“Outsider, smutas, nie-Zakapior” Michał Wójciak

Dzisiaj w ramach cyklu szlakiem bieszczadzkich artystów Lidia zabierze Was w muzyczną podróż, w towarzystwie kolejnego bohatera – Michała Wójciaka.

Bieszczady to kolebka twórców i artyzmu w szerokim pojmowaniu tego słowa. Niekoniecznie trzeba śpiewać o Bieszczadach, by czuć się z nimi związanym i je kochać. Taki właśnie jest Michał, bohater mojej wędrówki po pięciolinii bieszczadzkiego zasłuchania.

Michał Wójciak – obywatel Bieszczad

Outsider, smutas, nie-Zakapior – tak mówi o sobie. Nie ważne jest dla mnie z kim, bądź z czym mu do „twarzy” i „po drodze”.  Wystarczy mi, że Michał jest Stąd – ze swojego ukochanego Bieszczadu – z nim się utożsamia, kochając i tworząc. To niezwykle utalentowany człowiek, bardzo skromny i wrażliwy. Jak o nim napisano: „posiada niekrzykliwą i nie udawaną wrażliwość”.

Nie lubi mówić o sobie, a gdy mówi to odnoszę wrażenie, że wrażliwość i delikatność duszy skrywa nutkę cynizmu. Michał został obdarowany niesamowitym wokalem i talentem muzycznym. Śpiewa utwory skomponowane przez siebie, często z własnymi tekstami. Tworzy i wykonuje muzykę również do tekstów poetów: Grażyny Sordyl czy Mirosława Welza.

Jak mówi, śpiewa od zawsze, kocha to – i słyszy się to na każdym jego koncercie. Dojrzewał artystycznie w otulinie swojego ukochanego bluesa. Występował w grupach takich jak : „Krzyk”, “NSK – Niech Się Kręci”, „Pasażer”. Znam twórczość Michała od czasów duetu „Michał i Grzesiek”, gdzie wspólnie ze wspaniałym gitarzystą Grzesiem Rokoszem zabrali mnie w podróż po „muzyce perłowo-bluesowych nut”. Każdy ich utwór można było jeść tym chłopakom „z ręki”. Ten okres wspólnego tworzenia z Grzesiem zaowocował u Michała świeżym i bardziej otwartym brzmieniem w jego obecnej solowej twórczości. Jego koncerty to podróż po życiu i pełna opowieść.  Głębokie i przemyślane autorskie teksty z własną muzyką to nie tylko osobisty wydźwięk, ale też przesłanie i refleksja. Wystarczy wsłuchać się w słowa utworu „Czas się zatrzymać”.

W każdej nucie i słowie czuć wiedzę o powierzchowności i małostkowości pozorów nad sprawami ważnymi i najważniejszymi, o braku czasu i próbie odkupienia winy, czy „wykupienia karnetu na szczęście”.

A tak się nie da przecież:

Wystarczą ponad wszystko słowa dwa …

 … nie chcę więcej marionetek w moim domu,

Chcę by ktoś przytulił w końcu mnie

Cicho szepnął mi do ucha … cicho szepnął mi do ucha, że Dziecko moje – kocham cię …

Każdy z nas jest „Ogrodnikiem” w swoim życiu , uprawiamy swoją  „życiową grządkę”, siejemy i sadzimy kwiaty – czynów i uczynków, walczymy z chwastem problemów, potykamy się i omijamy kamienie własnych błędów. O tym wszystkim Michał do nas śpiewa, jego się słucha i „konsumuje” – to całokształt dopracowanej wokalno-instrumentalnej sztuki. Duet „Michał i Grzesiek” wydał płytę „Młody Bóg” w tej chwili niczym „biały kruk”  nie do zdobycia. Czekamy na wznowienia i na nowa płytę, która wiem, że już się „rodzi. Podczas XIV Zlotu Ludzi Leśnych debiut swój miała nowo stworzona przez Michała grupa – POLARYZACJA.

Michała słuchać możemy „na żywo” na wielu imprezach w Bieszczadach, otwarciach Wernisaży i Galerii Sztuki, występuje również na wieczorach autorskich.

I wiem, że to wszystko co dotychczas osiągnął to początek jego drogi twórczej. Taki wokal i talent muzyczny nie zostanie bez echa i nie popadnie w zapomnienie.

Tak trzymać Michał!

Ostatnia jeszcze „ciepła” wiadomość  na zakończenie dzisiejszej muzycznej podróży: Michał otrzymał Dyplom „Bieszczadnika”!

Lidia Tul-Chmielewska

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.