Stanisław Miszczak – niezwykły pasjonat historii Bieszczadów

Stanisław Miszczak – obecnie na emeryturze, urodził się w Krośnie nad Wisłokiem. Wraz z rodzicami w 1960 roku przybył w Bieszczady i tu się osiedlił na stałe. W swojej pracy zawodowej miał okazję do przemierzenia całych Bieszczadów – powiat leski i bieszczadzki oraz poznania i porozmawiania z wieloma ich mieszkańcami. Od lat prywatnie pasjonuje się historią swojej miejscowości oraz całego regionu.

Mieszkasz od wielu lat w położonej na uboczu i raczej mało znanej turystycznie miejscowości, kim są jej mieszkańcy?

– Tak, Bandrów Narodowy to wieś leżąca wprawdzie w pobliżu Ustrzyk Dolnych, miasteczka przez które przejeżdża każdego roku mnóstwo turystów, ale kierują się oni głównie ku wysokim Bieszczadom, w stronę Ustrzyk Górnych. Tu mało kto zagląda. Obecni mieszkańcy Bandrowa to są wszystko ludzie, którzy tu – jak to się mówi – zostali „przesiedleni”. Najwięcej jest osób z Rzeszowszczyzny, są też rodziny górali z Podhala. Ale mieszkali tu także autentyczni Łemkowie, ale już ich nie ma, gdyż wyjechali stąd całe lata temu. Cała ta akcja ponownego zasiedlania Bandrowa rozpoczęła się w roku 1954.

Kto tu zatem mieszkał wcześniej?

– Bandrów Narodowy przed II wojną światową to była wieś wielonarodowościowa, gdzie wspólnie mieszkali Rusini, Polacy, Żydzi oraz Niemcy. Tych ostatnich sprowadzono tu pod koniec XVIII wieku w ramach tzw. kolonizacji józefińskiej i zamieszkali we wschodniej części miejscowości nazwanej Bandrów Kolonia. Już w czasie wojny zaczęły się wysiedlenia i czystki wśród ludności – jeszcze pod okupacją niemiecką.

A co się stało z tutejszą społecznością Niemców?

– Tu są pewne niejasności. Według jednych przekazów zostali stąd wysiedlenie jeszcze w roku 1939, tuż pod tym jak wkroczyli tu hitlerowcy, gdzieś w okolice Grudziądza. Według innych źródeł wysiedlono ich stąd  dopiero po roku 1944, po tym jak tereny znalazły się w granicach ówczesnego Związku Radzieckiego. W latach 70. i 80. często zdarzały się takie przyjazdy sentymentalne w odwiedziny dawnych niemieckich osadników, ale obecnie jest to już coraz rzadsze.

A Ty Stanisławie jak tu trafiłeś?

–  Przyjechałem do Bandrowa wraz ze swoimi rodzicami, dokładnie 3 lipca 1960 roku o godzinie 5.00 rano, a była to niedziela. Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie do dziś, ze wszystkimi szczegółami, włącznie z tym co jadłem wtedy na obiad. I wrosłem w to miejsce tak bardzo, że nie wyobrażam sobie żeby zamieszkać gdzie indziej. Czuję się tu teraz jak u siebie. To jest moje miejsce na Ziemi.

Jak wiem pasjonujesz się też dziedzictwem historycznym tych okolic?

– Tak, jestem w tej branży amatorem, ale staram się dotrzeć do wszelkich źródeł mówiących o tym kto tu mieszkał, ludzi. Większość dawnej społeczności Bandrowa Narodowego stanowili Rusini, ale co ciekawe księżmi grekokatolickimi byli w 80% Polacy. Po prostu Rusińscy chłopi byli za biedni aby się kształcić. Co ciekawe mieszkali tu także Grecy, których tu sprowadzono w latach 50. poprzedniego stulecia. Staram się także odnaleźć wszelkie materialne ślady jakie jeszcze tu pozostały po dawnych mieszkańcach. Zresztą, nawet za własne pieniądze odnawiam, w miarę możliwości, stare przydrożne kapliczki i krzyże. Niestety duża część krzyży przydrożnych, szacuję że jakieś 70%, została niestety zniszczona po zakończeniu II wojny światowej.

Ale tuż obok Twojego domu znajduje się dawny cmentarz ewangelicki

– Tak, z prywatnej inicjatywy też go uprzątnąłem na ile się tylko dało, uporządkowałem nagrobki. Tablicę nagrobną byłego proboszcza ewangelickiego, która była całkowicie rozbita, pokleiłem, umieściłem na piaskowcu z krzyżem i jakoś tu już wygląda. Inne z nagrobków też były poniszczone w różnym stopniu, odnowiłem je na ile się na tym znam. Natomiast w odnowieniu elementów metalowych pomógł mój znajomy, pan Józef. Niektóre krzyże trzeba było zrobić zupełnie od nowa, w sensie wykonać metalowe odlewy.

Ale ostatnimi laty bardzo dużo czasu, praktycznie pół roku, spędzasz w samym sercu Bieszczadzkiego Parku Narodowego, czy tam natrafiłeś na jakieś cenne historyczne pamiątki?

 – Dokładnie to w Wołosatem, pod samą Tarnicą przebywam. Z rzeczy niezwykle unikatowych i ciekawych to udało mi się odnaleźć serce dzwonu z nieistniejącej już cerkwi grekokatolickiej na dawnym cmentarzu tej miejscowości. Tak jak sobie tu siedziałem, to zawsze w niedzielę rano w mojej głowie pojawiała się taka myśl, takie wyobrażenie, o tym jak to właśnie w tym dniu odświętnie ubrani Bojkowie idą na poranną mszę do cerkwi. I wtedy zawsze marzyło mi się żeby kiedyś odnaleźć serce dzwonu, którego dźwięk wzywał ich na nabożeństwo. No ich w końcu udało mi się to!

A co się stało z samym dzwonem z Wołosatego?

– Otóż, ten dzwon został odnaleziony po wojnie i przez jakiś czas był przechowywany w stodole, by w końcu trafić do cerkwi w innej miejscowości. Ale co się okazało, że w dzwonie nie ma serca. Zlecono więc dorobienie do niego nowego serca w słynnej ludwisarni w Przemyślu.

Miałeś może okazję do spotkania z dawnymi mieszkańcami, którzy po wojnie zostali wysiedleni z Wołosatego na teren obecnej Ukrainy?         

 – Z samymi mieszkańcami to nie, ale z ich potomkami. Kiedyś przyjechał tu, do Wołosatego, w odwiedziny niejaki Rusłan, którego dziadek jak się okazało urodził się w przedwojennym Wołosatem. Natomiast na dawnym cmentarzu znajduje się grób jego stryja. Z jego relacji wynikało, że spora część dawnych mieszkańców Wołosatego została przesiedlona w okolice Stanisławowa (obecnie jest to Iwano-Frankiwsk), gdzie zajęli domy po mieszkających tam wcześniej Polakach. Jak mi opowiedział zostali oni przepędzeni pieszo w okolice Przełęczy Beskid, gdzie pod gołym niebem przez dwa tygodnie musieli czekać na transport.

Posiadasz w swojej kolekcji jeszcze jakiś inne ciekawe znaleziska?

– Mam przykładowo fragment dzwonu, który pochodzi z dawnego zboru jaki znajdował się w Bandrowie Narodowym, gdzie mieszkam. Udało mi się także odnaleźć krzyż z niego, na którym widoczne są ślady od kul. Podobne ślady od kul znajdują się zresztą na blasze kopuły zboru. Była to świątynia murowana, która została wysadzona w powietrze podczas II wojny światowej, w czasie gdy te tereny znajdowały się pod okupacją Związku Radzieckiego. Zaś dawni mieszkańcy Bandrowa Narodowego (za wyjątkiem wspomnianych wcześniej  Niemców) zostali najprawdopodobniej przesiedleni na teren obecnej Ukrainy – w rejon Odessy.

Czy w tych poszukiwaniach śladów historii pomagają Ci też inni mieszkańcy Bandrowa Narodowego?

–  Muszę z przykrością stwierdzić, że niestety współcześni mieszkańcy w ogóle nie interesują się przeszłością tego miejsca. Powiem więcej, chociaż to zabrzmi bardzo źle, ale wydaje mi się nawet, że spora część dzisiejszych „Bieszczadników” chciałaby się nawet odciąć od historii tych ziem.

Ale Bandrów Narodowy słynie z tego, że zachowało się tu jeszcze sporo tradycyjnych starych drewnianych domów?

– Tak, dla przykładu dom w którym ja teraz mieszkam pochodzi sprzed II wojny światowej. Nie chcę zmieniać, chcę w nim dożyć spokojnie do kresu swojego życia.

Dziękuje za poświęcony czas na rozmowę.

Grzegorz Sitko

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.