“Pionierzy. Pamiętniki osadników bieszczadzkich”

Gdy po wielkiej odbudowie kraju i osiągnięciu względnej stabilizacji kurz opadł, można było przyjrzeć się Polsce i ocenić zaistniałe zmiany. Nowe granice, rosnącą infrastrukturę, asymilację społeczeństwa na nowych terenach.

O Bieszczadach krążyło wiele legend. Z jednej strony mówiło się, że były to tereny dzikie i niebezpieczne, z drugiej – podobno żyzne i idealne do osiedlenia. Wiązano z nimi ogromne nadzieje, kuszono przyjezdnych korzystnymi kredytami na rozwój gospodarstwa, świeżym powietrzem, życiem w zdrowiu i dostatku. Jedni dali się zwabić na te zachęty, inni przyjeżdżali tu, bo nie mieli innego wyjścia, jeszcze inni wracali po latach wygnania. W książce wydanej przez Rzeszowskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk swoje pierwsze lata na tej trudnej ziemi opisują: Adolf Jakubowicz, Franciszek Gankiewicz, Maria Staruchowicz, Zofia Pastuszczak, Stefan Truchanowicz, Stanisław Wolan, tajemnicza E. Ch., Jan Włodyka, Jacek Tylka, Stanisław Bemben, Bolesław Typrowicz, Kazimierz Tetera i Henryk Jadam.

Każdy z pamiętnikarzy zmagał się z innym problemem, choć wiele ich łączyło – brak prądu, maszyn, trudne warunki pogodowe, nieurodzajna ziemia. Wszyscy, którzy liczyli na ogromne zyski, musieli obejść się smakiem i walczyć o przetrwanie. Przynajmniej na starcie, bo ci, którym udało się przetrwać bardzo trudne początki, wybudowali domy, posłali dzieci do szkół i w większości mają się dobrze. Niewiele jest ich w stanie złamać po tym co przeszli.

Osadnictwo w Bieszczadach przypada na czasy propagandy, ale też prężnie rozwijającej się gospodarki w całym kraju. Bez pieniędzy od państwa, nakłaniania ludzi do przyjazdu tutaj, Bieszczady byłyby dużo bardziej dzikie niż obecnie. I choć nadal wiele im brakuje do minionej świetności, to jakiś niewielki promyk nadziei jeszcze się tli.

Wracając jednak do treści. Każda opowieść różni się stylem i nie wszystkie mogę z czystym sumieniem polecić jako dobrą literaturę. Jednak zdecydowana większość wypada dobrze i szybko przewracałam kolejne strony. Mimo iż były to pamiętniki zwykłych ludzi, wydawać by się mogło, niezbyt ciekawych – to ich losy były jak najbardziej wciągające i ciężko było odłożyć lekturę na bok. Za każdym razem chciałam wiedzieć, co było dalej i dalej. I za każdym razem coraz bardziej doceniałam wszystko co mam.

„Pionierzy” to dobra lektura i ważna książka. Rzuca nieco światła na tutejszą historię i trzeba przyznać, że jest jedną z najbardziej obiektywnych książek jakie czytałam, szczególnie w temacie walk polsko-ukraińskich. Są to słowa naocznych świadków, nie tylko dramatów Polaków ale i Ukraińców, zmuszanych do wstąpienia w szeregi UPA. Nie wszyscy byli źli, w każdym narodzie nie brakuje tych dobrych i tych złych i to właśnie jest napisane. Warto więc wziąć do ręki „Pionierów” i przeczytać jak było naprawdę.

Należy też oddać redaktorom, że przy minimalnej ingerencji w tekst, wydobyli z tych historii ich piękno i autentyczność. Jak już pisałam, nie każdy z pamiętnikarzy miał lekkie pióro, ale żadnej z tych historii nie można byłoby pominąć. Zdecydowanie warto wypożyczyć tę książkę i poświęcić jej kilka wieczorów, jeżeli chce się naprawdę poczuć „klimat” i zrozumieć, dlaczego Bieszczady wyglądają obecnie tak, a nie inaczej.

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.