Poległ po raz drugi pod Jabłonkami

Generał „Walter” to postać do dziś budząca emocje. Kim był człowiek, który „kulom się nie kłaniał”?

fot. Lidia Tul-Chmielewska

Mógł sobie stać…

Wielu mieszkańców z Baligrodu, okolic oraz turystów uważa, że pomnik Świerczewskiego powinien jednak zostać. Pojawiały się głosy, i to nie pojedyncze, by obok monumentu postawić tablicę informującą o prawdziwym, niezakłamanym przez propagandę obliczu generała Armii Czerwonej i gen. broni Wojska Polskiego.

Mieszkańcy przyzwyczaili się do pomnika, turyści również. Jabłonki były jednoznacznie kojarzone z postacią Świerczewskiego. Zatrzymywała się tutaj każda wycieczka – nie tylko w latach „chwały” Świerczewskiego, ale do ostatniej chwili przed rozebraniem pomnika. Demontaż wzbudził wiele emocji, jedni się cieszyli, ale było wiele smutnych wypowiedzi. Wszyscy już znamy historię „Waltera”, a jednak, pomnik nie kuł aż tak bardzo w oczy.

Bohater, ale nie nasz…

“Walter” to postać zdecydowanie kontrowersyjna, działacz komunistyczny, w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku, będąc oficerem Armii Czerwonej walczył przeciwko oddziałom Wojska Polskiego. Ale już w czasie II wojny światowej organizował w ZSRR polskie siły zbrojne. Oskarżano go, że był niekompetentnym dowódcą. Zarzucano mu i błędy w dowodzeniu, co życiem przypłaciło wielu jego żołnierzy. Prawdziwe nazwisko Świerczewskiego brzmi Tenenbaum, do zmiany nazwiska na Świerczewski doprowadził jego ojciec. Młody Świerczewski bolszewikiem stał się w wieku 20 lat, kiedy to został ewakuowany do Rosji, po zajęciu przez wojska niemieckie i austriackie Królestwa Polskiego. W wojnie domowej walczył po stronie czerwonych, a w 1920 roku razem z Armią Czerwoną poszedł na Polskę.

W Hiszpanii przebywał od 1936 do 1938 roku. Jako uczestnik strony republikańskiej obrał sobie pseudonim Walter, jako dowódca dowodził kilkoma Dywizjami. Wsławił się w walkach i niestety w niezbyt pochlebnym pijaństwie, gdzie po pijanemu rozstrzeliwał jeńców wojennych i własnych podkomendnych.

Błędy i niekompetencja

Po rozpoczęciu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941, Świerczewski został dowódcą 248 Dywizji Strzeleckiej na Froncie Zachodnim. I tutaj na skutek błędnych decyzji i nieprawidłowego dowodzenia 248 Dywizja poniosła ciężkie straty i została rozbita w listopadzie 1941 podczas manewru odwrotu. Straty były ogromne, albowiem po paru dniach z 10 tys. żołnierzy podlegających Świerczewskiemu przy życiu pozostało zaledwie pięciu. Dowództwo, widząc niekompetencję i alkoholizm „Waltera”, na dwa lata przesunęło go do szkolenia rezerw. Decyzję tę podjął marszałek Żukow nie chcąc narazić się Stalinowi, który wcześniej osobiście zabiegał o przydzielenie Świerczewskiego do Armii Czerwonej. Fakt, jest niezmienny – Świerczewski większość rozkazów wydawał w stanie nietrzeźwości, i miało to tragiczne konsekwencje dla żołnierzy. Błędy dowódcze spowodowały, iż w 1942 „Walter” został skierowany na tyły frontu, gdzie został dowódcą 43 Zapasowej Brygady Strzeleckiej w Syberyjskim Okręgu Wojskowym.

Historia z Polską w tle…

W sierpniu 1943 roku Stalin skierował „Waltera” do organizowanych pod swym patronatem Polskich Sił Zbrojnych w ZSRR. W marcu 1944 roku awansował do stopnia generała dywizji WP i został mianowany zastępcą dowódcy 1 Armii Wojska Polskiego do spraw liniowych. Alkoholizm jego jednak w dalszym ciągu doprowadzał do konfliktów na liniach służbowych z przełożonymi i podwładnymi. Nadal lekceważył życie żołnierzy, co doprowadzało do licznych konfliktów z generałem Zygmuntem Berlingiem.

W grudniu 1944 roku został dowódcą 2 Armii WP podczas tzw. operacji łużyckiej. Na jej czele brał udział w działaniach bojowych w forsowaniu Nysy Łużyckiej, w kwietniu i maju 1945 roku, gdzie znowu wykazał się niekompetencją w dowodzeniu.  Tylko dzięki interwencji Dowódcy Frontu, marszałka Iwana Koniewa, oraz ściągnięciu posiłków sowieckich i przegrupowania pozostałych oddziałów polskich, 2 Armia WP uniknęła całkowitej klęski, jednak w bitwie pod Budziszynem powierzona dowództwu Świerczewskiego 2 Armia Wojska Polskiego poniosła porażkę, a straty wśród żołnierzy były ogromne. Niestety przyczyną niepowodzenia były błędy Świerczewskiego w dowodzeniu, oraz nieustanne spożywanie alkoholu, narastające konflikty z podwładnymi, którzy często odmawiali wykonania części niedorzecznych rozkazów. Decyzje „Waltera” na polu walki, podejmowane pod wpływem alkoholu, kwestionował w szczególności gen. Aleksander Waszkiewicz.
Świerczewski pomimo ogromnych błędów dowódczych i przyczynienia się do klęski podległych mu oddziałów, 1 maja 1945 roku został mianowany generałem broni.

Od 14 lutego 1946 roku pełnił funkcję II wiceministra Obrony Narodowej. Od 1944 roku był członkiem KC PPR.

Jabłonki 21 luty – rozbiórka pomnika

Miał kulom się nie pokłonić….

W marcu 1947 roku wyjechał na inspekcję garnizonów wojskowych w Bieszczadach, gdzie trwały walki z partyzanckimi oddziałami UPA. Podczas inspekcji w Baligrodzie, Generał – ponownie ciągle nietrzeźwiejący, nagle podjął decyzję o wyjeździe do Cisnej, gdzie mieściła się placówka Wojsk Ochrony Pogranicza. Generał jechał otwartym samochodem marki Dodge, między dwoma samochodami z obstawą (w pierwszym szesnastu żołnierzy i dwóch oficerów, w drugim dziewiętnastu żołnierzy). Tuż za Baligrodem jadący na czele kolumny samochód uległ awarii i Świerczewski kazał jego załodze dogonić grupę po naprawie, sam zaś kontynuował jazdę zabezpieczony już tylko z tyłu. Nagle padły strzały, słychać było nawoływania w języku ukraińskim. To oddziały dwóch sotni UPA – „Chrina” i „Stacha” urządziły zasadzkę na konwój, którym wedle uzyskanej informacji ma podążać „ktoś ważny”. Ukraińcy nie wiedzą jeszcze, że tym kimś jest generał LWP i wiceminister obrony narodowej, Karol Świerczewski, ps. „Walter”.  Po krótkiej wymianie ognia, generał otrzymawszy trzy kule: jedną w brzuch i dwie w plecy, osuwa się ciężko ranny na ziemię, umiera w ciągu godziny, nie doczekawszy przyjścia pomocy. Wraz z nim ginie jeszcze dwóch członków jego obstawy: ppor. Krysiński i kapral Strzelczyk.

Generał Karol Świerczewski - banknot

Generał Karol Świerczewski – banknot

Upowcy, dopiero po kilku dniach dowiedzieli się, kto jechał w konwoju. Tak wspomina rozmowę „Chrina” z podwładnymi podczas stacjonowania bandy w okolicach Terki p. Wronowski: „My ubyły chudowny ptaszku pod Jabłonku”. Wokół okoliczności śmierci generała krąży wiele legend. Jedno jednak jest pewne, nie ma takiego generała, w dowództwie polskim, którego by tak sławiono w literaturze, śpiewano pieśni, pisano wiersze, a wreszcie stawiano pomnik – tak znany, że był wręcz symbolem walki i bohaterstwa.

Pomnik Świerczewskiego został odsłonięty 18 kwietnia 1948 roku i był miejscem składania przysięgi na wierność ojczyźnie – przyrzekali harcerze ZHP, żołnierze, milicjanci.  Jabłonki stały się miejscem „pielgrzymek”. W 1962 roku został odsłonięty nowy pomnik kilkakrotnie większy od pierwszego. Zaprojektowany przez rzeźbiarza Franciszka Strynkiewicza, został zbudowany z granitu, symbolizując mury hiszpańskiej Grenady. Na zwieńczeniu stanął piastowski orzeł wykuty z czołgowych blach. W otoczeniu pomnika zostały wyłożone kwadratowe płyty betonowe. Otwarto w pobliżu kiosk z pamiątkami, letni bar i schronisko młodzieżowe. Z niewielkiej zapomnianej osady – Jabłonki stały się miejscem znanym w całej Polsce. Peanów o życiu Waltera przybywało, legend również.  O Świerczewskim pisano książki, wiersze, doczekaliśmy się jego wizerunku na banknocie, organizowano rajdy wolterowskie, parady, uroczyste przysięgi i warty honorowe, jego imieniem nazywano szkoły, ulice, osiedla. Książeczka „O człowieku, który się kulom nie kłaniał” autorstwa Janiny Broniewskiej – stała się lekturą szkolną, do tej pory pamiętaną przez tyle lat.

archiwum Andrzej Lenart

W 1985 roku powstał dom pamięci poświęcony generałowi. Kolosalne pieniądze, marmurowe posadzki, miedź na dachu. Sprzedany później za bezcen. Wraz z upadkiem komuny, mit i cała oprawa o historii generała zaczęła upadać. Coraz częściej oficjalnie się mówiło o prawdziwym obliczu generała zdrajcy, generała alkoholika.

Jabłonki Karol Świerczewski
Jabłonki Karol Świerczewski

Generał poległ w tym samym miejscu po raz drugi

21 lutego 2018 roku po raz drugi w tym samym miejscu „poległ” Świerczewski.

Obelisk stał na gruncie Skarbu Państwa, zarządzanym Nadleśnictwa Baligród. Ustawa tzw. dekomunizacyjna nakazuje usunąć pomnik będący gloryfikacją ustroju totalitarnego.  Resztą zajął się IPN. Rozbiórka trwała dwa dni, w asyście kamer i aparatów fotograficznych.

Jabłonki – miejsce gdzie stał pomnik Świerczewskiego

Zgodnie z ustawa IPN o dekomunizacji, pomnik przestał istnieć. Jednak historii, która była nie odbierze ludziom inna historia. Pozostały tysiące fotografii, pozostały wspomnienia ludzi, którzy tutaj byli. To kawałek życia każdego dojrzałego obecnie człowieka, który na tyle realnie jest w stanie oceniać przeszłość, mając wiedzę o prawdziwym obliczu Generała, że pomnik nie jest niczemu winien i niczemu nie zagraża. Był pewnym symbolem i mógł zostać symbolem – tyle, że z prawdziwą historią. Był elementem krajobrazu.

Jabłonki Karol Świerczewski

Za kilka lat Jabłonki będą ponownie kurcząca się osadą, plac zarośnie olchą szarą, a kolejne pokolenie, będzie szukać po książkach wiedzy, gdzie stał pomnik, tak jak my teraz szukamy starych piwnic, czy śladów po cerkwiskach – również kiedyś niszczonych w „słusznej” sprawie.

Historia kołem się toczy……

źródła:

3 obieg.pl Kontrkultura Informacji

Bieszczady PRL u 2 – Krzysztof Potaczała

2 komentarze

Leave a Reply

Your email address will not be published.