Zagadki zamku Sobień cz. I

Wzgórze Sobień może nie należy do ścisłej czołówki najczęściej odwiedzanych miejsc w Bieszczadach, ale z pewnością zasługuje na popularyzację. Jest to bowiem zarazem rezerwat przyrody, miejsce, z którego rozciąga się jedna z najpiękniejszych panoram na dolinę Sanu i w którym znajdują się jedne z najbardziej malowniczych ruin, osnutych mgłą tajemnicy i nawiedzanych przez tajemnicze białogłowy… Zwłaszcza nocą.

Sobień posiada zarazem arcyciekawą historię, związaną z jednym z dwóch najważniejszych dla osadnictwa w Bieszczadach rodów. Historię, wokół której narosło przez lata wiele uproszczeń i nieścisłości, do wyjaśnienia których chcemy Was zaprosić. Dlatego zachęcamy nie tylko do wspięcia się na zamkowe wzgórze, ale i zagłębienia się w czasy, kiedy Sobieniem „z przyległościami” rządził dumny ród Kmitów.

Jeśli udacie się pod zamek, powita Was specjalna tablica. Informuje ona, że „Góra Sobień była punktem obronnym już w XIII w. Istniała tu wtedy drewniana warownia z basztą i należała do Węgier“. Położona nad Sanem, wyniosła góra z pewnością była punktem obronnym i wcześniej, ale skąd tam Węgrzy? Czy prawdą jest, że Węgrzy obwarowali to miejsce?

Odpowiedzi na to pytanie spróbujemy poszukać nieco później. Nie ma co bowiem ukrywać, że bardziej nurtujące jest inne pytanie: kto zamek, położony w tak pięknym miejscu, i tak zarazem obronny, obrócił w ruinę?

Z tablicy informacyjnej dowiadujemy się co następuje: „Na przełomie XV i XVI wieku zamek był dwukrotnie zdobywany i niszczony przez Węgrów, po najeździe w roku 1512 odbudowa oraz rozbudowa stały się nieopłacalne. Kmitowie przenieśli się do Leska, a zamek od tego czasu pozostał ruiną.”
Niby logiczne, ale każdy znający nieco polską historię zainteresuje się informacją o najeździe węgierskim w 1512 r.

Faktyczny najazd węgierski na południową Polskę miał natomiast miejsce w 1474 r. Powodem była wojna, jaka rozgorzała pomiędzy ówczesnym królem Węgier Maciejem Korwinem a Władysławem Jagiellończykiem, najstarszym synem króla Polski Kazimierza Jagiellończyka. Władysław w 1471 r. został wybrany na króla Czech, ale prawa do korony czeskiej rościł sobie także Korwin. Nic zatem dziwnego, ze doszło do wojny. Oddziały polskie wkroczyły na Górne Węgry i dotkliwie je zniszczyły, o co zadbali faktycznie dowodzący oddziałami polskimi Piotr Dunin i Paweł Jasieński.

Faktycznie, bowiem nominalnie na czele wyprawy stanął brat Władysława, trzynastoletni wówczas królewicz Kazimierz. Krótka ale najwyraźniej intensywna kampania wojenna była dla niego tak wstrząsająca, że stał się niezwykle pobożny i cieszył się opinią niemal świętego. Został nim zresztą faktycznie po niespodziewanej, przedwczesnej śmierci w 1484 r.

Natomiast we wspomnianym 1474 r. nastąpił odwet Macieja Korwina. Król Węgier wysłał na pograniczne tereny Królestwa Polskiego sześciotysięczny oddział dowodzony przez pochodzącego ze Słowacji Tomasza Tarczaya, Ten najechał i spustoszył pogranicze aż po Jasło, Pilzno i Muszynę. Nie udało mu się natomiast zdobyć Gorlic i Krosna. Legenda mówi o tym, że kiedy jego oddziały spaliły szpital przy kościele pw. Św. Ducha, na przedmieściu Krosna, nawiedziły go ogromne wyrzuty sumienia i miast dobywać miasto, podarował krośnieńskim rajcom 200 grzywien na odbudowę…
Jest to co prawda tylko legenda, ale…

Ale na to, że wówczas oddziały Tarczaya dotarły do Sobienia nie ma innych dowodów. O najeździe węgierskim i obleganiu zamków czy spustoszeniu miast i wsi pomiędzy Muszyną na zachodzie a Krosnem i Duklą na wschodzie wspominają kronikarze Jan Długosz, Marcin Bielski czy Marcin Kromer, potwierdzając niejako, że siły węgierskie poza Krosno nie dotarły. Nie piszą także o zniszczeniu zamku autorzy dziewiętnastowieczni, poza jednym źródłem – Słownikiem Geograficznym Królestwa Polskiego (t. X, Warszawa 1889), który nie dość, że informuje o tym jako o przypuszczeniu i nie podaje źródła, to jeszcze – delikatnie mówiąc – nie cieszy się najlepszą opinią jako źródło historyczne w odniesieniu do czasów staropolskich.


W latach 60. XX w. na wzgórzu zamkowym prowadzone były badania archeologiczne, które przyniosły dowody na zburzenie murów obronnych. W sprawozdaniu z tych badań Tadeusz Żurowski połączył owe zniszczenia z informacją Słownika o najeździe Węgrów, co w 1974 r. zostało uwzględnione w pomnikowym dziele B. Guerquina „Zamki w Polsce” i …trafiło pod strzechy a i zagościło w Internecie.

Tymczasem już najwybitniejszy znawca dziejów tej ziemi – prof. Adam Fastnacht zwracał uwagę, że – nie negując faktu zburzenia murów obronnych zamku Sobień – nie ma żadnego źródłowego potwierdzenia dla tezy, że w 1474 r. Węgrzy zniszczyli zamek i po tej dacie popadł on w ruinę. Są natomiast dowody na to, że zamek istniał i pozostawał w co najmniej dobrej kondycji.

 Pierwszym – skądinąd ciekawym, jest zapis o sporze toczonym pomiędzy Kmitami a innym możnym i zasłużonym dla Bieszczadów rodem – Balami z Hoczwi. Otóż w 1488 r., a więc jeszcze za życia Macieja Korwina i Tomasza Tarczaya, „słudzy i ludzie” Kmitów najechali dobra Balów i zabrali z nich 15 baranów, po czym ukryli je na zamku. Działający z ramienia Piotra Bala woźny „przybył pod Sobień, wołał, uderzał w bramę (…)” zaś „jeden z zamku, nie wiadomo kto, mówił, że nie dadzą zająć, ani nie mają baranów i nic o nich nie wiedzą”. Najwyraźniej zatem zamek istniał i pozwalał na schronienie ludziom Kmity, pomijając już kwestię, czy przetrzymywali oni na zamku owe barany, czy też faktycznie nic o nich nie wiedzieli…


W 1505 r. z kolei na pewno był na zamku Stanisław Kmita i do tego zamek musiał być w dobrej kondycji, skoro uroczyście wystawił na sobieńskim zamku przywilej lokacyjny dla Andrzeja Wyderki na założenie wsi Czarna – tej samej, która dziś jest siedzibą jednej z bieszczadzkich gmin.
Na zamku urzędowali burgrabiowie, których rola wzrosła za czasów ostatniego z rodu Kmitów, Piotra, należącego do jednego z najznaczniejszych person w Królestwie Polskim i rezydującego raczej na dworze królewskim niż w bieszczadzkich włościach. Dzięki roli w państwie, Kmitowie mogli uzyskiwać korzystne dla burgrabiów zwolnienia od udziału w wyprawach wojennych, które pochodzą z lat 1509 oraz 1522. Ta ostatnia data rozstrzyga także kwestię rzekomego zniszczenia zamku w czasie najazdu węgierskiego w 1512 r.

Co zatem naprawdę spowodowało jego ruinę?

O tym w następnej opowieści o zagadkach zamku Sobień.

Grzegorz Kubal

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.