O rodzie Kmitów, zamku Sobień i wsiach doń przyległych… cz. I

Nie tak dawno poświęciliśmy nieco uwagi zamkowi Sobień, który był siedzibą jednego z najważniejszych dla bieszczadzkich dziejów rodów – Kmitów herbu Szreniawa. Zanim – zgodnie z zapowiedzią – dojdziemy ostatecznie do czasów, które przyniosły kres zamkowi, warto przyjrzeć się nieco bliżej temu rodowi i jego znaczeniu dla dziejów osadnictwa w Bieszczadach.


Gniazdem rodowym Kmitów, pieczętujących się herbem Szreniawa, był Wiśnicz, położony nieopodal Bochni, słynny za sprawą przepięknego zamku, wzniesionego jednak nie przez Kmitów, ale dziedziczących po nich Lubomirskich. Protoplastą rodu był rycerz Kmita z Damianic i Wiśnicza, po którym przejęli rodowe miano, a twórcą potęgi jego wnuk – Jan Kmita, ur. ok. 1330 r. Do znaczenia doszedł w służbie Kazimierza Wielkiego, z jego zlecenia posłował m.in. do kurii papieskiej. Po śmierci Kazimierza potrafił zdobyć zaufanie kolejnego władcy – Ludwika Andegaweńskiego i jego matki a siostry Kazimierza Wielkiego, Elżbiety Łokietkówny, która sprawowała w Polsce regencję. Za oddane królowi i regentce zasługi otrzymał godność starosty ruskiego, a w 1375 r. awans do niezwykle wpływowego urzędu starosty krakowskiego.

Z Ludwikiem Andegaweńskim (zwanym też Węgierskim, choć po mieczu był Francuzem, a po kądzieli Polakiem) i jego matką przybyło do Kraków wielu Węgrów, co nie wywoływało sympatii znacznej części polskiego rycerstwa i mieszczan. W grudniu 1376 roku wybuchły w Krakowie zamieszki pomiędzy dworzanami polskimi i węgierskimi. Uspokojenie rozruchów należało do zadań starosty krakowskiego, do czego zabrał się osobiście. Tumult opanowano, jednakże starosta krakowski Jan Kmita został ugodzony przez nieznanego sprawcę strzałą i zmarł. Pozostawił po sobie wdowę Katarzynę i syna Piotra (ur. 1348).

Piotr Kmita, zaczął karierę w młodym wieku od objęcia starostwa łęczyckiego, nadanego mu przez regentkę niejako tytułem rekompensaty za śmierć ojca. Jego wzorem był zresztą Piotr wierny dynastii Andegaweńskiej, zasłużył się zwłaszcza córce Ludwika – młodej królowej Jadwidze, która wynagrodziła go rychło nadając kasztelanię lubelską (1385). Po zamążpójściu królowej za Władysława Jagiełłę stał się Piotr zaufanym współpracownikiem tego ostatniego, który w nagrodę za zasługi nadał mu w 1389 roku Dubiecko z przyległymi wsiami w ziemi sanockiej a w 1391 r. mianował starostą sanockim. Przed tymże 1391 r. do klucza dubieckiego dołączył Piotr Kmita Bachórz i Dynów a najpewniej jeszcze w końcu XIV w. zamek Sobień – wraz z „przyległościami”. Sobień stał się jego własnością najpóźniej w 1401 r., w którym awansował z kasztelana lubelskiego na wojewodę sandomierskiego a w 1406 został wojewodą krakowskim – obejmując jeden z najwyższych urzędów w Królestwie. Najwyższym była godność kasztelana krakowskiego, którą uzyskał w roku 1409, jednakże w tym samym roku zmarł. Z małżeństwa z bliżej nieznaną Hanką pozostawił dwóch synów – Piotra (zwanego Lunakiem lub Lunagiem) i Mikołaja.

Dobra sanockie wraz z zamkiem Sobień odziedziczył starszy z braci – Piotr, który wkrótce zamieszkał tu ze swoją małżonką – pochodzącą z rodu Rzeszowskich – wnuczką słynnego Jana Pakosławica, założyciela rodu Półkoziców Rzeszowskich. Spotkać można różne wersje jej imienia – Małgorzata, Zofia lub Katarzyna, być może zresztą miała ich kilka. Bezspornym faktem jest to, że z czasów Piotra i jego małżonki z rodu Rzeszowskich pochodzi pierwsza bezpośrednia wzmianka źródłowa dotycząca zamku Sobień, a odnosi się do roku 1415. Był już wówczas Piotr podczaszym sandomierskim, który to tytuł tyleż rozpoczyna, co i kończy jego karierę, jakże różną od ojcowskiej. Była to być może cena za skupienie się na pomnażaniu majątku kosztem życia dworskiego, choć przecież o braku dobrych relacji z monarchą absolutnie mówić nie możemy.

Przecież w maju 1417 r. Kmitowie przyjmowali na zamku najdostojniejszych chyba gości w jego dziejach – króla Władysława Jagiełłę i jego świeżo poślubioną w Sanoku żonę – Elżbietę z Pileckich Granowską. Być może, jak chcą niektórzy, była to nie tyle kurtuazyjna wizyta, co właściwe wesele, wyprawiane u sprawdzonego królewskiego zausznika, jakim był Kmita. Podobnie jak i jego brat Mikołaj, który zasłużył się całkiem niedawno, dowodząc prywatną chorągwią Szreniawitów pod Grunwaldem i oblegając Malbork. Warto też zwrócić uwagę, na rzadko podkreślany fakt, iż arcybiskup lwowski Jan Mikołaj Rzeszowski, który udzielił królowi ślubu w Sanoku, pomimo sprzeciwu znacznej części duchowieństwa i możnych, był rodzonym stryjem żony Piotra Kmity, zwanego Lunakiem. I to właśnie Rzeszowski dokonał po kilku miesiącach koronacji Elżbiety na królową Polski.

 

Herb Mikołaja Rzeszowskiego

W 1430 r. dochodzi do pierwszego z całej serii procesów i sporów, jakie Kmitowie mieli prowadzić – nieraz i gwałtownie – z drugim znaczącym dla dziejów bieszczadzkich osad rodem – Balów z Hoczwi. Odnotowana w aktach sprawa sądowa dotyczyła nieporozumienia o granice, pomiędzy dobrami sobieńskimi Piotra Kmity a dobrami hoczewskimi Matiasza Bala ze Zboisk. Nie wiemy czym się zakończyła i czy w ogóle się zakończyła, bowiem spory graniczne pomiędzy Kmitami a Balami będą się ciągnęły przez kolejne dekady. Nie był to zresztą jedyny sąsiedzki zatarg Piotra, kilkakrotnie procesował się np. z Pełką z Jurowiec a nawet sędzią ziemi sanockiej Mikołajem Czeszykiem. Z tym ostatnim proces w imieniu Piotra prowadził burgrabia zamku, zwany w źródłach „wojewodą”, którym był szlachetny Jan Jasieński. Zarządzanie dobrami Kmity musiało być całkiem intratnym zajęciem, skoro ów Mikołaj Czeszyk był u Jasieńskiego zadłużony na niemałe sumy…

Owocem małżeństwa Piotra z Rzeszowską było dwoje dzieci, które Lunak osierocił w roku 1431 – Jan i Małgorzata. Ta ostatnia została wydana za rycerza Jana Goliana z Obichowa, podstolego poznańskiego, wzmiankowanego także jako Jan Goligyan. Syn Jan, zwany mało pochlebnie, acz być może nie bez przyczyny „Tempym” odziedziczył po ojcu dobra dynowskie, Bachórz, Błażową i zamek Sobień z „przyległościami”. Nie nacieszył się nimi długo, bowiem już w 1434 r. nie stało go między żywymi.

Jan „Tempy” wstąpił w związek małżeński z Barbarą, córką Klemensa Wątróbki ze Strzelec herbu Oksza (stąd zwaną Wątróbczanką) i jej przypadły dobra ruchome i nieruchome po nim. Jeszcze jednak w 1434 r. wdowa przekazała te ostatnie – obejmujące zamek Sobień z „przyległościami” oraz dobra dynowskie swoim małoletnim synom, oddając tak synów jak i majątek pod opiekę ich stryja Mikołaja Kmity, kasztelana przemyskiego, ongiś zasłużonego w wielkiej wojnie z Zakonem.

Cerkiew w Manastercu

Owe „przyległości” Sobienia stanowiły wówczas na pewno wsie Manasterzec i Załuż, bezpośrednio sąsiadujące z zamkiem, pod którym znajdowała się także Wola, osadzona trzema kuśnierzami. Dalej obejmowały dobra sobieńskie wsie po obu stronach Sanu: Zasław (dziś część Zagórza), Łukawica, Jankowce, Postołów, Lesko, Huzele, Uherce, Olszanica, Bóbrka, Myczkowce, Solina, Rajskie oraz Chrewt.

Zgodnie z zawartą ugodą, Mikołaj miał zarządzać dobrami sobieńskimi aż do pełnoletności synów Jana „Tempego”, wypłacając chłopcom rocznie niebagatelną sumę 50 grzywien, za którą można było kupić nawet połowę zagospodarowanej wsi. Niestety, ugoda wyraźnie mówiła, że owa roczna renta dla chłopców miała służyć „spłacie długów”, które odziedziczyli po ojcu a pewnie i dziadku. Na utrzymanie wdowy i małoletnich bratanków miał natomiast przekazywać Mikołaj rocznie… 60 baranów oraz 20 wieprzy. Ponadto zobowiązał się Mikołaj Kmita do dbania o zamek Sobień, zachowania go bez szkód, a gdyby nawet „zamek ten spalony został ogniem”, miał go odbudować. Zresztą, gdyby warowni dotknęło jakieś inne nieszczęście, Mikołaj winien tak pokierować jego naprawą, aby oddać zamek w takim stanie, w jakim go od wdowy przejął.

Kolejne dwa lata przynoszą jednak innego rodzaju nieszczęście, którego pewnie nikt się nie spodziewał. Małoletni synowie Jana i Barbary niespodziewanie odeszli z tego świata, a ich śmierć spowodowała jeden z największych konfliktów w całych dziejach rodu…

c.d.n.

Grzegorz Kubal

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.