Roczniki “Bieszczad” Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. Oddział Bieszczadzki

Cykl „Bieszczady na kartach książek” nie byłby kompletny bez choćby wspomnienia o rocznikach „Bieszczad” Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Oddziału Bieszczadzkiego. Pierwszy ich numer ukazał się w 1993 roku i był po prostu sprawozdaniem z prac Towarzystwa Opieki nad Zabytkami w Michniowcu.

Później, rok po roku, ilość materiału rosła – a co za tym idzie, roczniki były coraz grubsze i bogatsze w informacje. A, co warto podkreślić, ze względu na charakter tych publikacji, te informacje są bardzo cenne i można ich być pewnym. Dodatkowo zadaniem autorów jest ocalenie od zapomnienia zabytków, których nie dało się uratować, stąd roczniki pełne są archiwalnych zdjęć, szkiców i map. Jednym zdaniem, dostajemy do ręki małe kompendium wiedzy z każdego, poruszanego tematu.

Jak już wspomniałam, rokrocznie Bieszczad jest coraz obszerniejszy. Nie jest to reguła, ale tendencja. Artykuły dotyczą zabytków istniejących i tych, po których ślad zaginął. Opisują historie wsi od ich powstania, poprzez rozkwit (najczęściej w latach przedwojennych), aż do teraźniejszości. Pisane są przez członków Towarzystwa Opieki nad Zabytkami ale nie tylko. I chociaż wydawać by się mogło, że sprawozdania będą rzeczowe i bezosobowe, to te w „Bieszczadach” bywają jak najbardziej osobiste, spisywane jak wspomnienia, nie raporty, i przypominające w formie gawędziarskie opowieści. Może nie wszystkie, ale te na które ja trafiłam przeglądając domową kolekcję.

Najbardziej interesował mnie temat mojej rodzinnej miejscowości i to właśnie w rocznikach znalazłam na jej temat najwięcej wiadomości. Pokolenie pamiętające czasy przedwojenne powoli znika i niedługo nie będzie już osób opowiadających o tamtych czasach. Roczniki natomiast przetrwają – nie dość, że z potężną dawką informacji to jeszcze wieloma niedostępnymi już zdjęciami czy mapami.

Jednak „Bieszczad” to też idealna publikacja dla osób, które chcą dopiero poznać Bieszczady. Kolejne artykuły mogą być inspiracją do zaplanowania wycieczek tematycznych i na pewno ułatwią odnajdywanie danych zabytków. Przede wszystkim jednak świetnie spełnią się w roli przewodnika. Artykuły mają zazwyczaj po kilka stron – wystarczająco by zaciekawić czytelnika i przedstawić mu najważniejsze fakty.

Roczniki „Bieszczad” to sukcesywnie realizowany, świetny projekt, dzięki któremu można uchronić od zapomnienia wiele ważnych dla mieszkańców Bieszczadów miejsc. Mam nadzieję, że nadal będą powstawały, bo miejsc wartych opisania w „dzikich Bieszczadach” nie brakuje. Tymczasem polecam zapoznanie się z dwudziestoma numerami, które już się ukazały i zabieranie ich do torby podczas podróży w te rejony. Zdecydowanie ułatwią wybór kierunku podróży i sprawią, że zwiedzanie stanie się bardziej interesujące – a Bieszczady nieco mniej dzikie i nieokiełznane.

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.