Zamek Sobień

Przebywając w okolicy Leska czy Sanoka koniecznie trzeba nieco zboczyć z głównych dróg, aby zwiedzić miejsce naprawdę niepowtarzalne. W połowie drogi między wsiami Manasterzec (do 2006 roku występującą pod nazwą Monasterzec) a Załuż, na szczycie stromego, zalesionego wzgórza, stoją majestatyczne ruiny niezwykłego zamczyska zwanego “Sobień”.

Ruiny zamku Sobień są jednym z kilku średniowiecznych założeń obronnych w południowo-wschodniej Polsce.

Dawniej doliny Sanu strzegł zamek założony na wysokim wzgórzu (450 m), którego powstanie bywa łączone z fundacjami Kazimierza Wielkiego. W czasach kazimierzowskich powstała drewniana warownia. Z kamienia wzniesiono wyłącznie wieżę, której pozostałości zostały do czasów obecnych w narożniku bramnym.

Zamek Sobień

Po 1389 r. król Władysław Jagiełło przekazał warownię Kmitom, którzy przebudowali zamek na przełomie XIV i XV w. Wówczas zamek uzyskał kształt nieregularnego czworoboku dopasowanego do szczytu wzniesienia. Przyjmuje się, że w 1474 bądź w 1512 roku został zniszczony przez Węgrów. Piotr Kmita jako właściciel, nie odbudowywał posiadłości, przeniósł się do Leska.

Od tamtej pory z biegiem lat zamek Sobień niszczeje coraz bardziej. Podczas działań wojennych I i II Wojny Światowej ucierpiał on bardzo. U stóp wzgórza Rosjanie zbudowali dwa bunkry z tzw. Linii Mołotowa strzegące przeprawy przez San. Obecnie wzgórze objęte jest ochroną w rezerwacie przyrody „Góra Sobień”, Występują w nim bardzo rzadkie gatunki kwiatów. Rezerwat najpiękniej prezentuje się wczesną wiosną podczas kwitnienia.

Obecnie z zamku pozostały malownicze ruiny tj.: wieża bramna z zachowaną średniowieczną kamieniarką okien, ruiny budynku mieszkalnego po drugiej stronie wzgórza.

Ze średniowiecznej warowni do naszych czasów zachowały się fragmenty potężnych murów obronnych oraz pozostałości baszty i zabudowań mieszkalnych. Z umieszczonego tu tarasu rozciąga się jedna z najpiękniejszych panoram doliny Sanu, niezmieniona mimo setek lat historii. Można stąd podziwiać widowiskową panoramę doliny Sanu, Leska oraz pasm Bieszczadów. Punkt widokowy wysunięty poza ruiny, nad dolinę Sanu jest największą atrakcją góry Sobień.

Stojąc wśród potężnych murów można sobie łatwo wyobrazić, że podobny widok musiał radować oczy przebywającego tu z wizytą u Kmitów, króla Władysława Jagiełły i jego świeżo poślubionej w sanockim kościele małżonki, Elżbiety z Pilawitów Granowskiej. Warto wspiąć się zatem na to tajemnicze wzgórze, wysiłek zostanie bowiem nagrodzony z nawiązką. Jeśli zdecydujecie się wspiąć na wzgórze o zmierzchu, musicie brać pod uwagę możliwość spotkania zjaw, których tu nie brakuje.

Zamkowi włodarze

Strategiczne położenie sobieńskiego wzgórza docenił król Kazimierz Wielki – a miejsce ku temu było świetne. Wzniesienie o stromych zboczach, otoczone gęstym lasem, dodatkowo bronione jest przez płynący u jego podnóża potok Sobienka, łączący się tu z Sanem. Prawdopodobnie już wcześniej istniała tu jakaś warownia, której początki badacze przesuwają na przełom wiek XIII lub też XIII i XIV stulecia. Pomiędzy rokiem 1389 a 1401 zamek przestał być własnością królewską – Władysław Jagiełło i jego żona – Jadwiga Andegaweńska, podarowali zamek i cały szmat okalających go dóbr ziemskich na własność możnego rodu Kmitów herbu Śreniawa.

Nadanie Sobienia wraz “z przyległościami”, jak to się wówczas określało, było dowodem wdzięczności monarchy za wierną służbę i zasługi oddane dla Królestwa. Nowi właściciele doceniając strategiczne położenie zamku, znacznie go rozbudowali: powiększyli basztę zachodnią, dodali dwa nowe skrzydła zamku – od północy i od wschodu. W roku 1434 powstała też kaplica zamkowa. Pierwszym właścicielem Sobienia był Piotr Kmita, syn starosty krakowskiego Jana, który zginął podczas tłumienia zamieszek w Krakowie.

W młodym wieku został starostą łęczyckim i musiał cieszyć się dużym zaufaniem króla Jagiełły skoro ten w uznaniu jego zasług podarował mu sobieńskie włości. Wkrótce też rozpoczął błyskawiczną karierę urzędniczą otrzymując kolejno starostwo sanockie i sieradzkie, a w końcu powierzono mu urząd wojewody sandomierskiego i krakowskiego. Piotr zmarł w 1409 roku zostawiając wielką fortunę swoim synom – Piotrowi i Mikołajowi. Włości ruskie wraz z Sobieniem przypadły temu pierwszemu, jednak po śmierci tak jego jak i jego syna przejął je ostatecznie w 1434 r. Mikołaj.

Również Mikołaj zasłużył się dla króla Władysława Jagiełły, wspierając go w grunwaldzkiej bitwie dowodzoną przez siebie chorągwią Śreniawitów. Zapewne więc towarzyszył bratu, który w 1417 roku gościł w Sobieniu króla wraz ze świeżo poślubioną żoną Elżbietą Granowską. Spadkobiercy Mikołaja, kasztelana przemyskiego, jego synowie Dobiesław, Mikołaj i Jan będą posiadaczami zamków w Wiśniczu i Sobieniu a także niemal setki wsi. W tym czasie dojdzie też do sporów rodzinnych o Sobień, które nie były wolne od przemocy, niestosownej może wśród krewnych, ale jak najbardziej typowej dla tych czasów i tej ziemi.

Po latach świetności – ciężkie czasy nastały dla zamku

Koniec XV w. oznacza schyłek znaczenia zamku. Często można spotkać pogląd, że jest to wynik najazdu węgierskiego w 1474 r., który jednak opiera się na interpretacji źródeł archeologicznych, pozbawionej oparcia w źródłach pisanych. Gdyby istotnie jednak Węgrzy dotarli wówczas do zamku i zdobyli go po długotrwałym oblężeniu, to zniszczenia nie były na tyle istotne, żeby Kmitowie postanowili opuścić zamek. Przeczą temu informacje źródłowe, wskazujące na co najmniej przyzwoity stan zamku aż do lat 20. XVI w.

Los zamku przesądzili najprawdopodobniej sami Kmitowie, którzy właśnie w latach 70. XV w. wydają się już stawiać na Lesko, nadając mu prawa miejskie a w 1490 r. wyjednując przywileje monarsze na organizowanie cotygodniowych targów i dwóch jarmarków rocznie. Posiadając w nowym mieście drewniane fortalicjum zaczęli zamyślać o opuszczeniu średniowiecznego zamczyska. Niewygodny i niedostosowany do nowych czasów zamek musiał w tej sytuacji zostać skazany na powolne konanie, tym bardziej, że ostatni z rodu – Piotr Kmita – zdecydował się na budowę rodowej rezydencji na innym wzgórzu nad Sanem – właśnie w Lesku.

Zważywszy na fakt, że Piotr wielokrotnie bywał na wawelskim zamku, ciesząc się szczególnym zaufaniem samej królowej Bony nie dziwi jego decyzja o budowie nowej siedziby. W jego zamyśle miał powstać zamek godny jego nazwiska i pozycji, zgodny z wymogami nowej epoki, w której średniowieczny Sobień nie miał już racji bytu. Opuszczone i nieremontowane zamczysko popadało w ruinę przechodząc po wymarciu Kmitów na Stadnickich a potem kolejno Ossolińskich, Mniszchów i Krasickich, zawsze stanowiąc część dóbr leskich.

Tekst jest fragmentem książki “Zamki, dwory i pałace województwa podkarpackiego”, autorstwa Marty Michałowicz-Kubal. 

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.