Zjawy z Sobienia…

Mamy nadzieję, że już się przekonaliście, że warto odwiedzić sobieńskie zamczysko, z którego roztacza się jedna z najpiękniejszych panoram na szeroko rozlany San i majaczące na horyzoncie majestatyczne Bieszczady. Zawitać tu obowiązkowo powinni jednak także tropiciele wszelkich zjaw i dusz potępionych, których na mrocznym wzgórzu jest pełno…

Widok na dolinę Sanu z zamku Sobień

W księżycowe noce pojawia się tu podobno niejaka Małgorzata, młodziutka panna z Węgier, którą zapragnął poślubić starzejący się kasztelan Kmita. Zmuszona do ożenku przez ojca, zakochana bez pamięci w pozostawionym na Węgrzech Andrzeju, nie była w stanie pokochać Kmity. Ten, widząc stale smutną żonę, dostarczał jej wciąż nowych rozrywek – nic jednak nie było w stanie jej rozweselić. Tęskniąc za Andrzejem, wysłała do niego list, z prośbą o spotkanie.

Andrzej wkrótce zjawił się potajemnie w sobieńskim zamku i spotkał się ze swą Małgorzatą. Zakochani nie byli zbyt czujni, ponieważ w tym czasie nie było Kmity w zamku. Młodzi uzgodnili plan ucieczki Małgorzaty i Andrzej wrócił na Węgry. Niestety nie wiedzieli, że wciąż byli obserwowani przez wiernego Kmicie karła, który po powrocie swego pana zdał mu ze wszystkiego relację. Kasztelan kazał za karę zamurować żonę w lochu. Dowiedziawszy się o tym Andrzej próbował uwolnić ukochaną, oblegał nawet zamek. Podczas oblężenia jednak wybuchły znajdujące się tu prochy, które zasypały żywcem zamurowaną Małgorzatę. Odtąd pojawia się w ruinach zamku w Załużu i tęsknie spogląda w stronę Węgier, wypatrując ukochanego…

Nie jest to jedyna zjawa zamku, ukazuje się tu bowiem także duch młodej dziewczyny z dzieckiem na ręku… Jest to, jak chce legenda, Jagienka Kmitówna, która pod koniec XV stulecia została wydana za bogatego rycerza Gniewosza. Jak to zwykle bywało w tamtych czasach, dziewczyna kochała się zupełnie w kim innym. Jej wybrankiem był niezwykle przystojny, ale nie dość bogaty rycerz Wilczek. Niestety, wola ojca była wówczas święta i Jagienka poszła za mąż za Gniewosza. Wkrótce obaj rycerze udali się na wyprawę mołdawską pod wodzą króla Olbrachta. Skończyła się ona wielką klęską, z tych czasów pochodzi nawet powiedzenie “za króla Olbrachta wyginęła szlachta”. W bukowiańskich lasach zginął też mąż Jagienki – Gniewosz. Ta, po odprawieniu żałoby, wyszła za swego ukochanego Wilczka, który zdrów wrócił z wyprawy. Po roku szczęśliwej parze urodził się syn. Ale ponieważ w życiu szczęście trwa tylko chwilę, następnego roku zamek był świadkiem straszliwej tragedii. Otóż powrócił z Mołdawii cudownie ocalały Gniewosz, który nie zginął, tylko dostał się do niewoli. Na podzamczu dowiedział się o zmianach jakie zaszły w jego domu. Nie chciał mścić się na swej żonie, lecz jedynie zobaczyć się z nią i pożegnać. Kiedy szedł dziedzińcem, Jagienka zobaczyła go przez okno. Przerażona, chwyciła synka na ręce i niewiele się namyślając skoczyła z okna do przepływającego u podnóża zamku Sanu. Odtąd błąka się po jego ruinach, tuląc do siebie kwilące niemowlę. I znów, nie jest to zapewne historyczna postać, ale trzeba przyznać, że Stanisław Kmita brał udział w wyprawie króla Olbrachta.

Jakiś straszny pech prześladował mieszkające na sobieńskim zamku kobiety… Zdarzyła się tu jeszcze jedna tragedia, ale duch zmarłej upodobał sobie już zamek w Lesku. Ta legenda także wiąże się z jakimś najazdem, być może węgierskim… Jeśli był.

W każdym bądź razie, najeźdźcy oblegali wówczas bezskutecznie warownię, której broniła szczupła załoga na czele z panią Martą Kmitową. Mąż jej, Jan Kmita, według jednych przekazów znajdował się wówczas w Wiśniczu, w świetle innych, poległ walcząc na wojnie. W każdym razie dzielna niewiasta była sama na zamku, a mimo to wolała bronić się do końca, niż oddać w ręce rozpasanych żołdaków. Napastnicy zrobili jednak podkop pod zamkiem, podłożyli pod niego prochy i wysadzili. Marta Kmitowa, nie mając szans ucieczki, przybrała wdowi strój i spłonęła żywcem w swej siedzibie…

Kiedy możni Kmitowie postanowili wybudować nową siedzibę, godną ich nazwiska. Czarna Dama przechadzająca się po ruinach zniszczonego już zamku, zatęskniła widać za swymi krewnymi, bo przeniosła się wraz z nimi do Leska. Postać dzielnej Marty nie jest wyssana z palca. Być może chodzi tu o żyjącą w połowie XV wieku Martę Wątróbczankę, żonę Jana Kmity, z którą miał pięciu synów. Zdaje się jednak, że niewiasta ta dokonała żywota w zgoła innych okolicznościach.

Legendy na temat Sobienia można by pewnie snuć jeszcze długo, Szanownemu Czytelnikowi niech wystarczą dla zachęty te trzy. Być może, kiedy skuszony opowieścią zawita do kmitowskiej warowni spotka którąś z niewiast, usłyszy odgłosy oblężenia albo dworskiej uczty, na której gościem był sam król Jagiełło…

Tekst jest fragmentem książki “Zamki, dwory i pałace województwa podkarpackiego”, autorstwa Marty Michałowicz-Kubal. Nowe wydanie publikacji dostępne będzie od czerwca 2014 r.  

 

Grzegorz Kubal

No Comments Yet

Leave a Reply

Your email address will not be published.