Tworylne – nieistniejące

W rozstrzelanej chacie rozpaliłem ogień,

Z rozwalonych pieców pieśni wyniosłem węgle.

Naciągnąłem na drzazgi gontów błękitną płachtę nieba.

Będę malować od nowa  wioskę w dolinie.

Święty Mikołaju opowiedz jak to było

Jakie pieśni śpiewano, gdzie się pasły konie.

A on nie chce gadać ze mną po polsku

Z wypalonych źrenic tylko deszcze płyną.

Hej ślepcze nauczę swoje dziecko po łemkowsku

Będziecie razem żebrać  w malowanych wioskach.

słowa A. Wierzbicki

Bieszczady, piękne, malownicze, mieniące się barwami łagodności o każdej porze roku. Zachwycają nas połoninami, wschodami i zachodami słońca, zielonymi krajobrazami, leśnymi szlakami, błękitnym zarysem łagodnych szczytów.

Bogactwo Bieszczadów to nie tylko krajobraz, to nie tylko „bieszczadzkie przypadki”, „bieszczadzkie anioły”, „zakapiorskie Bieszczady”, czy zapora na Solinie.  Bieszczady mają swoją bolesną historię, swoje „krajobrazy nieistniejących wsi”, miejsca gdzie stanął czas.

Takim miejscem, do którego tym razem mnie oczy poniosły, jest jedna z nieistniejących wsi w Bieszczadach – Tworylne. Smutna zimowa aura, stalowe niebo, odsłonięte ruiny, piwnice – milczące ślady tego, co kiedyś tętniło życiem, pachniało chlebem… żyło.

Dawno nie czułam tak głębokiego wzruszenia, takiej gonitwy myśli – przy jednoczesnym wyciszeniu. Miejsce szczególnie polecam osobom wrażliwym i znającym bolesną historię tych, co musieli stąd odejść. Krzyczący i „luksusowy” turysta, szukający „konsumpcyjnych” atrakcji – tego tutaj – w Tworylnym nie znajdzie i niech to miejsce omija.

Do wsi najlepiej dostać się od Rajskiego (do skrzyżowania przy moście można dojechać samochodem), od parkingu pieszo lub rowerem. Czeka nas spacer wzdłuż Sanu ok. 45 min. Wytrawnym poszukiwaczom i obserwatorom polecam porę roku – od późnej jesieni do wczesnej wiosny – kiedy to matka natura, pilnie strzegąca swych tajemnic za zieloną kurtyną traw w okresie letnim – odsłania swoje tajemnice. Widok tej wsi, starych drzew owocowych, znaczących dawne sady, gruzowisk i elementów ruin i piwnic – zapiera po prostu dech. Możemy sobie tylko wyobrazić jak było to duże skupisko ludzi.

ujścia potoku Sasz, dolina otwiera się tworząc niedużą kotlinę, o niezwykłym uroku. Pusta, głusza dookoła, a przecież kwitło tutaj życie, pełne ludzi mieszkających w bojkowskich chyżach.

Tworylne powstało ok. 1456 r – jako jedna z pierwszych wsi pod Otrytem. To jedna z najstarszych wsi z doliny Sanu. Wieś była dość duża i dobrze zagospodarowana, a od 1526 roku posiadała własną cerkiew. W 1939 roku wojna podzieliła wieś granicą Sanu na niemiecka i rosyjską. Z tego okresu pochodzi strażnica niemiecka, po której widzimy pozostałość schodów i piwnicy. W 1946 roku cała ludność Tworylnego została wysiedlona, a zabudowania i cerkiew zniszczono i spalono.

Obecnie widzimy tam ruiny zagrody dworskiej i najstarszej części wsi. Wszędzie widać drzewa owocowe (obecnie numerowane przez Nadleśnictwo).

W otoczeniu ruin możemy zobaczyć sztuczne stanowisko do rozrodu węży Eskulapa (stos kamieni i trocin).

Przez wieś biegnie piękna nawet obecnie – aleja dworska, oznaczona szpalerem drzew po obu stronach drogi. Widzimy również pozostałości stodoły dworskiej (charakterystyczne filary) oraz stajni dworskiej.

Uważnie idąc w górę alei, po prawej stronie zobaczymy obszerną dwukomorową piwnicę (latem praktycznie zarośniętą bujną roślinnością). Natomiast po lewej stronie ruiny dzwonnicy parawanowej i obok fundamenty podmurówki cerkwi drewnianej z 1876 r, greckokatolickiej pw. św. Mikołaja, trójdzielnej (prezerbiterium, nawa, babiniec). Obok cerkwi przewrócony drewniany krzyż, jest także widoczna krypta grobowa, która znajdowała się pod kaplicą dworską.

Gdy pójdziemy w górę drogi w kierunku Krywego, zobaczymy cmentarz wiejski, gdzie jest niewiele nagrobków i żeliwnych krzyży.  Niezwykłe to miejsce. Warto w skupieniu chwilę tutaj pobyć. Zadumać się nad ironią losu, bo Ci, co tutaj odeszli z życia, a jednak zostali – niewysiedleni, są na swojej ziemi. Tacy bezimienni gospodarze tego miejsca, tej opuszczonej wsi.

Naprawdę przejmujące to miejsce, pełne magicznego i tragicznego klimatu. Teraz gospodarzą się tutaj żubry i wilki. Latem dolinka wypełniona jest kakofonią dźwięków owadów, barw i zapachów kwiatów na łąkach. Miejsce niepowtarzalne. Jedyne.

Po takiej wyprawie, pozostaje nam zagłębić się we własnej duszy i odtworzyć w pamięci każdy szczegół tego, co jeszcze jest. To co zostało zniszczone, to co niszczeje nadal, przyroda pokrywa zielonym całunem, by zazdrośnie strzec smutku tego miejsca.

Polecam z całego serca to miejsce – tym – co docenią Bieszczady właśnie od TEJ „ nie pop-turystycznej” strony.

Lidia Tul-Chmielewska

 

Mapa:  „Krajobrazy nieistniejących wsi” Stanisław Kłos

 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.