Piękne widoki to nie wszystko – rozmowa ze Stanisławem Orłowskim

Bieszczady są jednym z piękniejszych regionów w Polsce. Co roku w sezonie przyciągają coraz większe rzesze turystów, których magiczne piękno tych gór, okolic Jeziora Solińskiego oraz specyfika tego regionu – sprawiają, że w Bieszczady się wciąż chce wracać.

Tymczasem, nie do końca wszystko tak turystycznie jest wspaniałe.

Rozmawiam z autorem wielu przewodników o Bieszczadach – Stanisławem Orłowskim, przewodnikiem górskim beskidzkim i terenowym, przodownikiem turystyki górskiej i pieszej PTTK, przewodnikiem Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Stanisław Orłowski to osoba wielce zaangażowana w rozwój ruchu turystycznego, działa społecznie promując region Bieszczadów.

Staszku, dysponujesz wieloma informacjami, które zawarte są w ankietach wypełnianych przez turystów – oceniających poziom przygotowania regionu do obsługi turystycznej, czego możemy z tych ankiet się dowiedzieć?

W ankietach tych najniekorzystniej wypada tzw. “agroturystyka. W jednej ze wsi nad Jeziorem Solińskim turysta pyta gospodarza: “Jestem pierwszy raz w Bieszczadach, proszę mi poradzić, którędy najlepiej podjechać w góry by wejść na Tarnicę?”. A gospodarz odpowiada: “Nie wiem”. Na to zdumiony turysta: “To nie był Pan na Tarnicy, najwyższym szczycie Bieszczadów?”. Gospodarz na to: “A po co ja tam pójdę?”. Śmiech gości!

Więc powiem Wam gospodarzu, jako przewodnik: jeśli chcecie świadczyć usługi noclegowe w regionie turystycznym i mieć gości zadowolonych z pobytu u was, to najpierw trzeba poznać region, w którym świadczy się takie usługi. Wypada mieć też mapę Bieszczadów w obiekcie, małą biblioteczkę z literaturą bieszczadzką (np. przewodniki dla zmotoryzowanych, pieszych, rowerzystów, rocznik “Bieszczad”, folder swojej gminy, powiatu, Nadleśnictwa itd.), Gdy pada deszcz turysta chętnie poczyta i odda. Nie ukradnie! Wystarczy grzecznie powiedzieć: “pożyczam je Państwu do poczytania, aby ułatwić wam poznanie Bieszczadów”.  A po sezonie – w jesieni czy wczesną wiosną – wypada wsiąść z rodziną w samochód i trochę pojeździć przynajmniej trasami komunikacyjnymi, aby zobaczyć nowości i umieć potem “poradzić”. Trzeba też z dziećmi przejść przynajmniej szlaki spacerowe wokół własnej wsi i w najbliższej jej okolicy, aby się nie kompromitować ich nieznajomością i udzielać rzetelnej informacji o ich stanie.


Czy są jeszcze opinie o szlakach turystycznych?

Tak, coraz więcej opinii krytycznych pojawia się o Bieszczadzkim Parku Narodowym np. zarastające przełęcze widokowe, łąki krainy dolin pod połoninami, pobocza dróg publicznych, szlaki turystyczne od lat nieodnawiane, brak deszczochronów przy przystankach PKS, stworzone słonecznochrony z dachami piramidalnymi na 4 słupach, gdzie zacinający deszcz moczy turystów i dzieci zamiast deszczochronów z osłoniętymi przynajmniej 3 ścianami bocznymi. Wiele nieutwardzonych i błotnistych parkingów (wstyd), fatalne i wąskie wjazdy na parkingi na przełęczach, brak zatok na poboczach dróg w miejscach widokowych w celu zatrzymania pojazdu na zrobienie zdjęć.
Nieprzystosowane dojścia do toalet dla osób mniej sprawnych, zarastająca trasa widokowa do Bacówki PTTK pod Małą Rawką, zarastająca i piękna widokowo do niedawna ścieżka przyrodnicza do źródeł Sanu, gdzie maliniaki i chaszcze zagłuszają łany chabrów czy smotrawy okazałej. Nie mówię już o innych cennych roślinach na zarastających nieustannie łąkach, niebezpieczne schody bez poręczy na najładniejsze połoniny, brak ławek do odpoczynku w wielu miejscach na szlakach górskich, ogrodzone metalowymi barierami Tarnica i Halicz (obcy element w krajobrazie! Zgroza!!), błotniste pobocza drogi obok przystanku PKS w Wołosatem, gdzie z konieczności sporo osób parkuje pojazdy, wysokie ceny biletów wstępu do BdPN i nic w zamian itd. To wszystko wyczytamy w opiniach.


Czy jest coś, czego turyści nie krytykują? Z czego są zadowoleni?

Najkorzystniej w opinii turystów wypadły Lasy Państwowe, zwłaszcza 4 nadleśnictwa: Baligród, Stuposiany, Lutowiska i Cisna oraz Bircza. Turyści cenią sobie wykonane przez nie parkingi, miejsca do wypoczynku nad rzekami, piękne wiaty z piecami chlebowymi i tradycyjną kuchnią, drewno obok i kije do pieczenia kiełbasek, ogniska, świetnie utwardzone klińcem trasy spacerowe dla seniorów i matek z wózkami dla dzieci, dobrze oznakowane i wykaszane ścieżki przyrodnicze, plansze informacyjne na nich, dojścia do rzek i strumieni, schrony i platformy widokowe na szczytach np. Korbania nad Bukowcem itd. To bardzo miłe. Można się od leśników wiele nauczyć. Gratuluję zaangażowania i troski o turystę.


Jako osoba zaangażowana społecznie, inicjator i instruktor przewodnictwa, masz pewnie swoją ocenę i stanowisko poziomu rozwoju turystyki w regionie?

Opinie z ankiet co roku przekazujemy lokalnym samorządom (gmin i powiatów bieszczadzkich) oraz Urzędowi Marszałkowskiemu, PROT itd.  No i nic się z tym nie dzieje. Cisza!!! Samorządowcy udają, że nic nie wiedzą i brak reakcji. Dostają gotowy materiał, za darmo, nic za to nie zapłacili, przewodnicy i właściciele wielu obiektów noclegowych zebrali im opinie turystów o regionie (Bieszczadach) w formie otwartych ankiet, stowarzyszenie Przewodników Turystycznych Karpaty zbiera je i opracowuje według problemów, aby ułatwić planowanie inwestycji służących rozwojowi turystyki i nic.
Cisza. Tak wygodnie! Mówi się w tych gronach: “turysta to nie nasz elektorat! On i tak przyjedzie”. A przecież turysta to pracodawca utrzymujący usługodawców! A usługodawcy płacą gminie i Państwu podatki, zatrudniają lokalną społeczność, tworzą miejsca pracy poza urzędami. Czy tego radni i urzędnicy nie widzą? Turysta, to kura, która co roku znosi “złote jajka”. Jeśli się o niego nie zadba, to nie wróci, a i 14 innych osób zniechęci do odwiedzenia Bieszczadów.

Ale, w czym tkwi według Ciebie problem?

Jako przewodnik oprowadzam różne grupy samorządowe z gmin i z powiatów z różnych regionów Polski. Ich opinie podsumuję krótko: “śmieją się z nas, że zostajemy w tyle i nie ma u nas gospodarzy oraz współpracy między lokalnymi samorządami a stowarzyszeniami”. W wielu regionach Polski to normalne: partnerstwo samorządowo-społecznościowe z lokalnymi społecznościami zorganizowanymi w różnorodnych stowarzyszeniach. Nie spotkałem przewodniczącego rady gminy czy wójta z Polski, który bałby się stowarzyszeń, jak to u nas bywa, by nie wyrośli przywódcy lokalni do rady sołeckiej czy rady gminy. Np. w Poznańskiem czy na Pomorzu wójtowie i przewodniczący rad gmin sami zabiegają o jak największą liczbę stowarzyszeń w swojej gminie, bo łatwiej im wspólnie zabiegać o środki pomocowe, które zostaną zainwestowane w gminie. Mają społeczników – wolontariuszy i troszczą się o docenianie ich zaangażowania pracach społecznych na rzecz swoich środowisk lokalnych poprzez różnego rodzaju formy uznania: odznaczenia wojewódzkie, państwowe, nagrody itd. A u nas w Bieszczadach nadal bezinteresowna zawiść, niechęć do wspólnych spotkań rad gmin i i rad 3 powiatów z udziałem stowarzyszeń, aby nakreślić wizję rozwoju regionu i wspólnie ją realizować. Kiedy nasi radni dorosną do współpracy ponad podziałami politycznymi i osobistymi ambicjami?

Czyli tylko problem według Ciebie tkwi w braku stowarzyszeń i współpracy z organizacjami samorządowymi?

Nie tylko. Problem tkwi również w samych mieszkańcach. Kiedy też mieszkańcy wiosek bieszczadzkich obudzą się, zorganizują w stowarzyszenia i zaczną wspólnymi siłami realizować wizje rozwoju ich miejscowości. Kiedy wreszcie właściciele obiektów noclegowych sami zaczną wykaszać istniejące wokół ich wsi trasy spacerowe, aby ich goście nie bali się wejść w “chaszcze” z obawy przed ukąszeniem przez żmiję. Przecież turyści to ich pracodawcy, którzy im zostawiają pieniądze. Jeśli nie mam czasu lub ochoty można zrobić zrzutkę po 10 zł od gospodarstwa i ktoś wynajęty je wykosi. Młodzież chętnie zarobi. Trasy spacerowe trzeba wykosić przed 1 VI i poprawić przed 1 VII. A potem wydepczą je osoby spacerujące i będą bardzo zadowolone, że mogły wypoczywać w pobliżu miejsca zakwaterowania, bez opłat za wejście na trasy spacerowe jak np. w BdPN

Mocno przeżywasz deficyt młodzieży i rąk do pracy w sezonie. Masz zdanie na ten temat?
Niestety przedstawiciele lokalnego biznesu nie rozumieją, że czas poważnie traktować lokalną młodzież zatrudniając ich legalnie (na umowy o pracę) i wypłacając ustalone wynagrodzenie po wykonaniu pracy bez uników w stylu “nie ma teraz pieniędzy, proszę poczekać” w nieskończoność! A Wojewódzki Urząd Pracy – śpi! Młodzież więc, z ogromnym poczuciem krzywdy z powodu wykorzystywania, masowo wyjeżdża za granicę. Sezonowa praca 2-3 miesiące (mimo 14 godzin dziennie!) nie pozwala na przeżycie roku. Gdy braknie rąk do pracy – może przyjdzie opamiętanie! Z Sanoka codziennie 18 młodych i wykształconych osób wyjeżdża busem do pracy na Zachodzie Europy! Władza samorządowa i lokalni pracodawcy tego jeszcze nie widzą. Aby przekonać się, czy to prawda, wystarczy porozmawiać z młodzieżą w miastach i wsiach regionu. Wielu z nich ma też ogromny żal do “lokalnej władzy”, że nie staje w jej obronie, nie interesuje się ich losem, przyszłością, a “trzyma” z biznesmenami unikającymi płacenia podatków.


Poruszasz bardzo niewygodne tematy, na które często nie można mieć zbyt dużego wpływu.

Św. Paweł zachęca nas do kochania wszystkich ludzi bez wyjątku, słowami: “ożywieni miłością służcie sobie nawzajem”. I gdy to nastąpi w Bieszczadach, lokalne społeczności, radni, urzędnicy itd. zaczną współpracować, turyści będą przyjeżdżali do nas jeszcze liczniej i wyjadą bardziej zadowoleni. Wydłuży się wówczas sezon turystyczny, a lokalna społeczność pomnoży swoje dochody i będzie mogła żyć w dostatku zarabiając godziwie u siebie (a nie poza granicami kraju). Więcej szacunku, więcej wspólnoty w działaniu, realizacji wspólnych celów, zadbanie o młodych, którzy są siłą tego regionu. Cały czas mamy jeszcze na to szansę.

Rozmawiała: Lidia Tul-Chmielewska

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.