeszła na judaizm. Mocno już posuniętą w latach staruszkę publicznie spalono za zmianę religii na stosie, jak za najlepszych czasów hiszpańskiej inkwizycji.

Czy właśnie owa opinia przychylnego Żydom możnego pana ściągnęła do miasta Kmity mieszczan wyznania mojżeszowego? Dowodów na to nie ma, ale poszlaki są silne. Pierwsza w dziejach wzmianka o żydowskim mieszczaninie w Lesku zostaje zapisana niespełna dwa lata po słynnym procesie. Podobnie jak inni obywatele Leska, miał on płacić 5 trzeciaków podatku od posiadanego majątku, zwanego szosem.

W kilka lat później na leskim kirkucie miał miejsce pierwszy pochówek, który z całą pewnością możemy potwierdzić. Świadczy o nim bowiem najstarsza zachowana na cmentarzu macewa. Upamiętnia ona zmarłego 11 września 1548 r. Elizera syna Meszulama.

5 lat później na zamku w Krakowie, 31 października 1553 r. zmarł Piotr Kmita. Jego pomnik nagrobny także się zachował i można go obejrzeć w Katedrze Wawelskiej.

Grzegorz Kubal

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.

MojeBieszczady

O NAS

Nasz zespół to grupa miłośników i pasjonatów Bieszczadów, w większości żyjących tu na co dzień i patrzących na region z różnych perspektyw. Naszym celem w pierwszej kolejności jest promocja turystyczna Bieszczadów. Pragniemy jednak zarazem być dla ich mieszkańców bijącym sercem naszych gór, budzić w nich dumę z „małej Ojczyzny”, prezentować ludzi bieszczadzkiego sukcesu i inspirować dyskusje o przyszłości regionu.

Myślisz podobnie?

Dołącz do nas!