Odpusty i kermesze – będzie nam ich brakować?

We wszystkich wyznaniach chrześcijańskich kościoły i parafie posiadają swoje wezwania. W kościołach katolickich oraz prawosławnych wezwania są dużo bardziej różnorodne, sięgają bowiem do obszernego katalogu świętych, których kultu wspólnoty reformowane nie uznają. Znacznie istotniejszą różnicą jest jednak istnienie w teologii katolickiej i prawosławnej możliwości „wstawienia” się świętego patrona parafii za jej mieszkańcami, nieznanej oczywiście nie uznającym kultu świętych protestantom.

Podstawową intencją tego wstawiennictwa jest darowanie przez Boga kary za grzechy – ich odpuszczenie, co zwane jest uzyskaniem odpustu. Odpust może być zupełny lub cząstkowy, przy czym zupełny nie jest możliwy zawsze, istnieją dość precyzyjnie określone warunki jego uzyskania, a jednym z nich może być wstawiennictwo patrona konkretnego kościoła czy cerkwi.
Oczywiście najskuteczniej patron działa w dniu swojego święta, stanowiącego zarazem największą uroczystość objętej jego opieką świątyni i całej parafii. Wiara, że w dniu patrona kościoła można szczególnie skutecznie skorzystać z odpustu powoduje, iż w takich dniach uznane miejsca kultu i sanktuaria są masowo odwiedzane nie tylko przez parafian, ale i pielgrzymów, nierzadko z odległych stron.

Od niepamiętnych czasów świętu patrona kościoła towarzyszyło święto całej parafii, odpustowi teologicznemu – odpust parafialny, ludowy. Z jednej strony do odpustu przygotowywano się duchowo, dekorowano kościoły, organizowano uroczyste procesje. Zgromadzenie w jednym miejscu dużej ilości ludzi było jednak zarazem doskonałą okazją dla każdego, kto miał coś do sprzedania – od serc z piernika i cukrowej waty po wróżbę na przyszłość.
Wszczyna się odpust, a z nim hałas, wrzawa,
Od pieszych, konnych, powstaje kurzawa,
Wóz za wozem łączy z każdej strony,
Jadą czubiaste, i córy, i żony,
Jadą proboszcze, pisarze, syndyki,
Jak wilki wyją zgłodniałe kaciki, –
Pełne już stajnie, pełne gospody,
Pan Piotr szedł na Mszę, aby nie miał szkody.
Opis Aleksandra Fredry odpustu w Hoczwi, choć ma blisko dwieście lat, jest bardzo aktualny. Odpust parafialny stał się rodzajem festynu, pełnego kramów z najróżniejszymi towarami, najczęściej niezbyt wyszukanymi. Nie inaczej było u chrześcijan wschodnich – łemkowski „kermesz” to nic innego przecież jak nasz kiermasz. A dowodem na charakter uroczystości jest w języku polskim słowo „odpustowy” – a więc tandetny, pozbawiony gustu.

Największy w Bieszczadach Kiermasz Bojkowski w Zatwarnicy cieszy się dużym zainteresowaniem, na co wskazuje jego tradycja sięgająca już 11 lat.  Impreza ta nawiązuje do tradycji lokalnych podczas której można nabyć wiele lokalnych produktów zw. z pszczelarstwem, rękodziełem, wikliniarstwem, ziołami. 

Nic więc dziwnego, że odpustom od wieków towarzyszy nawoływanie proboszczów do przeżywania wymiaru duchowego tego wydarzenia, a nie pogoni za atrakcjami na straganach. Z drugiej jednak strony w autentyczności odpustu parafialnego, traktowanego przez lokalną społeczność jako prawdziwe święto, tkwi jego siła. Odpust to przecież idealna okazja do zaprezentowania licznie przybyłym gościom tego, co w społeczności najlepsze. Tradycji kulinarnych, muzyki, tańców, poezji ludowej czy rękodzieła. Paradoksalnie więc, odpust – często traktowany z dystansem – jest takim elementem niematerialnego dziedzictwa kulturowego, który pozwala poznać niemal wszystkie inne aspekty tego dziedzictwa.


Tym bardziej, że wytrwała praca lokalnych liderów i animatorów kultury zaczyna owocować – na straganach, obok plastikowych towarów z Azji, coraz częściej można spotkać wyroby tradycyjnego rzemiosła – z drewna, wikliny, gliny, siana, papieru. A same odpusty (kermesze) zyskują wymiar niemałej atrakcji turystycznej, zwłaszcza te najsłynniejsze, posiadające swój specyficzny, niepowtarzalny klimat.


Idealnym przykładem takiego powrotu do tradycji jest słynny kermesz w Olchowcu, organizowany co roku w święto miejscowej cerkwi pw. Przeniesienia Relikwii św. Mikołaja. Po wysiedleniu większości zamieszkujących wieś Łemków i latach komunizmu nikt już o kermeszu niemal nie pamiętał i pewnie tak by zostało, gdyby nie miłośnicy gór z Towarzystwa Karpackiego. Pierwszy „odnowiony” kermesz zorganizowano w 1991 r., w ścisłej współpracy pomiędzy osobami spoza społeczności lokalnej i mieszkańcami Olchowca. Podobnie po latach niebytu zostało reaktywowane inne łemkowskie święto – „Od Rusal do Jana”, organizowane w Zyndranowej czy kermesz w Radoszycach, nie mniej barwne i równie przyciągające turystów.
O ile jednak reaktywowane odpusty łemkowskie mają z definicji łączyć autentyczne cechy odpustu z pełnieniem funkcji atrakcji turystycznej, o tyle największe odpusty rzymskokatolickie nadal są realnym spotkaniem odpustu duchowego z odpustem parafialnym. Największym na Podkarpaciu jest z pewnością odpust na święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny (15 sierpnia) w sanktuarium w Kalwarii Pacławskiej koło Przemyśla. Gromadzące co roku ponad 50 tysięcy pielgrzymów uroczystości trwają kilka dni, a ich niepowtarzalność zawdzięcza Kalwaria nie tylko znaczeniu religijnemu – unikatowa atmosfera pogranicza, spotkania łacińskiego Rzymu i greckiego Bizancjum, w otoczeniu czarownej drewnianej zabudowy galicyjskiego miasteczka nie da się z niczym porównać. Jak zasmakować odpustu, to tylko tu!

W Bieszczadach – największy i najbardziej popularny jest powojenny odpust w Łopience w dawnej cerkwki pw. św. Paraskewy.  W zeszłym roku był jubileuszowy XX, tradycyjnie poprzedzony został poranną pieszą pielgrzymką prowadzoną przez księdza Piotra Bartnika. 

Jak będzie w tym roku? Czy odpusty i kermesze się odbędą? 

Jeśli nie, to na pewno będzie nam ich brakować! 

 

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.