Święto Szczepana w dawnej obrzędowości

26 grudnia. Z samego rana w ten dzień gospodarze szli do swych zwierząt, dając bydłu opłatek i jedzenie, które odkładano podczas spożywania wieczerzy. Dawano także koniom siano z wigilijnego stołu.

Tego samego owsa sypano też kurom, żeby się dobrze niosły. Wiązano także powrósła ze słomy wziętej spod stołu wigilijnego, by przewiązać nimi drzewa owocowe, które słabo rodzą.

W kościołach odbywało się święcenie owsa, któremu towarzyszył zwyczaj „kamienowania” księdza poświęconym już ziarnem. Po przejściu z kościoła gospodarze sypali też poświęcone ziarno w zachwaszczone pola, mówiąc „Uciekaj diable z ostem, bo ja tu idę z owsem. Zbieraj to przeklęte ziele, bo ja tu owies sieję.”

Adam Szary

fot. wikipedia. org

Choć w dzień Św. Szczepana panował zwyczaj obsypywania owsem wszystkich i wszystkiego, to nie zawsze oznaczało to “kamienowanie”. Często miało to na celu uchronienie obsypywanego od chorób i klęsk. “Na szczęście, na zdrowie, na ten święty Szczepan” pozdrawiali domowników przybywający goście, rzucając owsem po to, by gospodarze w nadchodzącym roku nie cierpieli na wrzody.

Jednak Świętego Szczepana to przede wszystkim powrót do pracy, do dbania o plony i całkowite przeciwieństwo Bożego Narodzenia. Gospodarz musiał z samego rana iść w pole i do sadu. W sadzie odbywały się ciekawe praktyki, mające na celu uchronienie drzew od zarazy – obwiązywano je powrósłami skręconymi z wigilijnego snopa, przywiązywano do nich kamienie, obsypywano makiem by owoce były liczne jak nasiona maku, albo  też straszono je siekierą… Przy tej ostatniej praktyce odwoływano się do zapisu z Nowego Testamentu:

Już siekiera do korzeni drzew jest przyłożona. Każde więc drzewo, które nie wydaje owocu, będzie wycięte i w ogień rzucone [Mt. 3. 11]

Możnaby rzec, że co kraj to obyczaj, ale tak naprawdę w każdej gminie były inne sposoby na dobre zbiory.

Kolejną cechą tego święta było występowanie dwóch rodzajów kolędników. Ci chodzący po domach przed sumą nazywani byli “owsiorzami”. Byli to dorośli, którzy obsypywali domowników owsem i składali życzenia. Następnie, po sumie, gdy ksiądz poświęcił owies, pojawiali się inni kolędnicy. Podobni do tych, którzy obecnie nas odwiedzają.

Innym, bardzo często praktykowanym zwyczajem było chodzenie “śmieciarzy”. Na łemkowszczyźnie i u Zamieszańców ten dzień nazywano wymitnyj. U Zamieszańców, oprócz “śmieciarzy” pojawiali się też “cyganie”. Ich rola polegała niejako na sprawdzeniu, czy po lenistwie dnia poprzedniego uprzątnięto już słomę z podłogi. Dlatego też dziewczęta w Boże Narodzenie, po północy, uprzątały izbę.

Kar za nieporządek było wiele. Głównie “wiązano” dziewczyny powrósłami ze słomy w snopek, albo sprzątano jej izbę i kazano się wykupować wódką. Oczywiście, chodziło o panny – ponieważ śmieciarzami byli kawalerowie, natomiast sam zwyczaj miał charakter “towarzyski względnie matrymonialny”. Czasami nawet takie “śmieciowanie” było zapowiedzią zaręczyn. Jednak nie zawsze panny miały tyle szczęścia. Nielubiane panny karano dotkliwiej i wymyślano im przeróżne tortury. A to przebierano za snop siana i stawiano na środku izby, żeby robić sobie z niej żarty, a to wysypywano im drogę słomą, tak aby wszyscy wracający z kościoła to widzieli albo też wieszano przed domem kukły z organami płciowymi zrobionymi z warzyw. Kreatywność śmieciarzy nie znała granic.

W Wetlinie i Wołosatem (dawna Bojkowszczyzna) kukły przedstawiające groźne postacie mężczyzn i kobiet z przerośniętymi organami płciowymi odnotowano jeszcze w 1934 roku. Takie niechciane prezenty lokowano w miejscach trudno dostępnych, najczęściej wieszano na wysokich drzewach – tak aby panny nie mogły ich tak łatwo zdjąć i zniszczyć…

Na szczęście następnego dnia obchodzono święto Jana Ewangelisty i kończyły się męki panien i końskie zaloty śmieciarzy 😉

***

Jeśli chcecie poznać lepiej dawne zwyczaje i obrzędy, polecam lekturę książek “Ludowe obrzędy doroczne w Polsce południowo-wschodniej” Andrzeja Karczmarzewskiego  oraz “Tajemnice bieszczadzkich roślin wczoraj i dziś” Adama Szarego, na podstawie których powstał ten tekst.

 

Marta Kusz

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.